Itzulia Basque Country
Itzulia Basque Country / Charly Lopez

O nieprawdopodobnych finałach dwóch rozegranych w tym sezonie monumentów jeszcze długo nie sposób będzie zapomnieć, ale wczesna wiosna to nie tylko dłużące się 300 kilometrów pomiędzy Mediolanem i San Remo oraz bruki Oude Kwaremontu. Pomiędzy wyścigami Ronde van Vlaanderen i Paryż-Roubaix wielki festiwal kolarstwa szosowego trwa, przeniesiony do skrywającego wiele tajemnic Kraju Basków, w którym ta dyscyplina sportu od lat jest wolnością i sposobem na ucieczkę. Już w poniedziałek rozpocznie się 61. edycja Itzulia Basque Country, który za sprawą krętych dróg, stromych podjazdów i kapryśnej aury przemieni kolejnych sześć dni w sportowy spektakl pełen nieprzewidywalnych zwrotów akcji. Welcome to the jungle! 

Baskowie bez dwóch zdań funkcjonują poza szeroko pojętym mainstreamem, jednak za sprawą swoich skłonnych do nieprzemyślanych akcji górali, są doskonale znani wszystkim miłośnikom kolarstwa. Niemożność płynięcia z głównym nurtem mieszkańców tej położonej w północno-wschodniej części Półwyspu Iberyjskiego wspólnoty autonomicznej oddają dwie największe imprezy kolarskie organizowane w tym regionie – czy raczej ich terminy. Bo kto inny próbowałby organizować duży wyścig etapowy pomiędzy dwoma najważniejszymi aktami kampanii na brukach, a atrakcyjny klasyk tuż po zakończeniu Wielkiej Pętli? 

Wydaje się, że upór ten zostaje w końcu wynagrodzony, bo choć przez lata Vuelta al Pais Vasco rzeczywiście nie była w stanie rywalizować o względy szerszej rzeszy kibiców z Ronde van Vlaanderen czy Paryż-Roubaix, sposób konsumowania kolarstwa w ostatnim czasie bardzo się zmienił – na korzyść do niedawna niszowych imprez. Nie ulega natomiast wątpliwości, że z perspektywy rywalizujących w nim kolarzy, wyścig ten od dawna jest integralną częścią kalendarza startów. Poza pełnieniem roli kolejnej fazy przygotowań dla pretendentów do tytułu w wielkich tourach, pozwala on specjalistom od wyścigów jednodniowych nadać swojej formie ostatnie szlify przed kampanią w Ardenach.

W połowie ubiegłej dekady organizatorzy Paryż-Nicea reklamowali swoją imprezę jako zbiór pagórkowatych wyścigów jednodniowych, jednak jeśli określenie to miałoby zostać na stałe przypisane tylko jednej pozycji w kalendarzu, byłby nią właśnie Wyścig Dookoła Kraju Basków. W tej ukrytej pomiędzy Oceanem Atlantyckim i Pirenejami krainie trudno jest wytyczyć dłuższy odcinek, który byłby idealnie płaski, brak tam również najwyższej kategorii wzniesień znanych z górskich etapów wielkich tourów. Jeśli jednak ktokolwiek poszukuje miejsca, które byłoby w stanie możliwie jak najwierniej oddać charakter i rytm rywalizacji w południowo-zachodniej Belgii, właśnie tam znajdzie wąskie szosy najeżone mnóstwem sztywnych podjazdów, karkołomne zjazdy i mnóstwo niepogody.

Trasa

Jeśli można różnić się, a jednocześnie pozostawać takim samym, to taki jest właśnie Wyścig Dookoła Kraju Basków. Trasa, na którą każdego roku składa się nieco inna kombinacja etapów, ostatecznie tworzy doskonale znaną układankę, zapewniającą sześć dni pełnych zwrotów akcji i pasjonującej walki o każdą sekundę.

Tradycyjnie pagórkowata, ale unikająca oczywistych końcówek na podjazdach zeszłoroczna edycja imprezy doprowadziła do fascynujących batalii pomiędzy Primozem Roglicem, Tadejem Pogacarem i… ich pomocnikami. Układ ten musiał przypaść do gustu organizatorom, którzy również w tym sezonie próbują wykreować podobną sytuację, w tym celu skracając jazdę indywidualną na czas i poświęcając “sprinterskie” etapy na rzecz tras jeszcze bardziej nawiązujących do ardeńskich klasyków.

Etap 1, 4 kwietnia: Hondarribia – Hondarribia (7,5 km, ITT)

Specjaliści od jazdy indywidualnej na czas z pewnością nie byli zachwyceni widząc, że niegdyś decydujący odcinek wyścigu skrócony został do bardzo skromnych 7,5 kilometra – w dodatku wiodących wzgórzami ponad portem w granicznej Hondarribii. W wyniku poniedziałkowej rywalizacji ustalony zostanie pierwszy porządek w klasyfikacjach górskiej i generalnej, choć w tej drugiej różnice powinny być symboliczne.

Etap 2, 5 kwietnia: Leitza – Viana (207,6 km)

Najdłuższy etap tegorocznej edycji wyścigu jest jednocześnie jedynym dedykowanym sprinterom, choć aby cieszyć się nietypowym dla kolarzy tej specjalności triumfem w Kraju Basków, trzeba będzie pokonać ponad 2500 metrów przewyższenia. Na finałowych kilometrach prowadzącego z Leitzy do Viany odcinka dodatkową trudność stanowić może wiatr.

Etap 3, 6 kwietnia: Laudio – Amurrio (181,7 km)

To pierwszy z trzech bardzo pagórkowatych etapów, które wiodą wąskimi szosami przez strome ścianki, docelowo mając doprowadzić do walki o każdą sekundę pomiędzy pretendentami do triumfu w klasyfikacji generalnej. Ten środowy rozpoczyna się relatywnie długim podjazdem tuż po wyjeździe z Laudio, a ponownie komplikuje się dopiero po minięciu półmetka, co na papierze czyni go łakomym kąskiem dla uciekinierów. Ich szanse w dużej mierze zależeć będą jednak od nastawienia ekip rządzących peletonem.

Etap 4, 7 kwietnia: Vitoria-Gasteiz – Ingeteam Parke Zamudio (185,6 km)

Ogólna koncepcja czwartkowej trasy podobna jest do tej z dnia poprzedniego, ale różni się w szczegółach – przede wszystkim wybuchowym początkiem po wyjeździe ze stolicy wspólnoty autonomicznej Kraju Basków, na który składają się 40-kilometrowy płaski odcinek i 20-kilometrowy zjazd. Jeśli więc ucieczka tego dnia odjedzie, od początku będzie musiała rozwijać bardzo wysokie prędkości. W dalszej części menu dnia znajdują się cztery klasyfikowane podjazdy i jeszcze kilka pozbawionych kategorii, z których ostatni – Vivero (6,0 km, śr. 6,2%) – położony jest 20 kilometrów od linii mety w Zamudio. Łącznie na 4. etapie pokonanych zostanie 185,6 kilometra i 2703 metry przewyższenia. 

Etap 5, 8 kwietnia: Ingeteam Parke Zamudio – Mallabia (163,8 km)

Dzień po Zamudio na trasie Wyścigu Dookoła Kraju Basków zadebiutuje Mallabia, a dzielący je dystans 163,8 kilometra zawierać będzie w piątek 3485 metrów przewyższenia. Po pagórkowatym początku, większość przeszkód skoncentrowana jest już za półmetkiem rywalizacji, gdzie pokonane zostaną trzy klasyfikowane podjazdy. Na ostatni z nich, czyli Karabietę (6,8 km, śr. 5,4%), kolarze będą się wspinać 13 kilometrów od linii mety, jednak tego dnia emocje do samego końca zapewni finisz etapu zlokalizowany na stromej ściance (max. 16%).

Etap 6, 9 kwietnia: Eibar – Arrate (135,7 km)

Ten etap to prawdziwie królewska propozycja ze strony organizatorów Itzulii, a jednocześnie bardzo sprytny ruch, który najprawdopodobniej zmusi głównych protagonistów do ofensywnej jazdy na finałowym podjeździe. Zanim jednak do tej walki dojdzie, po drodze rywalizujących kolarzy czeka na dystansie zaledwie 136 kilometrów mnóstwo wspinaczki, między innymi na Azurki (5,2 km, śr. 7,3%), Gorlę (9,6 km, śr. 5.6%) i Arrate krótszym, a w związku z tym bardziej stromym wariantem trasy (4,1 km, śr. 10.5%).

Ostatnie akordy 61. edycji wyścigu Itzulia Basque Country wybrzmią na podjeździe do sanktuarium w Arrate w jego klasycznej wersji (4,6 km, śr. 8,5%), który kolejny raz zadecyduje o ostatecznym kształcie klasyfikacji generalnej imprezy.

Faworyci

Czy przed nami kolejny odcinek serialu “Jumbo-Visma versus reszta świata”? To bardzo prawdopodobne, choć na wąskich i pagórkowatych szosach Kraju Basków łatwo jest zastawić zasadzkę na tych, którzy czują się zbyt pewnie.

Holenderska drużyna stanie na starcie w Honderrabii z pierwszym i drugim kolarzem ubiegłorocznej edycji wyścigu w osobach Primoza Roglica i Jonasa Vingegaarda. Konfliktów o przywództwo nie należy się między nimi spodziewać, w przeciwieństwie do wysokiej dyspozycji i naturalnej umiejętności rywalizowania w okolicznościach przyrody, które tworzy Kraj Basków. Duńczyk oczywiście wolałby dłuższy odcinek jazdy na czas i podjazdy, ale dla bardziej dynamicznego Słoweńca trasa baskijskiej etapówki jest wprost idealna – szczególnie w tegorocznym wariancie, wymagającym zarówno szybkości na rowerze, jak i tej decyzyjnej. Liderzy Jumbo-Visma dodatkowo wspierani będą w swoich wysiłkach przez świetnego Seppa Kussa, co wróży powtórkę scenariusza z tras Paryż-Nicea.

W obliczu braku trzeciego w zeszłorocznej edycji Tadeja Pogacara i Brandona McNulty’ego, którego szybki wzlot i upadek mogliśmy w jej trakcie obserwować, UAE Team Emirates szyje, kim może. Alessandro Covi pierwszy szczyt formy ma już chyba za sobą, podobnie jak George Bennett (tyle że ten drugi od dwóch lat), a i dynamiczny Diego Ulissi wygrywa coraz rzadziej. W tej sytuacji prawdopodobnym liderem będzie niespełniony, ale w ostatnich tygodniach solidny Marc Soler, podczas gdy w rzeczywistości o większe punkty zawalczyć mogą sprytni uciekinierzy w typie Jana Polanca i Davide Formolo. W barwach UAE Team Emirates zobaczymy też w 61. edycji Itzulia Basque Country Rafała Majkę.

Bahrain Victorious to drużyna, która w ciągu minionego roku nauczyła się robić doskonały użytek z tego rodzaju chaosu, z którym zawsze trzeba się liczyć rywalizując na szosach Kraju Basków. W tegorocznej Itzulii staną jednak na starcie bez największych mózgów swoich operacji, pozwalając błyszczeć przed domową publicznością Pello Bilbao. Ostatnie wyniki Baska, szczególnie ze Strade Bianche i Gran Premio Miguel Indurain, mogą napawać ostrożnym optymizmem, a znajomość lokalnych dróg zawsze jest dodatkowym atutem. Ciekawe też, czy po bardzo rozczarowującym starcie sezonu lepszą formę zaprezentuje Gino Mäder

Uwagę zwraca skład Quick Step Alpha Vinyl, która powinna mieć uzasadnione nadzieje na pierwszą koszulkę lidera tegorocznej edycji Wyścigu Dookoła Kraju Basków po krótkim etapie jazdy indywidualnej na czas. Nie jest tak, że Remco Evenepoel nie ma na tym odcinku z kim przegrać, skoro na starcie stanie Primoz Roglic, ale dystans 7,5 kilometra może zadziałać na korzyść młodego, bardzo dynamicznego Belga. Co wydarzy się później, zależy przede wszystkim od formy Juliana Alaphilippe, bo w przyzwoitej dyspozycji cały czas powinien on być lepszym wyborem do walki o sekundy na stromych podjazdach. 

Podczas gdy Tao Geoghegan Hart i Geraint Thomas, choć teoretycznie na odmiennych etapach kariery, wolą chyba nagrywać podcasty od trenowania kolarstwa, o dobry wynik dla INEOSU będą walczyć Adam Yates, Daniel Martinez, Carlos Rodriguez i Ben Tulett. O ile nie można pierwszemu z wymienionych odmówić doświadczenia, trasa wyścigu nie jest dla niego idealna, co potwierdzają wyniki uzyskane w poprzednich edycjach. Ewentualna koalicja hiszpańskojęzycznych Kolumbijczyka i Hiszpana może natomiast umożliwić prowadzenie szeroko zakrojonych taktycznych rozgrywek na szosach Kraju Basków, a tym samym nieco zamaskować braki swojego lidera. Ciekawe też, jak na tych trasach pokaże się 20-letni Tulett – w pagórkowatej, ubiegłorocznej edycji Tour de Pologne prezentował się znakomicie, a niedawny występ w Coppi e Bartali dowodzi wysokiej formy.

Ostatnią ze zdolnych sporo namieszać ekip jest Bora-hansgrohe, która postawi w 61. edycji Itzulia Basque Country na Sergio Higuitę, Aleksandra Vlasova i Lennarda Kämnę. Wstępna lista startowa (stan na niedzielne popołudnie) wskazuje niestety, że wystartują oni w niepełnym składzie, co będzie sporym utrudnieniem w wyścigu o tak chaotycznym charakterze.

W klasyfikacji generalnej imprezy liczyć się mogą również David Gaudu (Groupama-FDJ), Enric Mas (Movistar), Mark Padun (EF Education-Easy Post), Michael Woods (Israel-Premier Tech), Andreas Leknessund (Team DSM) i Pierre Latour (TotalEnergies).

 

Wyścig Itzulia Basque Country 2022 rozgrywany będzie od 4 do 9 kwietnia.

Start transmisji z wyścigu każdego dnia planowany jest na godz. 15.00 w Playerze  15.30 na antenie Eurosportu.

guest
1 Komentarz
Najstarsze
Najnowsze
Inline Feedbacks
View all comments
Darek
Darek

Kraj Basków leży w płn-zach części półwyspu Iberyjskiego (+ płd-zach Francja), w płn-wsch mamy Katalonię. Reszta tekstu jak zawsze wyśmienita 🙂