Ależ chaos zapanował na trasie 4. etapu Itzulia Basque Country. Ponad 30-osobowa ucieczka dnia, liczne ataki, kraksy i inne zdarzenia sprawiły, że śledzenie baskijskiego wyścigu było dziś niezwykle ciekawe. W takich szalonych okolicznościach po zwycięstwo przed własną publicznością sięgnął Alex Aranburu, a liderem klasyfikacji generalnej pozostał Paul Seixas.
65. edycja Itzulia Basque Country jest już za półmetkiem, a na czwartek organizatorzy przygotowali 167-kilometrowy etap poprowadzony wokół miejscowości Galdakao. Na trasie znalazło się aż 7 górskich premii, aczkolwiek 6 z nich otrzymało 3. kategorię, a jedynie ostatnia z nich, na Leginie (3,2 km; 7,7%), posiadała 2. kategorię. W sumie zawodnicy do pokonania mieli przeszło 3100 metrów przewyższenia, a to zapowiadało spore emocje.

Tuż po starcie relacja tekstowa wyświetlała na przemian 2 komunikaty: „atakuje X zawodników” oraz „uciekinierzy zostali dogonieni”. Za „X” zwykle kryły się niemałe liczby, a to pokazywało, że od samego początku chętnych do uczynienia dzisiejszego etapu trudnym nie brakowało. Na pierwszej z górskich premii po 3 punkty sięgnął co prawda lider tego zestawienia, czyli Joan Bou (Caja Rural – Seguros RGA), ale później do głosu doszli już kolarze z czołowych drużyn, którzy uformowali przeszło 30-osobowy odjazd. W jego skład weszło m.in. 3 kolarzy tracących niespełna 5 minut do lidera klasyfikacji generalnej, czyli Paula Seixasa (Decathlon CMA CGM Team), a to zapowiadało naprawdę ciekawą rywalizację. Rzeczoną trójką byli zaś Guillaume Martin i Clément Braz Afonso (obaj Groupama-FDJ United) oraz Tobias Halland Johannessen (Uno-X Mobility).
Jakby emocji było mało, peleton również nie jechał razem. Dzielił się niestety nie tylko na skutek wysokiego tempa, ale i kraks, a jedna z nich wyeliminowała z dalszej rywalizacji Sergio Higuitę (XDS Astana Team). Poza wyścigiem znalazł się także Juan Ayuso (Lidl-Trek), który cierpiał na problemy żołądkowe.
107 kilometrów przed metą samotnej ucieczki z licznego odjazdu podjął się Brandon McNulty (UAE Team Emirates-XRG) i Amerykanin z zaskakującą łatwością wypracował sobie przeszło minutę przewagi nad 33-osobową grupą. Peleton tymczasem tracił niemal 4 minuty, a przez długi czas w pracy osamotnieni byli tam zawodnicy Decathlon CMA CGM Team, którzy wyraźnie nie panowali nad sytuacją. Na szczęście dla nich z czasem otrzymali wsparcie z dość nieoczekiwanej strony – do pogoni włączyli się przedstawiciele Bahrain-Victorious, którzy gonili na rzecz 13. w klasyfikacji generalnej, ale ścigającego się przed własną publicznością Baska Pello Bilbao.
Na 50 kilometrów przed metą samotnie uciekający Brandon McNulty utrzymywał cały czas około minuty przewagi nad dużą ucieczką, a peleton tracił około 3 minut. Na płaskim dojeździe do Elorritxueta (4,3 km; 8,1%) różnice pomiędzy grupami zaczęły jednak wyraźnie maleć. Amerykanin z UAE Team Emirates-XRG finalnie został dogoniony przez resztę harcowników na 35 kilometrów przed końcem dzisiejszego etapu, zaś główna grupa traciła wówczas już tylko 1:50 – zdecydowanie wróciła w niej wiara co do tego, że odjazd można jeszcze skasować.
Podczas przedostatniej wspinaczki dnia ucieczka zaczęła się dzielić – atakować próbowali z niej m.in. Quinn Simmons (Lidl-Trek) i Marc Soler (UAE Team Emirates-XRG), z tyłu zaś stawkę rozkręcić spróbował Florian Lipowitz (Red Bull – BORA – hansgrohe). Choć ataki te nie na pozór nie kończyły się powodzeniem, albowiem każdy z przyspieszających zawodników był doganiany, to ich efektem było stopniowe kurczenie się zarówno ucieczki, jak i peletonu. Ten na 27 kilometrów przed metą tracił do harcowników już tylko 1:20.
Na dojeździe prowadzącym do finałowej wspinaczki dnia, Leginy (3,2 km; 7,7%), od odjazdu oderwali się Anders Halland Johannessen (Uno-X Mobility), niezwykle aktywnie jadący Marc Soler (UAE Team Emirates-XRG) oraz Luke Tuckwell (Red Bull – BORA – hansgrohe). Z czasem jednak na czele pozostał tylko Norwe, który wspinaczkę rozpoczynał z 20-sekundową przewagą nad resztą odjazdu. To było jednak zdecydowanie za mało i za sprawą pociągnięcia Juana Pedro Lópeza (Movistar Team) mniej utytułowany z bliźniaków został dogoniony, zaś za Hiszpanem podążał drugi z norweskich braci, czyli Tobias Halland Johannessen (Uno-X Mobility), a także Alex Aranburu (Cofidis), Christian Scaroni i Lorenzo Fortunato (XDS Astana Team) i Guillaume Martin (Groupama-FDJ United). Z tyłu tymczasem mocno zaciągnął Primož Roglič (Red Bull – BORA – hansgrohe), ale rywale bez problemu odpowiedzieli na to przyspieszenie.
Na delikatnym wypłaszczeniu ucieczka mocno zwolniła, a przestój wykorzystać spróbował Alex Aranburu. 10 kilometrów przed metą uciekinierzy mieli jednak już tylko 45 sekund przewagi nad grupą faworytów, którą osobiście prowadził Paul Seixas. Gdy wydawało się, że harcownicy nie mają już wielkich szans, Francuz zarządził spore uspokojenie – nikt nie chciał dawać zmian liderowi wyścigu, a ten zwolnił na tyle, że przewaga uciekinierów zaczęła na powrót rosnąć.
Tuż przed szczytem finałowej wspinaczki do Alexa Aranburu dołączył Tobias Halland Johannessen i duet ten z 20-sekundową przewagą nad kolejną grupką, a niemal minutowym zapasem nad peletonem, rozpoczął zjazd w stronę Galdakao. W dół dużo lepiej jechał Hiszpan, który ponownie zerwał z koła Norwega, z peletonu zaś oderwał się na nich Paul Seixas, który ponownie potwierdził, że jest nie tylko piekielnie mocny, ale i naprawdę dobry technicznie.
Na płaskim Tobias Halland Johannessen ponownie dogonił Alexa Aranburu, a dwójka ta zaczęła się nieco czarować na ostatnim kilometrze. Z tyłu tymczasem tempo było bardzo wysokie, co zwiastowało, że na mecie różnice będą naprawdę niewielkie. Przestój uciekającej dwójki trwał tak długo, że na 300 metrów przed metą na czele mieliśmy ponownie 5 kolarzy, aczkolwiek bardziej wypoczęci harcownicy mieli wystarczająco sił, by przyspieszyć – pierwszy zrobił to Tobias Halland Johannessen, ale z jego koła wyjść zdołał Alex Aranburu i to kolarz Cofidisu został dzisiejszym triumfatorem.
Bask bez wątpienia uszczęśliwił lokalną publiczność swoim pięknym zwycięstwem, a to nie było jedynym powodem do zadowolenia dla miejscowych widzów. Z peletonu po 4. miejsce wyskoczył bowiem Ion Izagirre (Cofidis), a zatem kolejny z Basków, który zyskał dziś w klasyfikacji generalnej nad wszystkimi rywalami – 37-latek przesunął się o 3 pozycje i jest teraz 4. w ogólnym zestawieniu. Spośród kolarzy z czołówki wyścigu jako 2. metę przeciął kolejny z miejscowych, a mianowicie Pello Bilbao (Bahrain-Victorious), trzeci zaś pod tym względem był prowadzący w wyścigu Paul Seixas (Decathlon CMA CGM Team), który umocnił się na pozycji lidera. Primož Roglič (Red Bull – BORA – hansgrohe) traci już 2 minuty i 19 sekund do Francuza.
Wyniki 4. etapu 65. Itzulia Basque Country:
Wyniki dostarcza FirstCycling.com









