Do startu Giro nieco ponad miesiąc. Jak prezentuje się najlepsza polska drużyna na tle drużyny z 2003 roku gdy po raz pierwszy CCC wystartowało we włoskim wyścigu?

Im bliżej do Giro tym bardziej starają się kolarze CCC pokazywać na wyścigach. Nie ma wątpliwości – zaproszenie na Giro jest jednym z motorów napędowych zawodników, ponieważ każdy (zwłaszcza z tych mniej obytych w Wielkich Tourach) marzy by wystartować.

Jak to się ma do 2003 roku? Wtedy było nieco inaczej. Wówczas w drużynie liczył się przede wszystkim wynik w klasyfikacji generalnej. Każdy zawodnik miał się dostosować i pracować na zwycięzcę Giro 1996 – Pawła Tonkova. Jak wielu z nas pamięta Rosjanin ostatecznie wyścigu wygranego przez Gilberto Simoniego nie ukończył, a Dariusz Baranowski zajął wspaniałe, 12 miejsce.

W tym sezonie wygląda to odmiennie. Liderem ktoś bez wątpienia zostanie na włoski Wielki Tour, lecz teraz możemy się spodziewać się tego, iż zawodnicy będą aktywni przede wszystkim w ucieczkach i będą walczyć o zwycięstwa etapowe, ktokolwiek wystartuje. Nie oszukując się, CCC nie ma rasowego kolarza na Wielkie Toury, więc walczyć o klasyfikację generalną będzie niezwykle ciężko, ale już samo zwycięstwo etapowe będzie sukcesem wielkiego formatu. Nigdy dotąd zawodnik polskiej ekipy w Wielkim Tourze nie wygrał, więc taki wynik byłby naprawdę krokiem milowym w historii zespołu oraz mogłoby przybliżyć drużynę w przyszłości do I dywizji.

W takiej sytuacji zdawać by się mogło, że stawianie na jednego lidera jak w przypadku występu sprzed 12 lat nie ma większego sensu. Niewątpliwym jest, iż dla zawodników jak i dyrektorów jest to nie lada wyzwanie, które nie zostanie bez wpływu na przyszłość zespołu. O ile kolarze startujący w 2003 roku byli powszechnie znani ( przede wszystkim mam tu na myśli Baranowskiego oraz Tonkova) to Schumacher i Rebellin od dawna nie jeżdżą na najwyższym szczeblu wyścigowym, Paterski nie był główną postacią Liquigasu. Szmyd prócz swojego zwycięstwa na Mont Ventoux jest kojarzony jako jeden z lepszych pomocników w peletonie.

Nie należy powyższych kwestii traktować w kategorii negatywnej, przeciwnie. Lepiej jest jechać wyścig gdy nie jest się faworytem, niż radzić sobie z presją faworyta, co nie oznacza bynajmniej, iż takowej presji nie będzie. Będzie i to ogromna. O formę fizyczną zawodników jak pokazują wyniki martwić się specjalnie nie należy, powinniśmy się cieszyć. CCC pokazuje coraz mocniej swoją obecność w kolarskim peletonie. Miejmy tylko nadzieję, że po Giro nie powtórzy się historia i że zespół nie spadnie do trzeciej dywizji, jak to miało miejsce w 2005 roku, wręcz przeciwnie “pofrunie” do World Touru. Tego życzę “pomarańczowym”!

Jacek Smyrak