W ostatnim czasie rozgorzała dyskusja na temat ścigania w ciężkich warunkach atmosferycznych. Coraz częściej negowany jest sens takiego ścigania i kolarze apelują o odpowiednie zmiany w przepisach, by kolarze bardziej rywalizowali między sobą, niż z naturą.

Walka kolarzy z naturą jest rzeczą tak odległą, jak odległe są początki kolarstwa. Historia kolarstwa szosowego zna przypadki, gdy kolarze zmagali się z ogromnymi zaspami śniegu, strumieniami deszczu czy także palącym słońcem.

Ciężko mieli w ostatnim czasie szczególnie kolarze startujący i w Tour of Oman jak i w Tirreno – Adriatico. Fabian Cancellara wygrał i w Azji i we Włoszech po etapie, jednak i te rezultaty nie powstrzymały go przed wypowiedzią dotyczącą warunków pogodowych w jakich ścigać się przychodzi kolarzom. Szwajcar nie jest co prawda w tych słowach osamotniony, wtórują mu inni kolarze, którzy wspólnie apelują by zrobić coś dla ułatwienia życia zawodnikom w przypadku ekstremalnych warunków.

Można się z kolarzami zgodzić, że gdzieś granice są i, że nie powinno się stawiać niczego ponad zdrowie kolarzy, lecz natury nie da się do końca przewidzieć. Organizatorzy nie mogą nic więcej zrobić niż reagować na bieżąco neutralizacjami odcinków etapów lub całych etapów, co czynią. Wielu z nas pamięta Mediolan – San Remo 2013, kiedy zneutralizowano kilka odcinków trasy, gdyż pogoda w żadnym wypadku nie wskazywała na to, że nadeszła wiosna, wręcz przeciwnie. Stąd nie można powiedzieć, że ludzie mający wpływ na kształt wyścigów nie robią zupełnie nic by zmniejszyć ryzyko utraty zdrowia.

Niby to kwestie oczywiste, jednak być może nie dla wszystkich. Sprawa ekstremalnych warunków zaczyna jednak być kwestią zyskującą coraz większy wydźwięk. W tym miejscu należy sobie zadać pytanie czy rzeczywiście można coś więcej zrobić. Postulat o ograniczeniu temperatury, w której można by się było ścigać jest dobry i wart wprowadzenia, lecz istnieje ryzyko utraty atrakcyjności widowiska. Trudno nie zgodzić się z tezą, iż częste neutralizacje nie działają pobudzająco na widza śledzącego relację, wręcz przeciwnie – powodują że może stać on się zdezorientowany i poniekąd znudzony, gdyż w kluczowych sektorach trasy nie byłoby ścigania. Podsumowując: zmiana dobra, lecz przed wprowadzeniem jej, należy ją ułożyć tak, by jak największe grono osób było zadowolonych – od sponsorów i zawodników począwszy, na widzach skończywszy.

Jest jednak także druga strona medalu. Kolarze wiedzą, że ich dyscyplina sportu rządzi się takimi prawami, iż zmienność warunków pogodowych jest kwestią normalną. Podpisując kontrakty z ekipami zgodzili się na ściganie w różnych warunkach. Tym samym chcę podkreślić, że krytycy kolarskich apeli dotyczących jazdy w ekstremalnych warunkach pogodowych, jeśli takowi się oczywiście ujawnią, będą mieć trochę racji, lecz i oni powinni stanąć na stanowisku, iż kolarz zdrowie ma jedno i widowisko to jedno, zdrowie to już zupełnie inna kwestia.

Jak każdy sympatyk kolarstwa wie, ta dyscyplina sportu jest walką nie tylko z rywalami, lecz także z własnymi słabościami, z samym sobą. Im trudniej na trasie, tym zwycięstwo smakuje lepiej i tym bardziej kolarz jest usatysfakcjonowany z osiągniętego sukcesu. Różnią się kolarze także pod względem podatności na zmiany temperatury. Niektórym jest łatwiej, niektórym trudniej, jednak wszystko ma granice – także warunki w których można się ścigać.

Jacek Smyrak

Foto: Trek Factory Racing