Cycling: 101th Tour de France / Stage 9Tony Martin (Omega Pharma – Quick Step) w spektakularny sposób zgubił rywali i jako pierwszy zameldował się na linii mety dziewiątego etapu Tour de France w Mulhouse.

Mistrz świata w jeździe indywidualnej najpierw zgubił współtowarzysza ucieczki – Alessandro De Marchiego (Cannondale) na najtrudniejszym dziś podjeździe pod Le Markstein, a później znakomicie spisał się na zjazdach i w błyskawicznym tempie pokonał ostatnie 20 kilometrów płaskiego terenu. Dzięki swojej postawie, Niemiec zdobył także koszulkę najlepszego górala.

“Nie znam drugiego takiego szaleńca, którego stać byłoby na takie zwycięstwo”, powiedział Martin o swojej solowej wygranej. “Musiałem jednak tak to zrobić, ponieważ nie jestem specjalistą od taktycznego rozgrywania wyścigów i czarowania się. Gdy teren mi sprzyja i czuje się dobrze, wiem, że stać mnie na dobry wynik. Zazwyczaj mój limit jechania w bardzo szybkim tempie to godzina podczas etapu jazdy indywidualnej na czas. Potrafię to jednak rozłożyć na trzy lub cztery godziny na etapie górskim. Miałem dobre nogi i dyspozycję dnia. Tylko jeden zawodnik w ucieczce pasował do moich umiejętności. Nie graliśmy w żadne gry, po prostu jechaliśmy i dobrze współpracowaliśmy. To był idealny dzień“, dodał. 

“Gdybym dojechał na metę w drugiej grupce, bardzo trudno byłoby mi wygrać etap. Końcówka  była płaska, a ja nie jestem najszybszy w sprincie. Musiałem postawić wszystko na jedną kartę. W grupce, która jechała za nami – wszyscy się czarowali. Pomimo, że było ich więcej, to i tak pokonywaliśmy trasę w szybszym tempie. Na zjazdach we dwójkę jechało nam się lepiej. W pewnym momencie przewaga zatrzymała się w okolicach półtorej minuty, ale potem wzrosła do trzech. Widziałem, że złamaliśmy morale zawodników za naszymi plecami i dlatego postanowiłem zaatakować samotnie. Dzięki umiejętnością jazdy na czas, udało mi się dojechać do mety”, zakończył.

 

Foto: Tim de Waele/OPQS

Andrzej Gucwa