Bradley WigginsSpora część kibiców obawiała się przed rozpoczęciem wyścigu powtórki z ubiegłorocznego Tour de France. Giro rządzi się jednak swoimi prawami. Pierwszy tydzień za nami i na brak emocji nie możemy narzekać.

Giro miało być pewnego rodzaju spacerkiem dla Wigginsa, prowadzonego za rączkę, przez kolegów w czerni. We Francji taki scenariusz się sprawdził. Czemu teraz to nie działa? Zamiast dużej przewagi w generalce po czasówce, Brytyjczyk ma obtarcia po kraksach i lęk przed karkołomnymi, mokrymi zjazdami. Do tego ci Włosi. Bezlitośni kanibale, którzy wykorzystają każdą słabość przeciwnika. Giro d’ Italia, to wyścig dla prawdziwych mężczyzn. Ale Wiggins nie da się złamać paroma marnymi sekundami przewagi, zdobytymi w desperacki sposób. O nie! Charakteru Brytyjczykowi nie brakuje. Nie podda się bez walki. Jeszcze w górach może nas zaskoczyć. Cyferki mówią, że jest to nieuniknione, ale kto wierzy matematyce? Na pewno nie Włosi, ani nikt z liczących się kolarzy. Zawsze, jeśli liczby zawiodą, Wiggins ma do dyspozycji dwie kolumbijskie kozice. Może zwycięstwa oni Brytyjczykowi nie zapewnią, ale z pewnością napsują krwi Nibalemu.

W ostatnich dwóch tygodniach wyścigu Dookoła Włoch zostanie rozegrana prawdziwa walka o zwycięstwo, a jak na rycerza przystało, Wiggins będzie walczył do końca. Jeśli tego nie zrobi, niech się lepiej Królowej Elżbiecie na oczy nie pokazuje!

Istnieje również, pewne stare polskie przysłowie, które brzmi – „Gdzie dwóch się bije tam trzeci korzysta”. Tych „potencjalnie korzystających” jest dość sporo. Evans, Sanchez, Scarponi, Gesink oraz Hesjedal na pewno nie spuszczą z tonu. Nie przyjechali oni tu oglądać plecy Wigginsa czy Nibalego. Brytyjczyk potracił, Rekin, wcale taki pewny nie jest, więc otwiera się szansa. Nie ma co czekać z założonymi rękami. Trzeba działać, a ci panowie z pewnością mają na to ochotę.

Czeka na nas kolejne dwa tygodnie dobrego ścigania. Wszystko jest w rękach faworytów. Od nich, zależy przebieg wyścigu. Póki co, nas nie zawiedli, a największe góry dopiero przed nami. Szykuję się walką na całego, do czego nas Giro zdążyło już przyzwyczaić.

 

Karol Kacprzak