Dariusz BaranowskiDariusz Baranowski specjalnie dla naszosie.pl podsumowuje 3 etap Tirreno-Adriatico:

Typowy sprinterski etap. Scenariusz podobny do wczorajszego, ale po kolei. Zawiązała się ucieczka, którą peleton dogonił na 20 kilometrów do mety. Do tego momentu można powiedzieć, że nic się nie działo.  Dopiero po skasowaniu ucieczki kilku zawodników postanowiło pokrzyżować plany sprinterom i próbowało odjechać od peletonu. Widząc taki obrót sprawy, zespół Cannondale – mający w swych szeregach Petera Sagana – wyszedł na czoło peletonu i nie pozwolił na tego typu harce czy  ucieczki. Co więcej sam próbował na jednym z podjazdów uszczuplić peleton.  Mówiąc prościej, próbował zgubić klasycznych sprinterów nie czujących się najlepiej na podjazdach.

Wszystkie te zagrywki taktyczne okazały się mało skuteczne. Peleton trzymał się razem, a na ostatnich kilometrach swoje pociągi ustawiły Omega Pharma i Orica GreenEdge.  Wszystko niby pod kontrolą, ale wystarczył jeden ostrzejszy zakręt przed metą plus bardzo śliska nawierzchnia spowodowały rozsypanie się pociągów i zapanował chaos. Oj nie mają szczęścia do pogody w tym wyścigu kolarze, znowu cały etap padało.  Wykorzystał to Peter Sagan, który lubi takie sytuacje i wygrał. Wygrał zasłużenie zostawiając za plecami takich asów sprintu jak Mark Cavendish czy Andre Greipel. Co tu dużo mówić, Słowak jest naprawdę  mocny, udowadnia po raz kolejny, że należy do grona najlepszych sprinterów.

Na sobotnim etapie to już będzie inne ściganie. Etap typowo górski z metą na podjeździe. Do głosu dojdą górale i zawodnicy walczący o pierwsze miejsce w generalce.  Jutro mogą – choć wcale nie muszą – rozstrzygnąć się losy wyścigu. Być może ten który wygra zapewni sobie zwycięstwo w całym wyścigu.  Meta usytuowana górze Prati di Tivo. Trudny około 15 kilometrowy podjazd, a trzeba pamiętać że w nogach będą zawodnicy mieli już dwa wcześniejsze.

Myślę, że emocji nie zabraknie i nastąpią zdecydowane ataki zwłaszcza tych kolarzy którzy nie czują się najlepiej w jeździe indywidualnej na czas – która będzie rozegrana jako ostatni etap wyścigu – i będą chcieli wypracować sobie jak największą przewagę.

Z Polaków w sobotę liczę na Przemka Niemca. Dobrze czuje się w górach, a te podjazdy zna jak własną kieszeń. Ma wolną rękę, będzie jechał na siebie, dyrektorzy sportowi Lampre Merida ufają mu. Więc cóż dodać… Przemek trzymamy kciuki!

Dariusz Baranowski