Mark Cavendish (Sky Team) odnosząc dziś piękne zwycięstwo na mecie 18. etapu Tour de France, pokazał dziś, że nie potrzeba mu rozprowadzającego go pociągu. Brytyjczyk potrafi również skutecznie zaatakować z dalszej odległości.
„Po wszystkich trudnych etapach, które mamy już za sobą, chciałbym znów ugrać coś dla siebie. Wiedziałem, że dziś i w niedzielę w Paryżu jest ku temu dobra okazja. Przed startem poprosiłem więc Bradleya o wsparcie w końcówce. On zgodził się i cała drużyna dziś była podporządkowana dla mnie”, powiedział mistrz świata.
„Moi koledzy na ostatnich kilometrach mnie rozprowadzali, jednak zgubiłem koło Edvalda Boassona Hagena. Na ostatnim zakręcie zdałem sobię sprawę, że nie ma na co czekać. Musiałem na pełnej szybkości doskoczyć do prowadzącego Luisa Leona Sancheza, który był kilkadziesiąt metrów przed nami. Udało się! Pokazałem wszystkim niedowiarkom, że w ostatnich dniach Touru, po górskich etapach wciąż mam swoją szybkość. Kocham ten wyścig i jestem dumny z kolejnego zwycięstwa”, zakończył Cavendish.
Foto: bettiniphoto.net
Andrzej






