Wojtek, jak się zaczęła Twoja przygoda z kolarstwem?

Mój tata się ścigał przez dziewięć lat, do młodzieżowca w klubie Pomorzanin Nowogard, który prowadzony był przez Rajmunda Zielińskiego. Był jednym z lepszych juniorów w kraju, po juniorze miał szansę przejścia do Legii Warszawa, jednak tak się nie stało. Rajmund Zieliński miał syna i to on trafił do Legii… Tak skończyła się jego kariera zawodnicza. Potem był przez trzy lata trenerem. Od najmłodszych lat byłem blisko kolarstwa, przy nim dorastałem.

Jeździłeś w wielu grupach zawodowych, miałeś też krótki epizod we włoskiej Miche…

Jeśli chodzi o grupy zawodowe to zacząłem od Weltouru, który był prowadzony przez Dyrektora Sławomira Chrzanowskiego. Miałem warunki, robiłem wyniki, ale miałem pecha do ludzi, którzy mogliby mnie dobrze poprowadzić…

Potem byłem w Miche, dla niektórych zachód jest spełnieniem marzeń. Ale ta grupa nie dawała żadnych możliwości rozwoju. Po kontuzji w 2007 roku na Bałtyk-Karkonosze, kiedy złamałem kręgosłup, miałem półroczną rehabilitację, chciałem czegoś więcej od siebie, od tego sportu i wyjechałem do Włoch. Jednak czułem się tam jak niewolnik. Umówiony byłem na jeżdżenie za żywność, wiedziałem że nie będzie łatwo. Przerażało mnie to, że musiałem chodzić do dyrektora tej grupy prosić się o pieniądze na jedzenie, przez trzy miesiące nie dostałem żadnej gotówki, żyłem za własne. Nie wytrzymałem, wsiadłem w autobus i wróciłem do Polski.Tak wyglądała przygoda w Miche.

Potem rozstałeś się z kolarstwem…

Tak przez dwa lata skończyłem z rowerem, bardzo załamałem się psychicznie. W Polsce nie trafiłem na ludzi, którzy by mi pomogli, którzy przyczyniliby się do tego abym się rozwinął. Przez ten czas przeszedłem szkołę życia, pracowałem ciężko fizycznie na zachodzie, remontowałem domy, pracowałem w „kanapkarniach”, ale wcale się tego nie wstydzę. To był bardzo ciężki czas, ale cały czas w głowie miałem rower.

To co sprawiło, że wróciłeś do sportu?

Tęskniłem bardzo za rowerem, czułem się niespełniony. W 2010 roku grupa DHL była osłabiona pod względem finansowym. Pan Zbigniew Szczepkowski wziął mnie, bo potrzebował zawodnika za bardzo małe pieniądze. Ale ja chciałem się ścigać i wiedziałem, że z taką motywacją jaką miałem w tamtym czasie, dam sobie radę.

W tym właśnie roku wygrałeś trzy wyścigi, w kilku innych stawałeś na podium, czy to sprawiło że trafiłeś do BDC?

Po dwóch latach przerwy i przygotowaniach do sezonu na własną rękę osiągnąłem dobre rezultaty. Po sezonie spędzonym w DHL Robert Radosz zainteresował się moją osobą, a jeśli ktoś mi podaje rękę ja chcę to wykorzystać. Jestem mu wdzięczny, że pomógł mi w przejściu do BDC. Mam zdrowie, ma predyspozycje aby być dobrym kolarzem, postaram się tego nie zmarnować, a grupa Pana Darka Banaszka daje mi odpowiednie zaplecze.

W zeszłym roku na Twoich piersiach zawisł brązowy medal Mistrzostw Polski w jeździe na czas, byłeś trzeci w generalce Bałtyk-Karkonosze. Jaki masz cel na ten sezon?

Całe przygotowania będą prowadzone pod czasówkę Mistrzostw Polski. Będę jeździł głównie klasyki i krótkie wyścigi etapowe. W zeszłym roku celowałem w złoto, choć nie do końca poszło wszystko po mojej myśli, byłem lekko zawiedziony, że zdobyłem tylko brąz. Z drugiej strony cieszyłem się, bo to jednak trzeci wynik w Polsce. W tym roku będę przygotowany na 200%. Chcę stanąć na starcie i pojechać tak, aby nikt nie miał wątpliwości i złudzeń. Wiem, że przeprawa nie będzie lekka, bo jest dużo zawodników, którzy potrafią pojechać dobrze na czas. Ale myślę, że powalczę.

Czy specjalistom od jazdy na czas stałeś się w ostatnich latach, czy zawsze była to Twoja mocna strona?

Będąc młodzieżowcem wygrywałem bardzo dużo czasówek, cztery lata jeździłem w kadrze torowej. Byłem bardzo dobrym „czterokilometrowcem”, na swoim koncie mam siedem medali, w tym trzy złota, jedno w elicie, dwa w młodzieżowcach. Poza tym, jeździłem w tym czasie w wyścigach szosowych. W wyścigu Polska-Ukraina, który jest jednym z najcięższych dla młodzieżowców, wygrywałem czasówki z dużą przewagą nad rywalami. W ostatnim roku orlika wygrałem wszystkie czasówki, poza jedną podczas Mistrzostw Polski. Wtedy to pomyliłem trasę i na ostatnim kilometrze straciłem wszystkie medale. Dodatkowo, jako jedyny miałem sędziego, którego „załatwili” mi Ci, którzy nie mogli uwierzyć w to, że jeżdżę tak dobrze na czas. Ja co roku potwierdzałem, że dobrze czuję się w walce z czasem.

Przeszedłeś wiele, ale co jest Twoim kolarskim marzeniem?

Ten rok jest szczególny, ale chciałbym pojechać na Olimpiadę. Wcześniej tak jak wspomniałem interesuje mnie tytuł Mistrza Polski. Do Londynu nie chciałbym lecieć po to aby być dwudziesty, czy czterdziesty i mówić potem, że moim największym przeciwnikiem był wiatr. Chcę pokazać, że mogę się przygotować do głównej imprezy na ten rok, jaką jest Olimpiada. Miejsce w pierwszej dziesiątce, byłoby bardzo dobrym wynikiem. Jeśli będzie mi dane tam pojechać, dam z siebie wszystko. Nie wyobrażam sobie, aby kolarz w trykocie Mistrza Polski na czas nie pojechał na Olimpiadę.

Co powiesz o Waszym składzie na ten rok?

W tym roku doszło wielu zawodników, mamy dobrych młodych obiecujących kolarzy, w tym składzie stać nas na jeszcze lepsze wyniki. W końcu nie jesteśmy na straconej pozycji, jest nas więcej i powalczymy także dwoma składami.

Dziękuję za rozmowę, życzę powodzenia w zbliżającym się sezonie.

Dziękuję

W Tossa de Mar rozmawiał Marek Bala

 

guest
2 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze
Inline Feedbacks
View all comments
biker
biker

słowa uznania , Pozdrawiam!

jaro
jaro

Zrób to !!!