Zapraszamy Państwa do zapoznania się z rozmową, którą przeprowadziliśmy ze Zbigniewem Gucwą – kolarzem amerykańskiej drużyny CMI Trilogy.

Wczoraj na łamach naszego portalu, mogli Państwo przeczytać informację o angażu dwóch zawodników z Dolnego Śląska, czyli: Zbigniewa Gucwy oraz Konrada Tomasiaka do amerykańskiej drużyny CMI Trilogy. Postanowiliśmy więc wgłębić się w szczegóły tego projektu, które zdradził nam jeden z dwójki naszych rodaków w tej ekipie.

Zbyszku, powiedz nam coś o swojej nowej drużynie.

Drużyna CMI Trilogy powstała na bazie ekipy Team Reine Blanche, którą założyłem z trzema kolegami z Francji i jednym z Wielkiej Brytanii. Ideą były wyjazdy na różne wyścigi UCI na całym świecie. Początkowo każdy z nas na co dzień ścigał się w innych klubach. Jednak po przejechaniu kilku wyścigów  (co ważne wygraniu tych wyścigów!) stwierdziliśmy, że zajmiemy się tym projektem na poważnie. Dosyć szybko udało nam się pozyskać sponsorów, dzięki którym mamy fundusze na sprzęt i różne wydatki. W zimę byliśmy nawet blisko założenia drużyny kontynentalnej, jednak stwierdziliśmy że nie chcemy tworzyć drużyny zawodowej „na wariackich papierach”. Wolimy zrobić drużynę amatorską, bogatą w kalendarz wyścigów 2.2 UCI i dopiero za rok myśleć o zawodowstwie nie tylko z nazwy, ale także i organizacji.

W poprzednich latach, jeszcze jako Team Reine Blanche odnieśliście kilka bardzo dobrych rezultatów w wyścigach UCI jako amatorzy…

Dzięki temu, że jesteśmy przyjaciółmi, znakomicie się rozumiemy. Każdy się poświęca dla dobra ekipy. Praktycznie z każdego wyścigu przywozimy zwycięstwo etapowe albo nawet triumf w klasyfikacji generalnej. Jak do tej pory wygraliśmy etapy Tour de Serbie 2.2, Tour du Faso 2.2, Tour de Rwanda 2.2, oraz klasyfikacje generalną Tour du Faso i Tour de Nouvellle Caledonie, dzięki czemu na koniec sezonu udało nam się zgromadzić 125 pkt UCI. Myślę, że jak na drużynę amatorską to dobry wynik biorąc pod uwagę fakt, że startowaliśmy w pięciu wyścigach.

Oprócz Ciebie, w CMI Trilogy ścigać będzie się również Konrad Tomasiak…

Kiedyś, gdy przechodziłem z Juniora do Elite, pomógł mi bardzo Jarosław Zarębski (były sprinter CCC Polsat oraz Intel Action), który mieszka w Modlęcinie, kilka kilometrów od moich rodzinnych Świebodzic na Dolnym Śląsku. Gdy wyrobiłem sobie już pewną markę wśród francuskich dyrektorów sportowych, to ja pomogłem kilku zawodnikom dostać się do Francji. Jeżeli chodzi o Konrada, ucieszyłem się bardzo z tego, że chce jeździć w naszej drużynie. To młody, uniwersalny i utalentowany kolarz, który jest wielkim wzmocnieniem naszego teamu. Myślę, że gdyby był we Francji, miał by wiele propozycji z drużyn zawodowych.

Jakie są wasze plany na nowy sezon?

Zaczynamy od Wyścigu Dookoła Maroka (2.2 UCI), który odbędzie się pod koniec marca (prawdopodobnie pojawi się tam również ekipa BDC MarcPol Team przyp. red.). Dalej mamy w planach wyścigi UCI w Wielkiej Brytanii, Holandii oraz Francji, jednak na razie nie mogę zdradzić szczegółów.

W latach 2005 i 2006, ścigałeś się dla polskich drużyn zawodowych Paged MBK Scout oraz Nobless Team. W pierwszej twoim dyrektorem sportowym był Grzegorz Gronkiewicz, a w drugiej Piotr Wadecki. Następnie wyjechałeś do Francji. Myślisz, że to dobry kierunek dla młodych zawodników?

Pierwsze dwa lata orlika ścigałem się w Polsce. Nie chciałem od razu wyjeżdżać, byłem bardzo młody. Miałem to szczęście, że trafiłem od razu na bardzo dobrych dyrektorów sportowych, którzy mieli za sobą wspaniałe kariery. Obaj udzielili mi kilka cennych rad, które na pewno zaprocentowały w przyszłości. Również po wyjeździe za granicę, trafiłem na bardzo dobrych DS. W 2010 w ekipie Albi Velo Sport, która była rezerwą drużyny Ag2rLa Mondialeprowadził mnie Didier Jannel, który równocześnie pracował z zespołem WorldTour. W minionym roku, trafiłem na Eddy`ego Seigneura (wielokrotny medalista Mistrzostw Francji oraz zwycięzca etapu Tour de France 1994 na Champs Elysees przyp. red), który również przekazał mi wiele cennych rad.

We Francji kolarstwo jest o wiele bardziej rozwinięte i daje o wiele więcej możliwości. W Polsce wymaga się wyniku od zaraz. Tam myśli się bardziej perspektywicznie. Oczywiście, jeżeli ktoś chce, może z takim samym zapałem trenować i rozwijać się w Polsce. Jednak we Francji jest dużo łatwiej to robić. Tam na wyścig amatorski przyjeżdża czasami 20-25 drużyn, które nie wiele odbiegają poziomem, budżetem od polskich ekip kontynentalnych. Każda ekipa chce mieć kogoś z przodu, tempo jest wysokie i wiecznie komuś nie pasuje skład ucieczki. Dlatego ekipy zawodowe, nie lubią ścigać się na wyścigach klasy 2.2 UCI w tym kraju, ponieważ startują tam też amatorzy, którzy narzucają swój dosyć nerwowy styl prowadzenia wyścigu. Natomiast zawodowcy odpuszczają ucieczkę, kontrolują wyścig, a mocne tempo dyktują dopiero w końcówce. Dlatego uważam, że to idealny kierunek do rozwoju dla młodych. Jest tam bardzo dużo wyścigów, na których by wygrać, trzeba odjechać.

Jak to się stało, że wyjechałeś za granicę?

Wyjechałem, ponieważ w tamtym czasie mój poziom sportowy odbiegał od najlepszych zawodników kat. Elite w Polsce. W orlikach radziłem sobie dobrze, jednak nie mogłem utrzymać się z bycia kolarzem w Polsce. Sam wyjazd to dość skomplikowana sprawa (śmiech). Dariusz Wojciechowski (były mistrz Polski i kolarz grupy Mróz) skontaktował mnie z Piotrem Zielińskim (były kolarz pro-kontynentalnej ekipy Bretagne Armor Lux oraz CCC Polsat Polkowice przyp. red). Dzięki niemu zaproponowano mi przyzwoite warunki, które później z kolejnymi latami, gdy trafiałem do lepszych ekip polepszały się.

Po bardzo udanym sezonie 2010 w barwach Albi Velo Sport gdzie wygrałeś etap francuskiej etapówki Tour de Gironde (2.2 UCI), etap Tour du Faso (2.2 UCI) oraz byłeś wysoko na najlepszych amatorskich wyścigach, łącznie z Pucharami Francji trafiłeś do jednej z najlepszych ekip amatorskich we Francji CC Villneuve ST. Germain. Niestety przez kontuzje miałeś sezon z głowy…

Na początku sezonu złapałem jakiegoś wirusa, który męczył mnie przez 3 miesiące. W trakcie, nie potrzebnie startowałem i jeździłem na zgrupowania. To kompletnie wymęczyło mój organizm i miałem kłopoty z ukończeniem wyścigu, a co dopiero z walką o dobre pozycje. Byłem zawiedziony, ponieważ trafiłem do dobrej ekipy. W planach mieliśmy bardzo dużo startów UCI, gdzie mogłem się pokazać. Gdy problem zaczynał mijać, przytrafiły mi się trzy groźne kraksy. Na wskutek tego miałem pękniętą kość nadgarstka i miałem problem z trzymaniem kierownicy, dlatego sezon praktycznie zakończyłem w czerwcu. Dopiero we wrześniu doszedłem do siebie. Udało mi się wygrać jeden mniejszy wyścig w Pirenejach i zaliczyć kilka przyzwoitych miejsc na Tour de Nouvelle Callednie, gdzie byłem 4,5, dwa razy 7 i 10 na etapach. Przyczyniłem się również do wygranej kolegi z ekipy.

W takim razie życzę zdrowia i dziękuję za rozmowę

Ja również i pozdrawiam wszystkich czytelników naszosie.pl 🙂

Zapraszamy również Państwa do odwiedzenia profilu ekipy CMI Trilogy na Facebook`u.

foto: CMI Trilogy

Andrzej

guest
1 Komentarz
Najstarsze
Najnowsze
Inline Feedbacks
View all comments
edward
edward

witam ..bardzo dobra i odwazna decyzja popieram mocno ,kiedys sie spodkalem , ze zbyszkiem jak jezdzil jeszcze w barwach sniezki swibodzice , juz wtedy byl mocny na polaskich drogach i mocny finisz zycze duzo sukcesow edi..