Po drugim i ostatecznym rozbratem z kolarstwem Lance Armstrong nie poddał się pokusie zatopienia się w wygodnym fotelu z pilotem w jednej i z Budweiserem w drugiej dłoni. Amerykanin startował już co prawda często w roli „competetive celebrity” w maratonach, triathlonach i innych wytrzymałościowych imprezach. Była to działalność mająca głównie promować jego fundację Livestrong.

W tym roku postanowił jednak przenieść to na inny poziom – jedyny słuszny znany sobie – walka. Właśnie dziś, parę dni po zakończeniu śledztwa FBI w sprawie domniemanego dopingu postanowił  strząsnąć z siebie cały stres. Amerykanin wziął udział w imprezie cyklu Ironman 70.3 w Panamie. Dystans – 1,9km pływania, 90,1km roweru, 21,1km biegu. Armstrong był dużej klasy triathlonistą zanim na dobre zaczął wygrywać Tour de France jednak nikt się chyba nie spodziewał, że w gronie światowej czołówki zajmie 2 miejsce!

Po pływaniu i rowerze w którym, co ciekawe byli szybsi od niego, zajmował nawet pierwsze miejsce i dopiero podczas biegu został wyprzedzony przez Nowozelandczyka Bevana Dochertego, dwukrotnego medalistę olimpijskiego i byłego mistrza świata. Po wyścigu powiedział: „Będę kontynuował ciężkie treningi. Rywalizacja nadal sprawia mi radość, lubię trochę pocierpieć. Mamy dane z tego wyścigu, które pozwolą mi przeanalizować co trzeba poprawić. Dziś było niesamowicie gorąco. Wychowałem się w Teksasie, więc wiem co nieco o upale, ale tu było jak w piecu. Podczas biegu nie chciałem szarżować, czułem nadchodzące skurcze, dałem się wyprzedzić, trzymałem własny rytm. Jestem bardzo zadowolony z wyniku. Fantastyczna żywiołowość i frekwencja kibiców wynagrodziła zmęczenie”.

Lance już zapowiedział dalsze starty Ironmanach. Boimy się, że gdy znów poczuje krew, to nie spocznie zanim nie wygra siedmiu imprez.
Ze starych znajomych wypatrzyliśmy jeszcze Laurenta Jalaberta. „Jaja” również dokupił sobie trampki i kąpielówki i kontynuuje sportową przygodę w triathlonach. Był 4 w swojej grupie wiekowej.

Bartek

Foto: www.xtri.com