Tour Down Under był Twoim pierwszym wyścigiem po dwuletniej przerwie. Jak czułeś się mogąc ponownie stanąć na starcie? Od razu wygrałeś etap, demonstrując swoją dobrą formę!

Naprawdę bardzo chciałem wrócić. Długo czekałem na ten moment, na powrót do kolarstwa z rękoma uniesionymi do góry. Chciałem znowu wygrywać. Nie mógłbym być szczęśliwszy, udało mi się to od razu, przy pierwszej nadarzającej się okazji. W tym momencie wszystko idzie dobrze, nie mam żalu o te 1,5 roku przerwy.

Jednakże jestem pewna, że ten czas nie był dla Ciebie łatwy, o czym myślałeś nie mogąc startować, jak się z tym czułeś?

Oczywiście to było trudne. Wyobraź sobie, żyjesz przez 1,5 roku nie robiąc tego co lubisz najbardziej, bez rywalizacji. Człowiek musi być wtedy silny psychicznie. Ja miałem to szczęście, że znalazłem oparcie w rodzinie, przyjaciołach i grupie, z którą trenuję w Murcji. Starałem się cieszyć z rzeczy, które normalnie mnie omijały, gdy startowałem… Prawdę mówiąc ten czas minął mi szybciej niż myślałem. Jednocześnie jednak kosztowało mnie wiele sił i poświęcenia, aby wrócić i prezentować poziom, na którym byłem przed dyskwalifikacją.

W takim razie jak wyglądały Twoje treningi? Skąd czerpałeś motywację? A może były takie chwile, w których miałeś ochotę odpuścić i dać sobie spokój?

Jak już wcześniej wspomniałem, mamy w Murcji grupę, z którą trenuję. Jeżdżą w niej zarówno profesjonaliści, m.in. Rojas, Luis Leon Sanchez, jak i amatorzy czy przygodni rowerzyści. To sprawia, że trening staje się przyjemnością. Przez ten czas jeździłem na rowerze, bez presji, którą nakłada rywalizacja. Kocham kolarstwo i ani przez moment nie pomyślałem, że mógłbym je rzucić. Ale jak mówię, bywało ciężko ponieważ treningi, nawet te na wysokim poziomie, to wciąż tylko treningi. W wyścigu mogłoby się okazać, że wcale nie jest tak dobrze, tego się bałem.

Wróciłeś do rywalizacji jako zawodnik Movistar. Jesteś związany z tą drużyną od 2005 roku, pewnie czujecie się już razem jak rodzina?

Tak, to prawda, traktuję ten zespół jak rodzinę. Wszyscy tutaj zawsze byli dla mnie bardzo dobrzy, a ja o takich rzeczach nie zapominam. Miałem inne oferty, ale nie miałem nigdy wątpliwości, że chcę być zawodnikiem ekipy Movistar. Znam tam wszystkich, kolarzy, mechaników, masażystów, dyrektorów, Eusebio Unzué… Ufam im, a oni ufają mnie.

Razem z Tobą w drużynie znalazł się mistrz Włoch Giovanni Visconti. W ostatnich latach nie miał on okazji startować w Ardeńskich Klasykach lecz w tym sezonie obaj pojawicie się na starcie. Jak sądzisz, stworzycie silny duet, np. w Liege-Bastogne-Liege?

Rzeczywiście, dobrze mi się współpracuje z Giovannim i jestem przekonany, że będzie on dawał mi duże wsparcie w klasykach. On już pokazał, że dobrze spisuje się w wyścigach jednodniowych i stąd też jego obecność w ekipie. Z pewnością będziemu razem wygrywać!

Śmiało można zaryzykować stwierdzenie, że jesteś jednym z najbardziej wszechstronnych zawodników na świecie. Potrafisz dobrze zafiniszować, wygrać indywidualną czasówkę, a nawet klasyfikację generalną Vuelta a Espana! Nie myślałeś kiedyś o tym, żeby poświęcić się jakieś specjalizacji?

Nie, nigdy nie myślałem, by skupić się na czymś konkretnym, bo ta uniwersalność pozwala mi wygrywać w różnych sytuacjach, na zróżnicowanych trasach. Jednak jeśli mowa o jeździe indywidualnej na czas to myślę, że mam w tej kwestii jeszcze trochę do zrobienia. Przez minione półtora roku poświęciłem czasówce wiele uwagi i mam nadzieję, że poprawa będzie zauważalna.

Tego życzymy! Pamiętasz Mont Ventoux w 2009 roku? Jechałeś sam z Sylwestrem Szmydem, któremu w pewnym momencie odcięło prąd. Co myślałeś w tamtej chwili? Nie wiem czy wiesz, ale dzięki Twojemu zachowaniu na Górze Wiatrów zyskałeś w Polsce bardzo wielu fanów…

Bardzo miło słyszeć, że mam w Polsce swoich kibiców. Pozdrawiam Was wszystkich gorąco!

Tamtego dnia Szmyd zasłużył na zwycięstwo. Obaj byliśmy mocni na podjeździe i obu nam zależało na dotarciu jak najszybciej do mety, bo ja mogłem zostać liderem, a on mógł wygrać etap. Myślę, że wygrana Szmyda była najbardziej sprawiedliwa.

Przeżyjmy to jeszcze raz:

A tak ogólnie to co myślisz o polskim kolarstwie? Znasz Sylwestra Szmyda, ale czy słyszałeś o innych naszych kolarzach, np. o Rafale Majce z Saxo Banku albo popularnym w Hiszpanii Karolu Domagalskim z Caja Rural?

Ze Szmydem wiele razy “stykałem się” w peletonie (śmiech). On jest świetny jeśli chodzi o dyktowanie tempa w górach, niewielu może się z nim równać. Z Majką nie miałem jeszcze okazji bliżej się poznać, a odnośnie Domagalskiego, to widziałem go tylko w telewizji.

Znasz polskich kolarzy, ale czy słyszałeś o naszym Tour de Pologne? Jest jakaś szansa, że kiedyś u nas wystartujesz?

Tak, słyszałem bardzo wiele i to samych dobrych rzeczy o tym wyścigu. Sam nigdy w Tour de Pologne nie startowałem, za to moi koledzy z drużyny byli w Polsce już kilkukrotnie. Mam nadzieję, że i ja w końcu do was przyjadę, lecz jeśli chodzi o konkretny termin… No cóż, to wszystko zależy… Startuję w Tour de France, we Vuelcie… To dwa wielkie wyścigi. To wyczerpujące.

Na koniec, czy mógłbyś zdradzić jakie są Twoje plany na ten sezon? Wiesz już w jakich wyścigach wystartujesz?

Za mną Tour Down Under i Mallorca Challenge. Teraz szykuję się na Vuelta a Andalucía, a później nie wiem, albo wyścig dookoła Katalonii albo Kraju Basków. Następnie klasyki, Amstel, Walońska Strzała i Liege, po nich poświęcę się przygotowaniu do Tour de France, który jest moim głównym celem w tym sezonie.

Dziękuję za rozmowę, powodzenia!

Dziękuję, pozdrawiam wszystkich sympatyków kolarstwa w Polsce!

Rozmawiała Natalia

Foto: www.movistarteam.com