Po zdobyciu mistrzostwa świata, zainteresowanie angielskich mediów Twoją osobą było wręcz zdumiewające. Nie jesteś tym zaskoczony?

W ogóle o tym nie myślałem. Nie jeżdżę dla sławy, robię to, bo chcę wygrywać. Jednak kiedy teraz o tym myślę to tak, rzeczywiście tak duże zainteresowanie mnie zaskoczyło, ale to fantastycznie! To inspirujące widzieć, że popularność kolarstwa tak bardzo wzrosła.

Bezpośrednio po zwycięstwie powiedziałeś „Po pracy, którą wykonali moi koledzy z drużyny musiałem wygrać, nie było innej opcji”. Skąd w Tobie tyle siły i determinacji?

Na 1,5 km przed metą przyszło mi do głowy, że mogę przegrać, a ostatni kilometr to była twarda walka, nie chciałem ani przez moment odpuścić. Na ostatnim zakręcie pozwoliłem, by Matt Goss mnie wyprzedził, ale nie dlatego, że osłabłem, po prostu nie chciałem mieć kogoś tak szybkiego jak on za plecami.

Jak sądzisz, czy Twoja przewaga nad rywalami jest bardziej fizyczna czy psychiczna?

Myślę, że indywidualnie mam przewagę psychiczną, a fizycznie, to zasługa moich zespołów. Mam to szczęście, że jeżdżę z grupą świetnych kolarzy, którzy poświęcają się dla mnie, zarówno w drużynie narodowej jak i w pro-teamie.

Czy budując zespół sprinterów można też mówić o budowaniu relacji międzyludzkich?

Tak, dokładnie! Nie chodzi tylko o to, jak szybcy jesteśmy, ale też jak dobrze potrafimy ze sobą współpracować, na ile sobie ufamy i ile jesteśmy w stanie poświęcić dla drużyny.

Po miesiącach spekulacji w końcu potwierdziłeś, że przechodzisz do Sky. Dlaczego tak długo zwlekałeś z ogłoszeniem swojej decyzji?

Wiedziałem gdzie chcę jeździć, ale było wiele czynników i wiele drobnych spraw do dogadania… Wszystko musiało być idealnie, raz już popełniłem błąd i podpisałem kontrakt zbyt pochopnie, nie czytając dokładnie jego warunków. Musiałem więc być ostrożny, dlatego tyle to trwało.

Sky ma zawodników z własnymi ambicjami na Tour de France, Bradleya Wigginsa i Christophera Froome’a. Jesteś pewien, że będziesz miał wystarczająco wielu pomocników, by realizować swoje cele we Francji?

Zdecydowanie. Potrzebuję 2 świetnych kolarzy, poza tym ze 3 górali… No i kilku wszechstronnych zawodników z dużą siłą.

Powiedziałeś, że Wielka Brytania 3 lata przygotowywała się do minionych mistrzostw świata. Jak znaleźliście czas, by stworzyć tak zgrany zespół, skoro każdy z Was ma bardzo napięty harmonogram?

Spotykaliśmy się kiedy tylko się dało, na przykład przed każdymi mistrzostwami kraju. Co więcej, przyjeżdżała nie tylko reprezentacyjna 8, ale grupa 16 najlepszych brytyjskich kolarzy. Plus, nie można zapomnieć, że niemal wychowaliśmy się razem, od lat startujemy wszyscy w tych samych wyścigach i jesteśmy po prostu dobrymi przyjaciółmi.

Ogłosiłeś, że wracasz do Anglii, do Essex, po kilku sezonach spędzonych we Włoszech… Nie zaburzy to Twoich planów szkoleniowych?

Pewnie zaburzy, dlatego planuję wciąż spędzać we Włoszech trochę czasu. Tak to już jest, spotkałem wspaniałą kobietę, którą kocham i z którą chcę się ustatkować. Ona ma już syna i ze względu na niego musi zostać w Anglii. Spędziłem tam z nimi trochę czasu i jest naprawdę miło. Problemem może być brak podjazdów… Ścieżki rowerowe są dosyć wąskie ale jest ich dużo i nie są osłonięte, więc mocno wieje. To na pewno pomoże mi dobrze przygotować się do klasyków. Kiedy jednak będę trenował do Wielkiej Pętli, to będę musiał pojechać do Italii.

Czy nie obawiasz się przekleństwa tęczowej koszulki, które pokrzyżowało już plany wielu mistrzów świata?

Nie. Jestem przyzwyczajony do tego, że rywale chcą mnie pokonać.

Jakie są Twoje cele na przyszły sezon?

Od zawsze marzyłem o wygraniu Milan-San Remo w koszulce mistrza świata i to się nie zmieniło. Poza tym wyścig olimpijski i Tour de France. To będzie trudny rok i wyjątkowo ciężki lipiec. Mam nadzieję, że będzie dobrze.

Źródło: www.bicycling.com