Minęły kolejne etapy wyścigu do mety po zostały jeszcze i aż 3 etapy. Opowiem w skrócie o poprzednich dniach a praktycznie codziennie się cos działo.

Na płaskich etapach cały czas mocno wiało i co trochę peleton rwał się na małe grupy, co było naprawdę męczące dla wszystkich chyba w peletonie, ponieważ nawet na chwile nie można było stracić czujności bo za chwile można było się znaleźć w jakiejś grupce z tyłu i gonić. Z kolei 5 etap z dwoma premiami górskimi i podjazdem na 3869 m.nmp(na tej wysokości przy zmęczeniu naprawdę ciężko jest nabrać powietrza w puca) okazał się dla nas szczęśliwy chodź nie wiele brakło do zwycięstwa, ponieważ po drugiej premii z przodu była około 30 osobowa grupka i nas piątka, na zjeździe odjechało 10 kolarzy z Rutkiem i Morajem, Marek próbował odjechać sam ale dogoniliśmy go na jakieś 1,5km do mety a z kolei w tym momencie Moraj złapał gumę i pozostało nam próba rozprowadzenia Mateusza który zajął drugie miejsce. Myślę że gdyby Jacek nie miał defektu moglibyśmy się cieszyć z kolejnego zwycięstwa, ale i tak etap był udany dla nas.

Jutro koleiny górski etap i podjazd na 3767m. npm z którego będzie jeszcze jakieś 70km do mety praktycznie w dół, także powinna dojechać jakaś większa grupa, ale ten wyścig na tej wysokości jest nie przewidywalny i może się jeszcze sporo dziać.

Źródło: www.mariuszwitecki.pl