Ostatni podjazd, 40km do hotelu zaczęliśmy w deszczu i temperaturze, która wciąż się obniżała, po godzinie podjazdu były już 4 stopnie i deszcz ze śniegiem, parę kilometrów dalej na 6km do szczytu już tylko 1 stopień i śnieg. Minimum 15cm na drodze, my w krótkich spodenkach, letnich koszulkach z zamarzniętymi już palcami u stop i dłoni… jak w Wigilię w Bydgoszczy tylko, że zimniej i na innym rowerze.

Wsiedliśmy do samochodu, nie było możliwości dalej jechać. Zatrzymaliśmy też samochód z niemieckimi turystami który się tam zabłąkał by nam pomógł odwieźć nas do hotelu, bo w jedenastu byśmy się nie pomieścili w jednym… Miły emerytowany Niemiec o baaaaaardzo kolarskim nazwisku chętnie pomógł a nazywał się Baranowski.

Ostatnie dni towarzyszył nam, na rowerze lub samochodem przebywający w tym czasie na wakacjach na Teneryfie dyrektor finansowy Volvo Auto Polska pan Jakub Zagórski który mógł się od środka przypatrzyć naszej tutaj pracy.

Ostatnia rzecz… viaaaaaaaaaaaa… pozbyliśmy się go raz na zawsze i basta, niech historia kolarstwa o nim zapomni. Szkoda, że znów z uszczerbkiem dla wizerunku kolarstwa, ale lepiej wcześniej niż później… piszę oczywiście o Ricco. Nie lubiłem asa!

Źródło: sylwesterszmyd.pl

Foto: naszosie.pl