Na szczęście pierwsze koty za płoty, a właściwie góry. Dziś czułem się już całkiem inaczej niż na początku Touru. Przy tak wysokiej temperaturze, potrzeba dużego samozaparcia by zmuszać się do ciągłego jedzenia w trakcie etapu, a pić raczej z umiarkowaniem.

Ostatni podjazd zacząłem dobrze i tylko jak się troszkę „wypłaszczyło” i zaczęła ciągnąć Astana to jakoś mnie „zdusiło”. Wierzę, że jutro będzie już lepiej, byle tylko dziś trafić na jakiś hotel z klimatyzacją bo w takiej temperaturze trudno spać. Ponoć Lance wrzucił na swój twitter zdjęcie z pokoju hotelowego w którym były piętrowe łóżka i oczywiście brak klimy. To są uroki TdF, wysiłek i męczarnia nie kończą się na mecie.

Chavanel. Myślę, że nieczęsto na jednym Wielkim Tourze zdarza się komuś dwa razy wygrać etap i jednocześnie zdobyć koszulkę lidera. Jak ktoś traci pozycję lidera to sporadycznie ją odzyskuje a już bardzo rzadko wygrywając etap. Ładnie ładnie…

Źródło: www.sylwesterszmyd.blogspot.com