Alessandro Petacchi w rozmowie dla francuskiej gazety „L’equipe” dzieli się wrażeniami z tegorocznej edycji Tour de France.

Na pytanie czy niedzielne zwycięstwo po kilku upadkach mocnych zawodników różniło się od dzisiejszego, „Ale-Jet” odpowiedział:

Nie uważam żeby tak było. Wszyscy dziennikarze po moim niedzielnym triumfie w Brukseli, mówili że wygrałem z powodu kraks na ostatnich kilometrach. Dziś żadnych upadków nie było i znów mogłem cieszyć się ze zwycięstwa. Jestem bardzo podekscytowany całą tą sprawą. Okazało się że mimo mojego wieku, nadal mogę być w centrum uwagi. Teoretycznie z dwoma zwycięstwami mógłbym udać się już do domu, lecz ja nadal chcę wygrywać.” opowiada Petacchi.

Dziennikarze poruszyli również kwestię słynnego „pociągu” Włocha. Kolarz Lampre został zapytany, czy coś się zmieniło od 2003 roku kiedy korzystał ze znakomitego rozprowadzenia ekipy Fassa Bortolo.

„Wielki sprinter jest w stanie wygrywać samodzielnie. W przeszłości często mi się to nie zdarzało, ale w tysiącach sprintów jakie wykonałem, dowiedziałem się wiele i nabrałem odpowiedniego doświadczenia aby móc finiszować samemu. Dzisiaj postanowiłem skorzystać z pomocy Cavendisha, lecz nie mogę zapominać o pracy jaką na ostatnich metrach wykonali Danilo Hondo, który rozbił pociąg Columbi oraz Mirco Lorenzetto. Cavendish został sam z Renshawem, zawachał się i czekał do ostatnich 200 metrów. Tym samym dał mi wygrać.” – Kończy Petacchi.