Przedstawiamy wypowiedzi Aleksandra Winokurowa, zwycięzcy wyścigu, oraz Aleksandra Kołobniewa, Philippa Gilberta, Cadela Evansa, Alberto Contadora i braci Schlecków.

Aleksander Winokurow

Liège-Bastogne-Liège był ostatnim z wiosennych klasyków rozgrywanych w tym roku. Wyścig wygrał Aleksander Winokurow. Dla 36-latka z Kazachstanu niedzielne zwycięstwo w La Doyenne było już drugim w karierze. Pierwsze zwycięstwo w belgijskim klasyku Winokurow odniósł w 2005 roku. Warto odnotować fakt, że w piątek Kazach triumfował w czteroetapowym Giro del Trentino.

– Od zeszłego roku znów jestem na wysokim poziomie, po dwóch latach zawieszenia. Ciężka praca na treningach opłaciła się. Dowodzi to, że dzięki treningowi można wygrywać. Zasługuję na zaufanie dziennikarzy i kibiców. To zwycięstwo jest dla nas trochę jak zemsta – powiedział Winokurow.

Kazach został zapytany o to, jaką rolę w jego zwycięstwie miał Alberto Contador, który chronił Winokurow przed atakami Andiego Schlecka. – Nie wygrałem z powodu Alberto, ale dzięki całej drużynie. Nie byłbym w stanie tego zrobić bez ich pomocy. Oczywiście było łatwiej kontrolować we dwójkę ataki pod koniec wyścigu. Alberto powstrzymywał Schlecka, a ja mogłem zaatakować. Po moim zwycięstwie w Trentino marzyłem o wygranej w Liège, ale bałem się, że straciłem zbyt wiele sił we Włoszech. To jest piękny dzień dla mnie, dla mojego kraju, dla mojej drużyny. To bardzo emocjonujące.

36-latek będzie próbował wygrać Giro d’Italia, ma także nadzieje, że organizatorzy Tour de France, firma ASO, pozwoli mu wziąć udział w największym na świecie wyścigu kolarskim. – – Dzisiaj spełniłem swoje marzenie. Wzięcie udziału w Tour de France, wspieranie Alberto i wygranie z nim Touru jest moim kolejnym marzeniem. Po Giro d’Italia odpocznę na ile się da. Mam nadzieję, że stanę na starcie TdF i postaram się wspomóc Alberto. Jest młody i ma potencjał, żeby wygrać po raz kolejny. Po Tour de France jazda na czas na mistrzostwach świata może być następnym celem. Pokonanie Fabiana Cancellary wydaje się niemożliwe, ale mogę mieć swoją szansę.

Po wpadce dopingowej Kazacha w 2007 roku, kwestia jego czystości będzie wracać jak bumerang. Każdy dobry występ Winokurowa będzie rodził wątpliwości i pytania dotyczące jego przeszłości.

– Oczywiście teraz jestem czysty. Żeby wygrać bez dopingu, trzeba pracować. Zawsze tak postępowałem. Chcę pokazać młodym kolarzem, że da się wygrywać bez dopingu. Wygrywam ponieważ mam umiejętności, żeby to robić. Odczekałem swój czas. Byłem zawieszony na dwa lata, ale ten czarny okres już minął. Nie chcę o tym rozmawiać po raz kolejny, to już jest za mną. Teraz jest Vino bez dopingu.

Więcej pytań o doping padło z powodu treningów Kazacha na Teneryfie, gdzie pracowali oskarżani o podawanie dopingu doktorzy Eufemiano Fuentes i Michele Ferrari. Winokurow zaprzeczył współpracy z doktorem Ferrarim. – Fuentes mógł być na Teneryfie, a Ferrari w Sankt-Moritz, ale to są wspaniałe miejsca do treningu, a ja mogę trenować gdziekolwiek chcę. Byłem na Teneryfie z grupą około 25 kolarzy, w tym z zawodnikami ekipy Liquigas. –Na Teneryfę jeżdżę od 2003 roku, bo jest to dla mnie idealne miejsce. Jest tam odpowiednia wysokość, pogoda i warunki do skoncentrowania się na treningu. Nie mogę się skupić na nim, kiedy jestem w domu w Monaco, ponieważ rodzina i dzieci nie pozwalają mi na to. Nie współpracuję tymi doktorami. Po 2007 roku zrozumiałem, że nie potrzebuje trenera. W 2008 i 2009 roku trenowałem na własną rękę. W tym sezonie czasem proszę o radę trenera drużyny. Ale mam 10 lat doświadczenia, które przekazuję młodszym kolarzom w zespole – zakończył Winokurow.

Aleksander Kołobniew

Na ostatnich kilometrach Rosjanin razem z Winokurowem jechali na czele wyścigu, starając się nie dać złapać goniącym ich Philipowi Gilbertowi (Omega Pharma-Lotto), Alejandro Valverde (Caisse d’Epargne) i mistrzowi świata Cadelowi Evansowi (BMC). Uciekająca dwójka zdołała wypracować sobie bezpieczną przewagę i między nimi rozegrała się batalia o zwycięstwo na mecie w Ans, na przedmieściach Liege. Na ostatnim podjeździe tuż przed metą w desperackim ataku Winokurow odskoczył Kołobniewowi i wygrał wyścig.

Rosjanin który walczył także w Amstel Gold Race i Strzale Walońskiej, nie żałuje wygranej.

– Było ciężko, a ja byłem kompletnie wykończony. Zrobiłem co mogłem we wszystkich klasykach. Naprawdę się starałem, ale żeby wygrać zabrakło mi trochę szczęścia. Dzisiaj nie popełniłem żadnego błędu. Zrobiłem co mogłem. Może gdybym siedział na kole Winokurowa przegralibyśmy cały wyścig, więc pracowałem tak samo mocno jak on.

– Na końcu był mocniejszy ode mnie, nie mogłem utrzymać jego tempa – powiedział Kołobniew o ataku Winokurowa na ostatnim kilometrze. Gdyby Rosjaninowi udało się utrzymać za Kazachem, o zwycięstwie mógłby decydować finisz, co stawiałoby Kołobniewa w lepszej pozycji.

– Wiedzieliśmy, że jeśli dojedziemy razem będę w stanie go wyprzedzić na finiszu. On się bał mnie, ale ja się bałem jego ataków. Kiedy zaatakował wczesniej na Côte de Saint-Nicolas I już wtedy byłem u granic swoich możliwości. W każdym razie dobrze jest być na podium razem z Winokurowem i Valverde.

Po ostatnim z ardeńskich klasyków Kołobniew ma przerwę, zacznie budować formę na Tour de France.

Philippe Gilbert

Kolarz ekipy Omega Pharma-Lotto finiszował w Liège-Bastogne-Liège na czwartej pozycji. Wygrywając tydzień wcześniej Amstel Gold Race, Belg startował do wyścigu w Liege jako jeden z faworytów. Na ostatnich kilometrach nie udało mu się jednak doścignąć duetu Kołobniew-Winokurow.

– Byłem dzisiaj całkiem dobry. Dołączyłem do Andiego Schlecka, kiedy ten przyspieszył na Côte de la Roche-aux-Faucons, ale Contador dołączył a za nim cała reszta. Wtedy byłem zdany sam na siebie, a inny mieli więcej argumentów po swojej stronie. Ataki następowały jeden za drugim, a ja nie mogłem odpowiedzieć na każdy z nich. Żeby to zrobić potrzebowałem kogoś do pomocy z drużyny. Jurgen Van den Broeck był dobry, zrobił co mógł, ale to nie było 100 procent. Próbowałem wrócić do gry na własną rękę na ostatnim podjeździe, ale Valverde i Evans mnie dopadli. Nie jechaliśmy wolno na ostatnich wzniesieniach, ale ta dwójka na czele miała znaczną przewagę i też jechali szybko. Przyjechałem tuż za podium. Byłoby fajnie stanąć na nim, ale finiszowanie drugim, trzecim nie ma tak wielkiego znaczenia, zwycięstwo liczy się najbardziej.

Dzięki czwartemu miejscu Gilberta i 44. lokacie Joaquina Rodrigueza (Katusha), Belg został liderem rankingu UCI. – To świetnie, traktuję to jako pocieszenie. Szkoda że nie ma koszulki, ale i tak jest miło. Nigdy nie byłem numerem jeden. Następnym wyścigiem Gilberta jest Tour of Romandie, gdzie belgijski kolarz będzie starał się zebrać kolejne punkty do ProTouru.

Cadel Evans

Mistrz świata jest zadowolony z wiosny w swoim wykonaniu i myślami wybiega już do Giro d’Italia. Australijczyk był piąty w Liege, 1:04 za zwycięzcą. Evans przyznał, że był w złym miejscu przed podjazdem Roche-aux-Facons. Dodał także, że brakowało mu pomocników, ale mimo to jest zadowolony ze swojej dyspozycji.

– Byłem w dobrej formie. Miałem trochę pecha i nie do końca dobrze wszystko rozegrałem. Straciłem nieco koncentracji przed Roche-aux-Facons, ale wróciłem na przyzwoitą pozycję w grupie. Potem były ataki i kasowanie, ataki i kasowanie. Jedyną rzeczą, której mi brakowało był kolega z drużyny. W grupce było kilka par z tej samej ekipy. Było dwóch z Astany, dwóch z Caisse d’Epargne i dwóch z Saxo Banku. Ja byłem zdany na siebie i musiałem poczekać, trochę zaryzykować. Parę spraw było poza naszą kontrolą. Mimo wszystko jestem zadowolony z naszej drużyny. Jest paru młodych kolarzy, który jechali Liege po raz pierwszy, więc ich występ był imponujący.

– Byłem zadowolony, że znalazłem się w grupce z Gilbertem i Valverde, ale bez Schlecka i Contadora. Pomyślałem, że to dobrze. Zbliżaliśmy się do Winokurowa i Kołobniew, ale tuż przed podjazdem pod Saint Nicolas Valverde przestał pracować. Powiedziałem wtedy: hej, mamy tylko 20 sekund straty i 50 sekund przewagi nad główną grupą. Jeśli będziemy gonić, może uda się złapać ucieczkę. On odpowiedział: to nie wypali, nie wypali. A potem zaatakował nas na Saint Nicolas. Jeśli współpracowalibyśmy nieco lepiej, może walczylibyśmy o pierwsze albo drugie miejsce… Mimo wszystko jestem całkiem zadowolony. Myślę, że zrobiłem wszystko, co trzeba.

Evans nie wystartuje w Tour de Romandie, co zwykle jednak robił. Mając w kalendarzu zarówno Giro d’Italia jak i Tour de France, mistrz świata udaje się do swojego domu w Szwajcarii by doszlifować formę na Giro. Australijczyk celuje w zwycięstwo we włoskiej etapówce i po tak udanej wiośnie, jest uważany za jednego z faworytów do założenia maglia rosa na koniec wyścigu. – Jestem naprawdę zadowolony z tego jak do tej pory wszystko się układa. Od kierownictwa, po pracowników i kolarzy, którzy dzisiaj dobrze jechali dla mnie już od pierwszego kilometra. Mam nadzieję, że uda nam się utrzymać ten zwyżkowy trend do Giro.

Bracia Schleckowie

Kolarze Saxo Banku obaj zanotowali miejsca w pierwszej dziesiątce, ale nie są to wyniki, które satysfakcjonują młodych Luksemburczyków. Andy był szósty, a Frank dziewiąty. Obaj byli sfrustrowani, a szczególnie Frank, który z powodów usterki sprzętu musiał dokończyć wyścig na rowerze Nickiego Soerensena. Na kluczowym podjeździe pod Côte de la Roche-aux-Faucons, Frank musiał zmienić rower, ponieważ w jego modelu ocierały hamulce i ostatnie 20 km pokonał na nie swoim rowerze. Frank wyznał, że próbował ukryć swój problem przed bratem, kiedy Andy zaatakował na początku wzniesienia.

– Musiałem zmienić rower, więc zamieniłem się z Nickim, ale jest trudno jechać na rowerze innego kolarza. Nic nie mówiłem o tym przez radio, ponieważ chciałem, żeby Andy atakował mimo wszystko, ze mną czy beze mnie. Więc on zaatakował, a ja pomyślałem „OK, musze pojechać pełnym gazem, żeby dogonić swoją grupkę”. Nie wiem jak to zrobiłem, ale udało mi się, miałem dobre nogi. Myślę, że pokazaliśmy naszą siłę, ale mieliśmy trochę pecha.

Po wyścigu Andy Schleck powiedział: – Nie jestem usatysfakcjonowany, ponieważ byliśmy lepsi niż wskazują na to wyniki. Dzisiaj Frank miał wielkiego pecha, żeby mieć problem z rowerem w najgorszym możliwym momencie wyścigu. Mimo to był bardzo mocny i wrócił do naszej grupki, niewiele brakowało a udałoby się nam złapać Evansa, Valverde i Gilberta. Czułem się dzisiaj dobrze na finiszu i byłem pierwszy z mojej grupy na mecie. Próbowałem dzisiaj wszystkiego, ale byłem pilnowany. Atakowałem, ale nic z tego nie wyszło.

Teraz bracia zmierzają do domu w Luksemburgu, aby nieco odpocząć, zanim rozpoczną ostatnie przygotowania do Tour de France. – Przejadę Tour of Luxemburg, potem Tour of Switzerland, aby przygotować się na Wielką Pętlę – powiedział Frank.

Alberto Contador

Hiszpan, który w Liege zajął 10. miejsce, był uradowany zwycięstwem swojego kolegi z Astany, podkreślił również dobrą pracę całego zespołu.

– To było niezwykłe, jestem zadowolony ze zwycięstwa Vino, tak jakbym sam wygrał. To wynik pracy całej drużyny i bardzo się cieszę. Rozmawialiśmy przed startem i mieliśmy dwie opcje: ja albo Winokurow. Mój atak miał nastąpić na wzniesieniach St. Nicholas lub Roche aux Faucons.

Na temat swojej taktyki w wyścigu Contador powiedział: – Zacząłem trochę późno, musiałem ruszyć z Andim Schleckiem, ale zostaliśmy doścignięci. Kiedy zaatakował Vinokurov, próbowałem spowolnić pościg, szczególnie że w grupie byli bracia Schleckowie i Joaquim Rodriguez. Widziałem, że Vino był bardzo mocny i poruszony tym, jak zespół dopingował go przez radio. Kiedy usłyszałem, że wygrał, byłem bardzo zadowolony.

– Mieliśmy dwie dobre okazje do wygrania i kiedy Vino ruszył do ataku, było dla mnie jasne, że muszę zrobić to, co Saxo Bank zrobił z Andim Schleckiem rok temu. Rezultat był perfekcyjny.

Contador twierdzi, że ardeńskie klasyki były ważnym elementem przygotowań do obrony swojego drugiego tytułu w lipcowym Tour de France. Hiszpan będący w świetnej dyspozycji już od początku sezonu wysłał swoim rywalom swoiste ostrzeżenie: – W każdym wyścigu, w którym brałem udział lub nawet wygrywałem, starałem się wykonać dobrą pracę. Pierwsza część sezonu była dla mnie fantastyczna