Podsumowując Giro del Trentino trzeba przyznać, że nam kolarzom z Polski brakuje przede wszystkim kontaktu ze światowym peletonem, nie można od razu pojechać i walczyć jak równy z równym z kolarzami, którzy na co dzień się tam ścigają od zawsze, albo chociażby od kilku lat.

Dla nich to jest codzienność dla nas codziennością są wyścigi w Polsce a tam jest to epizod, nie którzy wracają pamięcią do czasów kiedy „Mróz” czy „CCC” ścigało się na co dzień za granicą, niestety teraz tak nie jest, chcielibyśmy się ścigać częściej na zachodzie i mogę śmiało powiedzieć, że nawiązalibyśmy kontakt i walczylibyśmy, niestety nie mamy takiej możliwości, a ci którzy w tym siedzą wiedzą, że nawet najlepszy trening nie zastąpi wyścigu.

Wracając do Trentino w porównaniu do „Bergamsaki” naprawdę było lepiej, podsumowując II etap koszulka aktywnego „Moraja” i aktywna jazda całej drużyny do momentu kiedy nie poszedł odjazd, wiadomo, że w walce pod długie i strome podjazdy w tym momencie nie mamy szans, chciałbym pojechać na taki wyścig np. po przynajmniej miesiącu ścigania, jestem przekonany, że odegralibyśmy większe role w wyścigu bo nas na to stać.

Każdy z nas chce taki wyścig pojechać najlepiej jak potrafi, ale w tym momencie mogę mówić tylko za siebie, mi zależało żeby przejechać ten wyścig przyzwoicie I, II i IV etap mi się udało pojechać na miarę moich oczekiwań ,niestety na III etapie miałem kryzys, który nieco zmienił obraz całego wyścigu w moim wykonaniu. Mimo wszystko uważam, że jak na drugą etapówkę nie było tak źle jak to wygląda na papierze i czuje, że forma zbliża się wielkimi krokami. Niektórym wystarczy jeden klasyk innym tak jak mi potrzeba przynajmniej miesiąca ścigania żeby dojść do formy, niestety takie już są organizmy i nic na to nie poradzimy. Naszym a przede wszystkim moich kibiców proszę o cierpliwość a na pewno będą jeszcze zadowoleni.

Źródło: mariuszwitecki.pl

Foto: Adam Probosz