Włoski kolarz, zwycięzca Primavery z 2006 roku, dzieli się z kibicami swoimi spostrzeżeniami przed jutrzejszym wyścigiem Milan-San Remo.

Obecny mistrz Włoch uważa, że ostatni zwycięzcy etapów na Tirreno-Adriatico i Paryż-Nicea niekoniecznie powalczą o zwycięstwo na Milan-San Remo.

Nie jest łatwo przewidzieć co się wydarzy. Wyniki z Tirreno nie mówią pełnej prawdy. Na przykład Petacchi przegrał ostatni sprint z Boassonem Hagenem, ale jedną rzeczą jest finiszować po 160 km, a inną po 300 kilometrach i po podjazdach takich jak Cipressa i Poggio. Nie wątpię w Boassona, to zawodnik dużej klasy i wielkiego talentu, ale żeby wygrać Milan-San Remo, trzeba być gotowym na 300 kilometrów w nogach, a nie jestem pewien czy on jest już gotów – powiedział Pozzato.

Przyglądałem się moim rywalom podczas Tirreno-Adriatico i byłem pod wrażeniem jazdy pod górę i finiszu Boonena i Bennattiego. Tom jechał naprawdę dobrze i jestem pewien, że uda mu się bez problemów przejechać Cipressę i Poggio. Również Cancellara wydaje się dochodzić do wysokiej formy. Jechał dość spokojnie Tirreno, ale może być groźny na płaskim odcinku tuż przed metą. W tym roku będę go obserwował, tak samo jak Philipa Gilberta i mojego kolegę Alessandro Ballana – dodał Włoch.

Analizując przebieg ostatnich edycji Milan-San Remo, Pozzato uważa, że kluczowym zadaniem dla kolarzy takich jak on, jest pozbycie się sprinterów na wzniesieniach.

Jak zawsze jest dużo domysłów i gierek psychologicznych kto zaatakuje na Cipressie i Poggio oraz kto będzie kontrolował wyścig. W zeszłym roku trochę daliśmy fory Cavendishowi w ciągu całego wyścigu. Mam nadzieję, że w tym roku będzie inaczej i pójdzie kilka mocnych ataków. Szczególnie na Poggio, gdzie udało mi się uciec w 2006 roku, kiedy wygrałem wyścig. Może nawet sam zaatakuję, jeśli nikt inny tego nie zrobi. Przed finiszem musimy pozbyć się tak dużo sprinterów, jak tylko się da. Szczególnie takich kolarzy jak Cavendish i Petacchi. Tylko to umożliwi nam rozstrzygnięcie wyścigu między nami na zjeździe do mety z Poggio.

Pozzato docenia wielką klasę Cavendisha, ale nie daje mu większych szans na sukces w Wiosennym klasyku.

Niektórzy myślą, że Cavendish blefuje, mówiąc że jest w słabej formie. Ale gołym okiem było widać, że cierpiał podczas Tirreno-Adriatico. Starał się zrobić, co w jego mocy, ale ścigał się o połowę mniej niż reszta peletonu i samo dotarcie do mety w Tirreno jest dla niego dobrym osiągnięciem. Nie trzeba być w stuprocentowej formie, żeby wygrać Milan-San Remo szczególnie, jeśli jest się tak szybkim jak Cavendish. Mimo to, nie uważam, żeby Cav był w sobotę dużym zagrożeniem.

Po tym, co Cavendish osiągnął w ostatnich dwóch latach, a szczególnie po tym jak wygrał zeszłoroczny Milan-San Remo, ludzie dużo od niego oczekują. Jeśli miałbym dać mu radę, to lepiej niech ignoruje to, co ludzie mówią. On sam jest za siebie odpowiedzialny, on podejmuje decyzje. Mieliśmy pewne starcie ze sobą, ale mam do niego dużo szacunku i mam nadzieję, że on też mnie szanuje. Mamy ze sobą dużo wspólnego, Cavendish jest nawet trochę „metroseksualny” tak jak ja – zakończył kontrowersyjny Pippo.