“Z mną pierwszy miesiąc przygotowań do sezonu, choć moja grupa ma już za sobą pierwsze starty, ja jeszcze spokojnie trenuje i czekam na swoją kolei. 11 stycznia przyjechałem do Włoch do mojej tegorocznej bazy.

Zacząłem spokojnie, gdyż jak pisałem wcześniej nie mam się zbytnio do czego spieszyć. Po kilku dniach wprowadzenia i prezentacji zaczęło się pierwsze oficjalne zgrupowanie, w którym brała udział większość ekipy (oprócz oczywiście składu który jechał Argentynę). Była to pierwsza okazja żeby poznać nowych kolegów i wspólnie poćwiczyć. Zdecydowanie ćwiczymy inaczej niż inni, inaczej niż ja zawsze ćwiczyłem. Przede wszystkim szybciej, treningi krótkie 3-4 godziny są bardzo urozmaicone i szybkie, dużo kilometrów na podwójnym, dużo podjazdów, od czasu do czasu chwila za samochodem. Treningi długie 5-6 godzin są już o wiele spokojniejsze, ale za to naszpicowane podjazdami, więc lekko nie jest – nikt zresztą nie powiedział, że będzie lekko. Czy jest to system dobry? – na pewno owocny gdyż w zeszłym sezonie wygraliśmy ranking UCI (indywidualnie Visconti), drużyna uplasowała się na piątym miejscu wśród ekip pro-continental w europie, wygraliśmy również włoski ranking – więc było bardzo dobrze.

Pogoda dopisywała, od mojego przyjazdu deszcz padał 3 razy, raz nie wyjechałem na trening bo opady były zbyt intensywne i było zimno, a ponieważ mieszkam w górach, każdy trening zaczynam pięciokilometrowym zjazdem. Momentami owszem było zimno ale za to słonecznie, więc bez tragedii, gdy Bolonię zasypał śnieg i sparaliżował lotnisko u mnie zrobiło się tylko chłodno ale przy czystym niebie nie było przeciwwskazań to zrobienia normalnego treningu. Wystarczy śledzić prognozy pogody (tu się sprawdzają podobnie jak u nas new.meteo.pl) aby zaplanować kolejny mikrocykl i mieć pewność, że się powiedzie.

Po pierwszych, nieco ponad, trzech tygodniach treningów wróciłem na kilka dni do domu, musiałem złapać troszkę oddechu i jak to miał w zwyczaju mówić Zbyszek Piątek i Cezar – przydusić troszkę formę. Tanie linie lotnicze to piękna sprawa, bilet w dwie strony zaledwie 24 E – coś pięknego (rekordowo niska cena jaką zalazłem to 9E ). Wczoraj wróciłem do Włoch i wznawiam treningi, zgodnie z planem pierwszy wyścig pojadę w Malezji (01-07.03.2010), następnie prawdopodobnie program włoski: któryś z wyścigów (Strade Bianche, Tirreno-Adriatico lub Milan-Sanremo) oraz Coppi e Bartoli, Settimana Lombarda i Trentino. W międzyczasie zgrupowanie wysokogórskie i dużo ciężkiej pracy, aż do Giro.

Cieszy mnie zaufanie jakim darzy mnie kierownictwo grupy, w tym roku mamy w składzie Rujano, który pokazał się już w tym roku z dobrej strony a zapowiada on ładną jazdę w Giro – między innymi ja mam Jemu pomagać. Dlatego startujemy razem większość wyścigów, zaczynając od Malezji gdzie jeden z etapów kończy się dwudziestopięciokilometrowym podjazdem.

W domu spędziłem 3 dni spokojnie ćwiczyłem na cyklo, nawet nie wychodziłem na zewnątrz jak nie musiałem, choroba to ostatnia rzecz jakiej mi teraz brakuje. Faktycznie zimę mamy w tym roku prawdziwą i pomimo globalnego ocieplenia śnieg jakoś nie myśli żeby sobie odpuścić. Ostatnia taka zima była chyba trzy lub cztery lata temu, pamiętam że ciągle biegałem na nartach, bo na dworze było -10 stopni, treningi na rowerze w temperaturze poniżej -5 nie mają większego sensu, łatwiej o kontuzję niż wysoki poziom w sezonie. Dobrze że można tanio polecieć do Hiszpanii czy Włoch a gdy zasięgniemy języka można znaleźć naprawdę fajny i tani apartament, najlepiej szukać nad morzem, poza sezonem hotele stoją puste i można śmiało negocjować ceny. Apartamenty w których my mieszkaliśmy na zgrupowaniu, świetnie wyposażone ośmioosobowe kosztują około 7-8 Euro za osobodzień, więc można sobie zapewnić naprawdę super zgrupowanie w przyzwoitych warunkach. Nasuwa się tylko pytanie czy jest sens jechać na zgrupowanie w styczniu czy lutym gdy sezon zaczyna się w kwietniu, ale na to pytanie niech odpowiedzą sobie już sami zainteresowani. Generalnie jeśli ktoś by chciał – piszcie postaram się pomóc.”

Źródło: www.huzarski.pl