Ivan Basso, Sylwester Szmyd i Macie Bodnar specjalnie dla eurosprt.pl opowiadają o dniu przerwy w hiszpańskiej Vuelcie. W czwartek kolarze wracają do rywalizacji.

Ivan Basso:

Jak zwykle podczas dnia odpoczynku w wielkim tourze mogłem się odprężyć i wzmocnić po wysiłku na pierwszych Ivan Bassoetapach. Wczorajszy etap był bardzo długi i męczący, a padający przez cały dzień deszcz czynił go jeszcze trudniejszym. Pod koniec była kraksa, która wprowadziła nieprawdopodobny chaos. Ja wyszedłem z niej z kontuzją w okolicy ścięgna Achillesa. Na szczęście nie było to nic groźnego – w czasie jazdy na najbliższych etapach noga powinna się rozjeździć i będzie po kontuzji. Teraz wjeżdżam na teren Hiszpanii z dobrym samopoczuciem, które zresztą towarzyszyło mi do tej pory. Sobotnia czasówka i dwa trudne etapy w niedzielę i w poniedziałek będą pierwszym prawdziwym testem na tym wyścigu. Kto będzie chciał wygrać klasyfikację generalną będzie musiał pokazać, że jest w dobrej kondycji. Ja mam u swojego boku dobrze przygotowana drużynę, która potrafi dać mi mocne wsparcie. Ponadto widzę, że moi koledzy są zdeterminowani i w świetnej kondycji. Etapy holenderskie już od samego prologu pokazały naszą siłę. Zabrakło nam jedynie zwycięstwa, ale droga do Madrytu jest jeszcze długa.

Sylwester Szmyd:

“3 dni Panne” na szczęście się już skończyło. Wczorajszy etap pokazał jak łatwo o głupią kraksę i pożegnanie się z Sylwester Szmydmarzeniami o generalce. Wraca wciąż ten sam problem co przy ostatnim Giro. Organizatorzy, w naszym, kolarzy odczuciu, nie zawsze myślą o nas właśnie, a tylko o tym, żeby wyścig przejechał gdzie powinien i żeby kibice byli zadowoleni… To oczywiście ważne, ale można to pogodzić. Holandia czy Belgia, tamtejsze drogi, specyfika rozgrywanych tam wyścigów, nie do końca odpowiadają większości zawodników, którzy walczą w klasyfikacji generalnej wielkich tourów. To są wyścigi dla specjalistów… Ja nie narzekam bo nie leżałem, ale wielu kolarzy było zdania, że można było te etapy zrobić trochę inaczej. Zastanawialiśmy się już, co wymyśli Zomegnan na przyszłoroczne Giro, bo przecież on musi mieć najlepszy spektakl… Ivan bez strat, spokojny i zadowolony, że wczoraj udało mu się uniknąć kraksy w końcówce, bo jechał blisko i czujnie. Joaquin Rodriguez mówił mi, że również tutaj niektóre etapy będą bardzo wymagające technicznie z nieprzyjemnymi zjazdami. Zaczną się już w niedzielę, ale… to już Hiszpania!

Maciej Bodnar:

Wtorek był dla mnie naprawdę ciężkim dniem. Na odprawie było jasno powiedziane, że dajemy jednego człowieka Maciej Bodnardo pomocy, bo pada deszcz, teren nie jest już taki płaski, no ciągle zakręty prawo-lewo. Wysyłając mnie do pracy cała drużyna z Ivanem mogła się ustawić za ekipą lidera, czyli Saxo Bank a reszta ustawiła się za nami. Nie walczyli o pozycje bo widzieli, że my też gonimy i mamy gościa, czyli mnie, który pracuje z przodu. Drużyna mogła dzięki temu spokojnie jechać i unikać kraks. Ja dałem z siebie bardzo dużo i w końcówce mogłem już odpuścić i jechać w grupetto.

Po etapie szybki prysznic, przejazd na lotnisko i cały peleton dwoma samolotami do Hiszpanii. W hotelu byliśmy dopiero o północy.

W środę mieliśmy wolną pobudkę, to znaczy każdy mógł pospać do woli. W południe pojechaliśmy 2 godziny na rowerach z małą przerwa na kawę. Następnie obiad, masaż i trochę czasu wolnego. Każdy spędził go po swojemu, ale oczywiście o wypadzie poza hotel można zapomnieć. Zostaje film, komputer, książka itp.

W czwartek zaczyna się Vuelta, jak mówi Sylwas. Na razie jeszcze prawdopodobnie dwa etapy dla sprinterów a po czasówce już góry.

Źródło: www.eurosport.pl

Foto: naszosie.pl