Marek Bala / naszosie.pl

UCI wróciła do fazy testowej hamulców tarczowych, ale założyciel Pinarello uważa, że nie ma potrzeby tworzenia nowej wersji najwyższego modelu Dogma F10.

Wraz z nadejściem sezonu 2017 Pinarello zaprezentowało nową, aerodynamiczną maszynę dla Team Sky i Team Wiggins – Dogma F10. Włoski producent twierdzi, że zmiany w kształcie i materiale zapewniły zmniejszenie wagi o 6.3% i oporu powietrza o 12.6% oraz zwiększenie sztywności o 7%. Pomimo powrotu do hamulców tarczowych Fausto Pinarello w wywiadzie dla cyclingnews przyznał, że nie ma zamiaru tworzyć drugiej wersji najlepszego modelu.

Wielkie firmy chcą zachęcić ludzi do tarczówek, bo w ten sposób zmniejsza się konkurencja, a zwiększa dominacja na rynku. Jeśli wszyscy są na „dyskach”, tym łatwiej dla nich. U nas to nie działa. Na ten moment nie uważam żeby najlepsze rowery potrzebowały tarczówek. W przyszłości może, ale w inny sposób. Nie wiem w jaki, ale może nawet z tarczą przymocowaną do ramy czy coś.

Pinarello przygotowało wersję z hamulcami tarczowymi poprzedniego modelu F8. Dzięki temu firma trafia do klientów poszukujących bardzo dobrych rowerów, ale nie tych z najnowszymi rozwiązaniami.

Myślę, że tarczówek potrzebują tylko ludzie, którzy są ciężcy albo boją się długich zjazdów. Im tarcze mogą pomóc, ale zawodowcy nie mają takich obaw. W Team Sky jest 30 kolarzy i jeśli wszyscy przyjdą i powiedzą, że uważają, że nowe rozwiązanie działa i je chcą, to okej. Nie sądzę jednak, by się to zdarzyło. Jak pada deszcz, to po prostu jedziesz wolniej.

W 2015 roku Pinarello osiągnęło obroty 52 milionów euro i sprzedaż około 30 000 rowerów – 90% poza Włochami. Sprzęt produkowany m.in. dla Team Sky jest jednym z najdroższych na świecie, ale Fausto Pinarello uważa, że tworzy i sprzedaje unikalne modele.

Nasze rowery mogą kosztować nieco więcej niż inne, ale uważam, że oferujemy też więcej. Robimy jedne z najlepszych rowerów i ludzie lubią na nich jeździć. Wiemy, że nasze rowery to dobra inwestycja w przyjemność z jazdy. Widzę ceny ram Pinarello w internecie i sprzedają się dobrze nawet po kilku latach. To oznacza, że wszyscy robimy dobry interes – my, dystrybutorzy, sprzedawcy, Team Sky i nasi klienci.

BMC

Dość nietypowo dla największych firm Pinarello zmienia swoje najlepsze modele dość często, za każdym razem oferując lepszą aerodynamikę, wagę czy sztywność.

Mamy konkurencję, która nie zmienia swoich ram przez cztery, pięć lat, ale my to robimy częściej – co dwa, trzy lata. To denerwuje niektórych ludzi, ale my zawsze staramy się dodać coś ekstra, coś nowego. Nasi klienci tego chcą. Kochają zmieniać rowery tak jak ja. Podobnie jest w Team Sky, dlatego będziemy współpracować przynajmniej do 2020 roku. „Utknęli” z nami, bo razem pracujemy nad tworzeniem nowych produktów. Z Team Sky nie ma blefowania. Oni wiedzą czy sprzęt jest dobry czy nie. Jeśli Niebiańscy są zadowoleni, to wiemy, że wykonaliśmy 90% pracy – skoro im się podoba, to klientom też.

  • Yanev

    Hamowanie roweru następuje – po pierwsze na styku: klocek-obręcz (ew. klocek-tarcza), po wtóre na styku opona(szytka)-powierzchnia drogi. Najbardziej wydajne hamowanie następowałoby, gdyby obie te strefy styków doprowadzić do równie wysokiej skuteczności. O tym, że hamulce tarczowe są skuteczniejsze nie trzeba przekonywać nikogo, kto jeździ i na szosie i na mtb. Ale cóż można zaoferować w dziedzinie produkcji i doboru ogumienia? Powrót do szerszych opon, nowe mieszanki gumowe? O ingerencji w budowę dróg można nie pisać – jeździmy po takich, jakie są i basta. No więc przychylam się do opinii speców Pinarello, że nie ma sensu ekscytować się wprowadzeniem hamulców tarczowych na szosę, bo szczękowe też wyhamują rower z największej prędkości i stromego zjazdu, o ile nie zawiedzie ogumienie i nie nastąpi uślizg zablokowanego koła. A forowanie tarcz na szosie to efekt pogoni za zyskami producentów rowerów i części do nich.

  • Pawel

    W 100% zgadzam się z Panem Pinarello. Tarczówki w MTB lub CX mają sens (błoto, zużycie obręczy) ale w szosie to typowy chwyt marketingowy.