Ostatni dzień zmagań przed poniedziałkową przerwą na tegorocznym Tour de France to kolejna górska potyczka. Dzisiejszy etap znajdzie odpowiedzi na wiele pytań, które zadają sobie kibice kolarstwa na całym świecie; czy Tadej Pogačar (UAE Team Emirates-XRG) dopisze następny wspaniały rozdział do swojej historii na Wielkiej Pętli? Czy Jonas Vingegaard (Visma | Lease a Bike) wciąż nie złożył broni? Jak przetasuje się czołówka klasyfikacji generalnej, w której różnice wynoszą dosłownie sekundy?
Organizatorzy zaplanowali tuż przed dniem przerwy nie lada wyzwanie. Kolarze będą musieli pokonać przeszło 183,9 kilometrów ścigając się w regionie Masywu Bornes, znanego w świecie sportu przede wszystkim z uwagi na zawody Pucharu Świata w biathlonie, rozgrywane w znajdującym się tam Le Grand-Bornand. Start przewidziano w miejscowości Champagnole, nazywaną „Perłą Jury”, która jest dosyć częstym bywalcem na trasie Tour de France. Pierwsze kilometry bedą rozgrywać się, jak zawsze, w rytmie prób uformowania się odjazdu dnia, a jest ku temu sprzyjający teren – pierwsze 20 kilometrów trasy to nieregularny, ale stopniowo wznoszący się teren. Kwestia ucieczki może się więc rozwiązać już przed lotną premią w Saint-Laurent-en-Grandvaux, chyba, że ekipy sprinterskie będą kontrolować pierwszą fazę wyścigu. Drobne różnice w klasyfikacji punktowej mogą sugerować większe prawdopodobieństwo drugiego ze scenariuszy.
Pierwszym sprawdzianem i rozgrzewką dla peletonu Wielkiej Pętli będzie osadzone na 37 kilometrze trasy Côte des Rousses (6,6 km; 5,1%, kat. 3), jednak to wciąż za daleko na atakowanie się między liderami. Następnie, lwia część wyścigu przebiegnie pod znakiem przeprawy do Górnej Sabaudii. Od górskiej premii do następnego podjazdu jest bowiem około 100 kilometrów wzdłuż przełęczy, aż zawodnicy nie dotrą do znajdującego się na 136 kilometrze podnóża Le Salève-Col de la Croisette (4,7 km; 11,2%, kat. 1) i to tam trzeba się spodziewać pierwszych prób dystansowania swoich rywali przez faworytów klasyfikacji generalnej. Nie brzmi to na najprostsze zadanie, w szczególności gdy spojrzy się z jaką górą mamy do czynienia – to „raptem” około 5 kilometrów, aczkolwiek nachylenie wynosi momentami nawet 12,5%!
Tuż po zjeździe na zawodników czeka kolejna stroma, chociaż tym razem krótsza wspinaczka. Znajdujące się na circa 40 kilometrów przed metą Côte du Mont (2,1 km; 8,3%, kat. 3) jest ostatnim momentem na rozgrzanie nóg przed finałowym podjazdem. Większość pozostałej trasy (poza ostatnią górą rzecz jasna) przebiegnie pod znakiem zjazdu, a peleton minie chociażby miejscowość La Roche-sur-Foron, szczególnie ukochaną dla polskich kibiców kolarstwa z powodu zwycięstwa Michała Kwiatkowskiego na 18. etapie Tour de France 2020.
Ostatnim testem niedzielnych zmagań będzie Plateau de Solaison (11,3 km; 9%), które debiutuje na trasie Tour de France. Odcinek ten, swoją największą trudność zawiera na pierwszych czterech kilometrach, gdzie dwucyfrowa ilosć nachylenia to standard. Gdy kolarze będą już w okolicy Brison, a do mety pozostanie około 7 kilometrów, góra zaczyna się trochę wypłaszczać, chociaż to dużo powiedziane, gdyż cały czas mowa o nachyleniu oscylującym między 8 a 9 %. Trend ten utrzymuje się aż do ostatniego kilometra dzisiejszego etapu, który jest zdecydowanie najprostszą częścią wspinaczki.
Oto, co na temat 15. etapu Tour de France 2026 napisaliśmy przed rozpoczęciem wyścigu:
Drugi tydzień rywalizacji zamknie etap w Jurze, którego 184-kilometrowa trasa prowadzi z Champagnole na debiutujący w wyścigu Plateau de Solaison (11,3 km, śr. 9,1%). Finałową wspinaczkę poprzedzi Col de la Croisette.




Pogoda
Na niedzielne popołudnie prognozuje się temperatury wynoszące od 24 do 29 stopni Celsjusza. W przeciwieństwie do ostatnich dni raczej nie zapowiada się na opady deszczu, a prędkość wiatru może osiągnąć do 12 km/h. Oprócz całkowicie normalnej jak na tę porę roku temperatury, pogoda nie powinna być istotnym czynnikiem w zmaganiach na 15. etapie.
Faworyci
Już teraz można wręcz zapewniać i „stawiać domy” na zwycięstwo Tadeja Pogačara (UAE Team Emirates-XRG), od którego zależy jedynie jego kaprys gonienia uciekinierów. Mistrz świata i lider tegorocznej edycji Wielkiej Pętli jest na absolutnie nieosiągalnym poziomie dla reszty stawki. Prawdę powiedziawszy, być może powinniśmy po prostu przeklejać z setek opisów, które już wykonaliśmy na przestrzeni tylu lat startów Słoweńca w największym wyścigu na świecie, albowiem jego dominację nad rywalami z klasyfikacji generalnej może zaburzyć tylko jakaś katastrofa.
Jeśli ktoś miałby rzucić rękawicę słoweńskiemu dominatorowi, to byliby to Jonas Vingegaard (Visma | Lease a Bike), Paul Seixas (Decathlon CMA CGM) i Isaac del Toro (UAE Team Emirates-XRG). Nie bez przyczyny wymieniam tych kolarzy jednym tchem, albowiem Duńczyk z pewnością przeżywa mały kryzys. Stracone kilka sekund w Le Lioran mogło być wypadkiem przy pracy, ale wczorajsza przegrana z wyżej wspomnianą dwójką jest już jakimś znakiem. Tak jak kwestia maillot jaune jest już raczej rozstrzygnięta, tak drugie miejsce, co do niedawna wydawało się nierealne, wciąż jest sprawą bardzo otwartą. 19-letni Seixas jedzie fenomenalny wyścig w debiucie i cały czas pokazuje, że nie bez przyczyny to on ma być głównym rywalem Pogačara w nadchodzących latach. Najmniejsze szanse wśród faworytów drugiej kategorii ma Isaac del Toro (UAE Team Emirates-XRG), który dotąd nie był tak regularny jak jego towarzysze z akapitu – nie można jednak wykluczyć scenariusza, w którym Meksykanin wjeżdża wspólnie na metę z liderem wyścigu, a zarazem kolegą z drużyny.
Swoje straty w górach konsekwetnie minimalizuje Remco Evenepoel (Red Bull-BORA-hansgrohe), który być może dzisiaj w końcu pokaże pazur i postara się zaatakować. Belg ma utrudnione zadanie, albowiem dzisiejszy podjazd jest dobrym terenem na zbudowanie przewagi przez Floriana Lipowitza (Red Bull-BORA-hansgrohe), a wszyscy widzą jak słabo wygląda współpraca między tymi zawodnikami. Swoje szanse ma również duet z Lidl-Trek, czyli Juan Ayuso i Mattias Skjelmose, którzy póki co jadą trochę anonimowy, ale najważniejsze, że skuteczny wyścig. Hiszpan jest bardzo blisko miejsca na podium, a być może to dzisiaj jest dzień, w którym przypuści atak, który zaskoczy resztę rywali.
Kategorię outsiderów otwiera Lenny Martinez (Bahrain-Victorious), który jest w dosyć nieprzyjemnym miejscu. Z jednej strony jest zbyt dobry i zbyt regularny, żeby lekką ręką odpuścić go w ucieczkę, z drugiej zaś, Francuz nie ma raczej argumentów, żeby nawiązać do faworytów klasyfikacji generalnej. Być może 8 minuty straty to wystarczająco, żeby pozwolić mu zabrać się w odjazd i chyba tylko taka ryzykowna decyzja peletonu może dać nadzieję liderowi Bahrain-Victorious. Wraz z Martinezem postanowiłem wyróżnić plejadę uciekinierów, którzy w przypadku zawiązania się sporego odjazdu, mogą mieć szanse na etapowy triumf, a są nimi: Brandon McNulty, Adam Yates (UAE Team Emirates-XRG), Sepp Kuss (Visma | Lease a Bike), Maxim van Gils (Red Bull-BORA-hansgrohe), Derek Gee-West (Lidl-Trek), Richard Carapaz, Alex Baudin, Ben Healy (EF Education-EasyPost), Harold Tejada (XDS Astana), Egan Bernal, Thymen Arensman (Netcompany INEOS) Valentin Paret-Peintre, Ilan van Wilder (Soudal Quick-Step), Ben O’Connor (Jayco-AlUla), Tobias Halland Johannessen (Uno-X Mobility), Javier Romo, Pablo Castrillo, Einer Rubio, Raul Garcia Pierna (Movistar), Lennert van Eetvelt (Lotto-Intermarché), Tom Pidcock (Pinarello Q36.5), Clement Braz Afonso (Groupama-FDJ United), Michael Storer (Tudor Pro Cycling), Jordan Jegat (TotalEnergies).
Harmonogram
Start honorowy: 13:10
Kilometr 0: 13:20
Prognozowany finisz: 17:41-18:11
Transmisja TV: 13:00-18:15 na antenie stacji Eurosport 1 i platformie HBO Max.
Wszystko o 113. edycji Tour de France:
- Trasa wyścigu
- Podsumowanie 1. tygodnia
- Faworyci klasyfikacji generalnej
- Oficjalna lista startowa
- Program transmisji telewizyjnych
- Faworyci klasyfikacji punktowej
- Faworyci klasyfikacji górskiej
- Wszystkie artykuły









Francuzi zaczynają nieładnie pogrywać.
Vini miał kontrolę antydopingową o 2 w nocy a Pogacar o 5 rano.
Oczywiście Seixas takiej kontroli nie miał. Brak właściwej regeneracji i snu, przy tak wyrównanym poziomie, to szansa na chwilę słabości w kluczowych momentach.
A czemu nie napiszecie nic o niezwykle hardej odpowiedzi, jakiej udzielił Tadej w reakcji na prowokację bucowatego koksiarza Armstronga ws liczby rekordów TdF :).
Grzesiek biorąc pod uwagę, że Tadek ma codziennie kontrolę, to rzeczywiście dość podle zagrywki. Choć mam wrażenie, że kontrola Słoweńca była akurat tylko po to, żeby „przykryć” kontrolę Jonasa, bo to z nim Sexas może jeszcze powalczyć.
Zgadza się Ricky.
Nie mogli wziąć samego Jonasa bo jeszcze pojawiły by się głosy ze faworyzują Pogacara 🙂
Ten hype na Seixasa jest zrozumiały, ale mam nadzieję ze chłopak sam sobie wywalczy pudło. Oby jakiemuś „kibicowi” nie przyszło też do głowy zaatakować Pogacara.