fot. Giro d'Italia

15. etap Giro d’Italia zapisał się w historii wyścigu jako najszybszy odcinek pokonywany ze startu wspólnego podczas wszystkich 109 dotychczasowych edycji. Zwycięzcy przekroczyli średnią 51 km/h, a odjazd zdołał ubiec peleton. Wielu kolarzy obecnych w tym drugim zwróciło jednak uwagę na fakt, że tempo rywalizacji wynikało nie tylko z mocy uciekinierów, ale i wsparcia ze strony motocykli i aut. Niektórzy nie gryźli się w język w wywiadach.

Niedzielne ściganie w ramach 109. edycji Giro d’Italia przyniosło nam zaskakująco dużo emocji. Choć na papierze był to zupełnie płaski etap, podczas którego nie miało prawda wydarzyć się cokolwiek ciekawego, to czwórka uciekinierów stworzyła show, efektem którego było ubiegnięcie przez nich peletonu i ekip pracujących na rzecz swoich sprinterów. To, co zdecydowanie mogło się podobać pod kątem oglądania w telewizji, miało jednak najprawdopodobniej także i drugie, gorsze dno – rekordowa średnia prędkość wynosząca aż 51,064 km/h i fakt, że zaledwie 4 kolarzy zdołało pokonać całą główną grupę było potencjalnie zasługą nie tylko uciekinierów, ale i wsparcia, jakie otrzymywali od towarzyszących im motocykli oraz samochodów. Podczas etapu wielokrotnie było widać, że te jadą za blisko zawodników, którzy w ten sposób otrzymywali solidne wsparcie w walce z peletonem.

Dlaczego nie udało nam się złapać odjazdu? Trudno powiedzieć. Zrobiliśmy wszystko, co w naszej mocy. Ja też jechałem na pełnym gazie na ostatnim półtora kilometra, ale to nie dawało absolutnie nic… No dobrze, wiem, dlaczego nam się nie udało, ale lepiej nie mówić… Co było powodem? Mocne wsparcie. W pogoni było z 30 kolarzy, ale nawet wtedy nie udało nam się dogonić uciekinierów. Jeden po drugim dawaliśmy z siebie wszystko, przez co żadna z drużyn nie miała już kim pracować na koniec. To szczególnie frustrujące, bo spodziewaliśmy się sprintu i walki o zwycięstwo

— mówił gryząc się w język Elmar Reinders, ostatni rozprowadzający Dylana Groenewegena z Unibet Rose Rockets.

Pod różnymi filmami i zdjęciami z etapu można znaleźć sporo komentarzy ze strony zawodników, którzy byli sfrustrowani wydarzeniami z trasy 14. odcinka. Jedni, jak cytowany powyżej Holender, starali się nie powiedzieć nic, za co mogliby zostać ukarani, inni zaś nie mieli skrupułów i wprost pisali bądź o wsparciu ze strony motocykli oraz samochodów.

Każdy, kto choć trochę zna się na kolarstwie, wie, że to wyglądało jak nieśmieszny żart. Nie wiem, jaki jest cel organizatorów, ale chcieli dziś pokazać, jak samochody i motocykle mogą wpłynąć na wyścig. To była kompletna bzdura, a nie sportowa rywalizacja

— wprost przyznawał Tim Torn Teutenberg z Lidl-Trek.

„Szczerze mówiąc, trochę mi brakuje słów. Dzisiejszy dzień był szansą, na którą naprawdę czekaliśmy i przepraszam, ale motocykle nam ją odebrały. To niewiarygodne. Wiem, do czego jestem zdolny. Wiem, jak jechaliśmy w grupie i widzę liczby na moim wyświetlaczu. Wiem, jak mocno mogę cisnąć na płaskiej trasie. Nie dało się jechać szybciej. Dosłownie przez cały dzień nie jechaliśmy wolniej niż 50 km/h. Wszystkie drużyny sprinterskie po kolei paliły swoje pociągi na rzecz pogoni i myślę, że jesteśmy na tyle dobrymi kolarzami, by dać radę czwórce uciekinierów. Jestem rozczarowany

— wtórował swojemu klubowemu koledze Max Walscheid.

Nie był to ani pierwszy, ani też zapewne ostatni przypadek tego, kiedy obejrzeliśmy wpływ motocykli na przebieg etapu. Chociażby podczas tegorocznego Giro d’Italia coś analogicznego miało już miejsce podczas 3. odcinka, kiedy to na ulicach Sofii 3-osobowy odjazd przez długie kilometry utrzymywał przewagę nad peletonem, który miał problem z odrobieniem choćby sekundy straty. To, co z jednej strony tworzy emocje, z drugiej jest jednam wypaczeniem sportowej rywalizacji. Co ciekawe jednak to fakt, że o ile kolarze są raczej zgodni i wściekli, o tyle istnieją też głosy o tym, że peleton po prostu popełnił błąd odpuszczając odjazd i zabierając się za pogoń dość późno – takową tezę postawił w rozmowie dla Sporzy Bart Wellens, dyrektor sportowy Lotto Intermarché.

Myślę, że kolarze źle ocenili sytuację. Gdy przewaga wynosiła 2 minuty czuliśmy z perspektywy auta, że ciężko będzie złapać ten odjazd. Już wtedy było widać, że peleton rozciągnął się, a jazda w nim też wymaga sporo wysiłku. Ten zostawiał potem ślad w nogach, podobnie jak wcześniejsze górskie etapy oraz panujące upały odcisnęły piętno na sile niektórych zawodników. Wiele zespołów jedzie też w niepełnych składach, więc brakowało osób do skutecznej pogoni. Ta wygrana ucieczki była efektem splotu wielu czynników. Moim zdaniem Dversnes wygrał w pełni zasłużenie

— opowiadał Bart Wellens.

Niezależnie od tego, czy wygraną uciekinierów przypisze się wyłącznie kwestii tego, że ci byli wspierani przez motocykle tworzące dla nich tunel aerodynamiczny, czy też jednak zauważy się i inne czynniki, trzeba przyznać jedno – kolarstwo potrzebuje poważnej dyskusji na temat tego jak sprawić, by rola pojazdów jeżdżących przy zawodnikach została możliwie ograniczona. Jednocześnie 15. etap był dla peletonu kolejną cenną lekcją, która pokazuje, że nie można zapominać o istnieniu motocykli, a czekanie ze złapaniem ucieczki do ostatnich kilometrów wiąże się z ryzykiem, że po wszystkim pozostanie tylko przeklinać na coś, na co nie ma się wpływu. Za miesiąc nikt nie będzie bowiem pamiętał okoliczności, a wszyscy zapamiętają jedynie nazwisko zwycięzcy, czyli Fredrika Dversnesa z Uno-X Mobility.


Wszystko o 109. edycji Giro d’Italia:
Poprzedni artykułRonde de l’Isard 2026: Niels Driesen zwycięzcą prestiżowej rywalizacji
Następny artykułPuchar Polski 2026: Wyniki z Zielonej Góry
Jakub Jarosz
Niegdyś zapalony biegacz, dziś sędzia siatkówki z Pomorza, przy okazji aktywnie grający w jednej z trójmiejskich drużyn. Fan kolarskich statystyk i egzotycznych wyścigów. Marzeniem związane z tą dyscypliną był wyjazd na Mistrzostwa Świata do Rwandy w 2025 roku. Po jego spełnieniu póki co szukam kolejnego, ale bez wątpienia chciałbym z kolarstwem zwiedzić świat.
guest
9 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze
Marcraft
Marcraft

Trzeba się cieszyć, kiedy ucieczka wygrywa. Winny jest peleton za to, że puścił tę ucieczkę.

love_velo
love_velo

..przecież każdy mógł zabrać się w odjazd i ..jechać za motocyklem.
Więc w czym problem?

Bez histerii.

„Pierwsza zasada klubu walki – nie rozmawiajcie o klubie walki. Druga zasada klubu walki – nie rozmawiajcie o klubie walki…..”

Tomi - 3C
Tomi - 3C

Bzdura. Pokaż mi w którym momencie motory były tak blisko uciekinierów, że tworzyły im tunel aerodynamiczny. Po drugie, w peletonie wszystkie ekipy sprinterskie oszczędzały się na finisz i na czoło wysyłały po jednym, góra dwóch kolarzach, którzy też nie są tak świeży jak na początku wyścigu, poprzedniego dnia przejechali mega ciężki etap w górach i po prostu nie dawali rady gonić. Z kolei uciekinierzy poczuli szansę, a wtedy adrenalina daje dodatkowych sił, których normalnie trudno byłoby oczekiwać. Po prostu peleton przecenił swoje możliwości, a teraz jeden z drugim szukają głupich wytłumaczeń – a prawda jest taka, że po prostu, z całym szacunkiem, dali d… .

Łukasz
Łukasz

Co to za g###o burza? Obejrzałem ostatnie 12 kilometrów i nie było ani jednej sytuacji którą można było nazwać „jazda na klapie” nie rozumiem pretensji. Może dla osób które widziały z bliska uciekającą czwórkę dodam że od jakiegoś czasu kamery telewizyjne mają coś takiego co się się nazywa obiektyw zmiennoogniskowy. W uproszczeniu „zoom” który skraca perspektywę, więc może się wydawać że kamerzysta jest blisko. Polecam widok z helikoptera do oceny dystansu. Pozdrawiam!

four40
four40

Każdy kto chodź trochę zna się na kolarstwie i jeździł rowerem trochę szybciej niż 30 km/h wie że to nie miało prawa dojechać. Możecie się bulwersować że za późno zaczęli gonić, że nie mają honoru, że ich wina itd. Prawda jest taka że przed nimi jechało mnóstwo samochodów i motocykli lącznie z kamerą a przejazd takiej kolumny powoduje niesamowity zaciąg, tym większy im większa prędkość. Jasne, nie jechali 10 m za nimi ale nawet 200 m robi robotę. Jeśli jechaliście kiedyś szosą i przed wami nawet 200 m jedzie tir to wiecie o co chodzi. Z tyłu natomiast gonili naprawdę duzi chłopcy, to nie były kalafiory tylko naprawdę wielkie chłopy generując mnóstwo kW a przed nimi tylko motor z kamerą. Szli w trupa po zmianach i ku mojemu zdziwieniu przewaga czasami nawet rosła!
Nie mówcie że to było fair. Jasne, fajnie że ucieczka dojechała ale nie tak to powinno wyglądać.

love_velo
love_velo

four40
…te zyski aerodynamiczne są ogólnie znane.
Bodajże maksymalny cień aero motocykla przy prędkości 50km/h wynosi +/- 20m i na 19 metrze zysk na prędkości wynosi około 2-3%.

Nikt nie dyskutuje z fizyką.

Chodzi właśnie tylko o to „fair”. Te samochody i motocykle z kamerą jechałyby przed ucieczką również wtedy, gdyby nie jechał w niej Fredrik Dversnes.

On wygrał, bo był cwańszy, niż reszta, Wykalkulował to sobie i realizował swój plan od startu …i to wg mnie jest „fair”.

Tych oburzonych zawiodła pewność siebie, bo to przecież jest także oczywiste i każdy to wie, że na rundach w mieście motocykl z kamerą, może zupełnie z obiektywnych powodów nie zachować odległości.

Bolko
Bolko

Marnemu kolarzowi i jajca (jego) przeszkadzają. Wkur…….wili się bo ktoś mało znany dołożył im w dupę. Wstydzili by się!

Pit
Pit

Ale się laski spłakały, buu, a bo oni to jechali za autami, a bo oni się starali, ja wiem, to pewnie przez to, że Dversnes jechał w koszulce czasowca. Co za łosie. Trzeba było nie puszczać ucieczki i nie liczyć, że się dogoni na ostatnich 20 km. Oni uciekali we czterech i wszyscy cisnęli po zmianach. Dversnes to dobry czasowiec, a reszta też zaginała ile fabryka dała no i dojechali i etap przechodzi do historii. Ja zresztą pamiętam, że zdarzało się w historii, że jeden dobry czasowiec załatwiał peleton, bo potrafił cisnąć w końcówce, tutaj każdy fan pamięta tego wariata z Niemiec, który w koszulce Bora Hansgrohe robił peleton na ostatnich 10- 20 km, a zwał się Martin. Reasumując panowie kolarze czapki z głów dla całej czwórki, bo zrobili historię, a te żałosne komentarze to skasować, zagryźć zęby i pokazać, że ekipy sprinterów zasługują żeby się tak nazywać.

Karol
Karol

Isidro Nozal nieźle kiedyś podsumował organizatorów Vuelty za tolerowanie pomagania w ten sposób Herasowi przez Saiza