Trwający od środy różowy sen Afonso Eulálio niechybnie zbliża się do końca. Portugalczyk z Bahrain-Victorious ma świadomość, że najprawdopodobniej we wtorek przyjdzie mu się rozstać z koszulką lidera 109. edycji Giro d’Italia, albowiem jego przewaga przed 42-kilometrową jazdą indywidualną na czas nad Jonasem Vingegaardem wynosi niespełna 2,5 minuty. Mimo to uśmiech nie opuszcza twarzy 24-latka.
Trudno jednoznacznie wskazać, kiedy kolarski świat pierwszy raz usłyszał o Afonso Eulálio. Śledzący absolutnie każdą imprezę fani tego sportu powiedzą, że zauważyli Portugalczyka już w 2022 roku, gdy ten zostawał mistrzem kraju do lat 23. Ktoś inny wskaże na sezon 2023, kiedy ten zaczął notować coraz więcej ciekawych wyników, w tym był m.in. 5. pod Hotelem Arłamów podczas Orlen Wyścigu Narodów. Jeszcze inna osoba wskaże 2024 rok i 5. miejsce w klasyfikacji generalnej Vuelta Asturias oraz 6 dni w koszulce lidera Volta a Portugal. Zapewne to ten wynik sprawił, że Afonso Eulálio trafił z lokalnej ekipy kontynentalnej do worldtourowego Bahrain-Victorious, w którym jednak niespecjalnie się wyróżniał – stosunkowo młody Portugalczyk został jednym z wielu pomocników, choć 15. lokata w generalce Santos Tour Down Under, 3. pozycja na premierowym etapie Vuelta a Burgos czy 6. miejsce w całym Tour of Britain nie były anonimowymi wynikami.
Z mojej perspektywy pierwszym takim wynikiem, po którym o Afonso Eulálio powinien usłyszeć cały kolarski świat, była 9. lokata Portugalczyka w Kigali podczas wyścigu ze startu wspólnego elity mężczyzn w ramach Mistrzostw Świata w kolarstwie szosowym. Przed wówczas 23-letnim zawodnikiem zmagania zakończyli wyłącznie Tadej Pogačar, Remco Evenepoel, Ben Healy, Mattias Skjelmose, Toms Skujiņš, Giulio Ciccone, Isaac del Toro oraz Juan Ayuso, a bezpośrednio za nim byli m.in. Tom Pidcock, Primož Roglič i Paul Seixas. To wynik, obok którego nie można przejść obojętnie – niemal 270-kilometrowy wyścig wykluczał jakikolwiek przypadek. Od tamtej pory zawodnik Bahrain-Victorious znalazł się już, przynajmniej z mojej perspektywy, na stałe pod lupą, choć on sam wciąż pozostawał głównie wiernym pomocnikiem. 5. miejsce w tegorocznym AlUla Tour było sygnałem o dobrej formie u progu sezonu, aczkolwiek dalej Portugalczyk znów się schował, by błysnąć na 5. etapie Giro d’Italia.
Choć Afonso Eulálio nie wygrał w Potenzie – na ostatnich metrach ograł go Igor Arrieta, to wówczas zaczął się różowy sen zawodnika Bahrain-Victorious. Co mniej śledzący kolarstwo skazali 24-latka na pożarcie, ale mając w pamięci poprzednie wyniki Portugalczyka można było się zastanawiać, czy ten nie zacznie swojej drogi ku niespodziance, niczym Ben O’Connor podczas Vuelta a España w 2024 roku. Podarowanie aż tylu minut solidnemu kolarzowi zawsze wiąże się z ryzykiem, a Afonso Eulálio szybko pokazał, że nie ma zamiaru oddawać koszulki za darmo.
Okej, 15. miejsce na Blockhausie i prawie 3 minuty straty mogą nie imponować, ale jeśli zawodnik Bahrain-Victorious będzie spadał w dół tabeli w tym tempie, to stać go na utrzymanie się w czołowej „10” generalki. Jeśli zaś będziemy go oglądali w formie z Corno alle Scale, gdzie zameldował się na 5. pozycji, urywając na podjeździe m.in. Jaia Hindleya, Giulio Pellizzariego, Michaela Storera czy Bena O’Connora, to nagle trzeba realnie patrzeć na to, czy ten nie zakończy zmagań jeszcze wyżej. Sam Afonso Eulálio pozostaje jednak skromny, mając świadomość, że przed nim 42-kilometrowa jazda indywidualna na czas, która jest jego piętą achillesową.
Cały zespół we mnie wierzy, a to dodaje mi sił. Zazwyczaj pełnię rolę pomocnika, ale teraz sam dostałem szansę. Jazda w różowej koszulce jest niesamowita. Wszystko w niej staje się inne. W niedzielę ostatnie 15 kilometrów było prawdziwym wyzwaniem. Starałem się oszczędzać energię, nie jadąc zbyt długo na czele i nie angażując się w walkę o pozycję, bo wiedziałem, że ostatnie 3 kilometry będą bardzo strome. Wtedy dałem z siebie wszystko i kończę na 5. miejscu, to jest szaleństwo. Niestety wszystko ma swój kres. Moja przewaga stopniała na tyle, że nie sądzę, by we wtorek wystarczyła do utrzymania koszulki. Wciąż jednak będę dawał z siebie wszystko i świetnie bawił się tym wyścigiem
— opowiadał szeroko uśmiechnięty Afonso Eulálio.
Przed wtorkową jazdą indywidualną na czas na dystansie 42 kilometrów, jedynym tego typu etapem w ramach 109. edycji Giro d’Italia, Portugalczyk z Bahrain-Victorious ma 2 minuty i 24 sekundy przewagi nad Jonasem Vingegaardem (Team Visma | Lease a Bike), 3 minuty bez jednej sekundy nad Felixem Gallem (Decathlon CMA CGM Team) i przeszło 4,5 minuty nad Jaiem Hindleyem (Red Bull – BORA – hansgrohe). Więcej o sytuacji w klasyfikacji generalnej przeczytają Państwo pod tym linkiem.
Wszystko o 109. edycji Giro d’Italia:
- Trasa wyścigu
- Oficjalna lista startowa
- Faworyci klasyfikacji generalnej
- Program transmisji telewizyjnych
- Faworyci klasyfikacji punktowej
- Faworyci klasyfikacji górskiej
- Wszystkie artykuły










Wydygo będzie miał zająca do gonienia w formie Galla.. dogoni go.. wyścig wygrany na amen chyba, że zrobiłby Krajszwajka 2.