Fot.: "Volta" Ciclista a Catalunya

Podczas 109. edycji Giro d’Italia głównym faworytem klasyfikacji generalnej będzie Jonas Vingegaard. Kolarz Team Visma | Lease a Bike powalczy jednak nie tylko o triumf w tym wyścigu, ale i coś znacznie większego – ma szansę zostać 8. w historii zawodnikiem, w którego dorobku znajdziemy zwycięstwo w każdym z wielkich tourów. Ta perspektywa naprawdę rozpala wyobraźnię 29-letniego Duńczyka.

Tegoroczne Giro d’Italia może być wyścigiem, podczas którego Jonas Vingegaard jeszcze mocniej zapisze się w historii kolarstwa. Duńczyk, który już teraz ma w swoim dorobku wiele głośnych i wielkich sukcesów, ma bowiem szansę zostać 8. w historii zawodnikiem, któremu uda się wygrać przynajmniej raz w każdym z trzech wielkich tourów. Dotychczas uczynili to wyłącznie Jacques Anquetil (komplet triumfów skompletował w 1964 roku), Felice Gimondi (1968), Eddy Merckx (1973), Bernard Hinault (1980), Alberto Contador (2008), Vincenzo Nibali (2014) i Chris Froome (2018), a zatem wielcy tego sportu, a takiego osiągnięcia w swoim dorobku nie ma nawet Tadej Pogačar, któremu wciąż brakuje triumfu w Vuelta a España. Jonas Vingegaard nie ukrywa, że jest świadom stawki tego występu w Giro d’Italia, ale to zdaje się go wyłącznie motywować do tego, by nie dać szans rywalom i sięgnąć po zwycięstwo.

Byłoby to coś wyjątkowego, gdyby udało mi się przejść do historii, bo na liście zwycięzców wszystkich wielkich tourów jest wyłącznie 7 świetnych kolarzy. Tylko 7 kolarzy w historii… Dołączenie do nich byłoby spełnieniem marzeń. Właściwie to nawet nie marzenie, bo nigdy nie spodziewałem się, że to możliwe. Moje nazwisko obok nich, to byłoby coś

— opowiadał Jonas Vingegaard.

Oczywiście podczas wywiadów z głównym faworytem 109. edycji Giro d’Italia nie mogło zabraknąć odniesień do jego największego rywala z obecnego peletonu, jakim bez wątpienia jest Tadej Pogačar. Ścieżki tej dwójki przecinają się od lat – były czasy, gdy górą z ich pojedynków wychodził Duńczyk, ostatnimi czasy lepszy jest jednak Słoweniec. Czy zatem to, że 29-latek z Team Visma | Lease a Bike może być pierwszym z tej dwójki, który skompletuje wszystkie wielkie toury w swoim dorobku jakoś wpływa na Jonasa Vingegaarda? Czy ten jednocześnie nie obawia się, że po Giro d’Italia nie będzie w stanie podjąć rękawicy mistrza świata podczas Tour de France?

Jestem pewien, że Tadej Pogačar również prędzej czy później spróbuje skompletować wszystkie trzy wielkie toury. To po prostu kwestia czasu i ułożenia odpowiedniego programu. Pytacie, czy mój nie sprawia, że będę słabszy na Tourze… Ważnym punktem odniesienia dla mnie było to, że po Tourze dwukrotnie jechałem w swojej karierze Vueltę i nie byłem wtedy słabszy. Wręcz przeciwnie, czułem się nawet nieco mocniejszy niż zwykle, co zresztą prezentowałem swoją jazdą. Tak więc, biorąc pod uwagę wszystkie okoliczności, nie nazwałbym przeszkodą czy problemem tego, że najpierw jadę Giro przed Tourem

— konkretnie odpowiadał Jonas Vingegaard.

Rekordy, przechodzenie do historii, pojedynki z Tadejem Pogačarem – to wszystko jest pewnym wybieganiem w przyszłość, a ważne jest jednak także to, co tu i teraz. 29-letni lider Team Visma | Lease a Bike powiedział zatem także co nieco na temat swoich przygotowań do Giro d’Italia, obecnej formy czy tego, jak czuje się w roli murowanego faworyta.

To fantastyczne, że w końcu tu jestem. To spełnienie marzeń. Mam nadzieję, że uda mi się pojechać dobry wyścig. Zrobiłem wszystko, co możliwe, aby być jak najlepiej przygotowanym na starcie i uważam, że jestem w dobrej dyspozycji. Pamiętam, że jako dziecko zawsze oglądałem Giro. To wyjątkowy wyścig, a Włochy to dla mnie wyjątkowy kraj. Naprawdę nie mogłem się doczekać startu tutaj. To będzie piękne ściganie, choć jestem daleki od mówienia, że jestem jedynym faworytem w tym Giro. Jest wielu innych mocnych zawodników. Oni również mają po prostu szansę na zwycięstwo w klasyfikacji generalnej. Nie zgadzam się z takim tytułowaniem mnie zwycięzcą jeszcze przed startem

— dodawał Jonas Vingegaard przed kamerą Cycling Pro Net.

Pierwszą okazją do sprawdzenia, kto przyjechał na 109. edycję Giro d’Italia w dobrej formie, a kto będzie jej dopiero szukał na przestrzeni wyścigu, może być już 2. etap, podczas którego kolarze przejadą w końcówce przez Lyaskovets Monastery Pass (3,9 km; 6,6%). Bardziej realnym sprawdzianem zapewne będzie jednak dopiero pokonywane w środę Montagna Grande di Viggiano (6,6 km; 9,2%), zaś ostatecznym testem formy faworytów powinien zostać zaplanowany na piątek Blockhaus (13,4 km; 8,5%), na którym zakończy się aż 244-kilometrowy 7. odcinek tegorocznego La Corsa Rosa.


Wszystko o 109. edycji Giro d’Italia:
Poprzedni artykułWystartowało Kryterium Asów 2026
Następny artykułKrowie placki na szosie zdziesiątkowały peleton? Plaga chorób po Famenne Ardenne Classic
Jakub Jarosz
Niegdyś zapalony biegacz, dziś sędzia siatkówki z Pomorza, przy okazji aktywnie grający w jednej z trójmiejskich drużyn. Fan kolarskich statystyk i egzotycznych wyścigów. Marzeniem związane z tą dyscypliną był wyjazd na Mistrzostwa Świata do Rwandy w 2025 roku. Po jego spełnieniu póki co szukam kolejnego, ale bez wątpienia chciałbym z kolarstwem zwiedzić świat.
guest
2 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze
Łukasz
Łukasz

Skromność Jonasa po prostu urzeka. W jego wypadku słowa, które zacytował autor artykułu są szczere. Tytułowanie przed zawodami kogokolwiek jako zwycięzcę jest nietrafione.
A to, że czuje się silny i nie ma wątpliwości, że da radę na TdF jest zapowiedzią rzezi w lipcu. Dosyć istotnym szczegółem jest zrzucenie wagi do 58 kg. Wycieniował się koncertowo. Co prawda mamy dopiero maj , ale już się cieszę na myśl o lipcu 😎

szczebelek
szczebelek

Ile razy Pogacar jechał na Vuelcie od momentu gdy jest na topie? Mniej więcej tyle razy co Vinigo na Giro… Los bywa okrutny jest wielu zawodników, którzy wygrywali inne dwa GT natomiast na trzecim potrafili wygrać klasyfikację górską, etapy, ale przez kraksy czy też inne problemy zdrowotne akurat tego trzeciego nie potrafili zdobyć.