Na pożegnanie tematu 112. edycji Tour de France warto jeszcze przyjrzeć się w inny niż klasyczny sposób temu co wydarzyło się na francuskich szosach. Zapraszam zatem na przegląd występu każdej z 23 drużyn w Wielkiej Pętli.
Od dłuższego czasu w portalu Naszosie.pl staramy się możliwie szeroko i wielowątkowo omawiać najważniejsze wyścigi świata, a jedną z cieplej przyjętych form podsumowywania wielkich tourów od lat była analiza występu poszczególnych drużyn. Pora zatem kolejny raz ekipa po ekipie przeanalizować dla kogo 112. edycja Tour de France była udana, a dla kogo wręcz przeciwnie. Co ważne występy te oceniane są w odniesieniu do potencjału danej grupy i wysłanego przez nią składu – inaczej przecież patrzy się na Arkéa – B&B Hotels czy Uno-X Mobility, a zupełnie inaczej na np. UAE Team Emirates – XRG.
Nim jeszcze przejdziemy do omówienia każdej drużyny warto krótko spojrzeć statystycznie na to co za nami podczas 112. edycji Tour de France Po wygraną etapową sięgnęli przedstawiciele 9 z 23 ekip, a najczęściej, bo aż 5-krotnie powody do świętowania mieli kolarze UAE Team Emirates – XRG. Warto też zauważyć, że w czołowej „10” klasyfikacji generalnej znaleźli się zawodnicy z aż 9 różnych zespołów – tylko
Red Bull – BORA – hansgrohe miało tam dwóch przedstawicieli.
Występ powyżej oczekiwań:
- Team Picnic PostNL – przyznać się, ale tak z ręką na sercu, kto wierzył, że Team Picnic PostNL skończy ten wyścig z kolarzem w pierwszej „10” klasyfikacji generalnej? Zapewne niewielu, a tymczasem Oscar Onley do samego końca bił się o podium i białą koszulkę tracąc do niej tylko 22 sekundy po 18. etapie! Młody Brytyjczyk absolutnie zachwycił, jego koledzy z kolei jeździli ambitnie, aktywnie i z wiarą we własne możliwości. Do tego Tobias Lund Andresen i Pavel Bittner dołożyli kilka finiszy w czołówkach etapów – to był wyścig, który praktycznie przypieczętował worldtourowy byt Team Picnic PostNL na lata 2026-28, choć jeszcze do niedawna ten był bardzo zagrożony. Osobiście jestem pełen podziwu dla holenderskiej formacji.
- Uno-X Mobility – norweski zespół dopiął swego i po wielu staraniach ma swój wygrany etap Wielkiej Pętli. Jakby tego jednak było mało to na tym lista sukcesów Uno-X Mobility się nie skończyła, bowiem Tobias Halland Johannessen kończy na 6. miejscu w klasyfikacji generalnej zapisując się na zawsze w historii norweskiego kolarstwa. Szczerze nie wiem, czy to nie właśnie włodarze tej formacji aby nie opuszczali Pól Elizejskich w Paryżu z najszerszymi uśmiechami. Ależ to było pozytywne zaskoczenie tego wyścigu!
- UAE Team Emirates – XRG – wygrana dowieziona? Dowieziona. Do tego doliczmy 5 etapów wygranych po drodze, triumf w klasyfikacji górskiej i niemal pełną kontrolę nad wydarzeniami na trasie i mamy obraz drużyny, która mimo niesamowicie wysoko powieszonej poprzeczki po prostu dowozi podczas kluczowego startu. Ja wiem, że Tadej Pogačar to po prostu gwarancja sukcesów, ale co innego przyjechać z misją walki o kolejną wygraną, a co innego dowieźć ją w takim stylu.
- EF Education – EasyPost – po tym jak tuż przed wyścigiem ze składu wypadł Richard Carapaz można było zastanawiać się czy amerykańska formacja zaistnieje w tym wyścigu. Czas pokazał, że ewentualne obawy były zbędne, bowiem w rolę animatora wydarzeń na trasie świetnie wcielił się Ben Healy, który choć nie jest topowym góralem to całe zmagania kończy na 9. miejscu w klasyfikacji generalnej, a po drodze było mu dane wygrać etap, zostać na jeden dzień liderem czy też wygrać głosowanie na najaktywniejszego kolarza wyścigu. Co jednak ważne to fakt, że na przebojowym Irlandczyku się nie skończyło, a praktycznie cały skład amerykańskiej formacji miał swoje momenty, próbował uciekać, działać i po prostu był widoczny. Mnie to bardzo pozytywnie zaskoczyło!
- Arkéa – B&B Hotels – ależ mi francuski zespół zaimponował przez ostatnie 3 tygodnie! Wiecie, poprzeczka była powieszona nisko, wręcz leżała na ziemi, albowiem mówimy tu o zespole, który nie tylko z hukiem spada z World Touru, ale i najprawdopodobniej rozpada się na dobre, a mimo to kolarze Arkéa – B&B Hotels zdołali pokazać, że są w stanie rywalizować na najwyższym poziomie. Kévin Vauquelin długo znajdował się na podium klasyfikacji generalnej i dzierżył białą koszulkę, finalnie zakończył wyścig na 7. pozycji, zaś cały zespół sklasyfikowano na 4. miejscu w klasyfikacji drużynowej. Aktywna jazda, brak kompleksów – do pełni szczęścia zabrakło chyba tylko jakiegoś dobrego finiszu w wykonaniu Arnauda Démare’a, którego występ pozostał całkowicie niezauważony.
- Team TotalEnergies – francuska drużyna kończy wyścig z kolarzem w czołowej „10” klasyfikacji generalnej – wynik ten osiągnął Jordan Jegat, a także z prawem do wspominania tegorocznego Tour de France z wysoko uniesioną głową – może i nie udało się wygrać etapu jak przed rokiem, ale to był naprawdę dobry wyścig w wykonaniu kolarzy Team TotalEnergies. Jak na swój skład i budżet to ci podeszli do ścigania bez kompleksów i z wiarą we własne możliwości, a poniższa analiza pokaże, że wielu teoretycznie mocniejszym ekipom zdecydowanie tego zabrakło.
- Alpecin – Deceuninck – grupę „powyżej oczekiwań” zamknę belgijskim zespołem. Z jego oceną zawsze mam pewien problem, a konkretnie ten dotyczy tego, że z jednej strony jest to czołowa formacja świata, z drugiej jednak zbudowana jest w zupełnie inny sposób niż pozostałe – nie ma w swoich szeregach górali, ale za to w sprincie czy klasykach należy do ścisłego topu. Wystarczy jednak tych dywagacji, a wróćmy do oceny – Alpecin-Deceuninck tegoroczne Tour de France kończy z 3 wygranymi etapami oraz 5 dniami swoich kolarzy w żółtej koszulce. Niby takie po prostu były cele, a jednak konsekwencja w ich realizacji w przypadku tej drużyny jest po prostu niezwykle godna pochwały.
Występ zgodny z oczekiwaniami:
- Team Visma | Lease a Bike – przed wyścigiem niemal wszyscy typowali Jonasa Vingegaarda do 2. miejsca i ten faktycznie właśnie takie zajął. Do tego holenderska formacja kończy z 2 wygranymi etapami i triumfem w klasyfikacji drużynowej. Mógłbym tu dopisać jeszcze elaborat o tym, że zawiodła mnie pasywność lidera, że Matteo Jorgenson nie dowiózł formy z pierwszej połowy sezonu etc., ale po co? To był po prostu „występ zgodny z oczekiwaniami”.
- Tudor Pro Cycling Team – szwajcarski zespół debiutował w Tour de France i z jednej strony wraca do domu bez jakiegokolwiek skalpu – czy to w postaci wygranej etapowej, czy też dobrego miejsca w którejkolwiek z klasyfikacji, ale z drugiej jednak nie sposób nie odnieść wrażenia, że czarne koszulki w peletonie były bardzo widoczne, a chyba taki jest cel drużyn zaproszonych z dzikimi kartami. Julian Alaphilippe dwoił się i troił, swoje momenty mieli też Michael Storer, Matteo Trentin czy Alberto Dainese. Apetyt włodarzy szwajcarskiej ekipy zapewne będzie rósł z czasem, ale jak na debiut to jestem daleki od narzekania.
- Decathlon AG2R La Mondiale Team – tu może będę lekko kontrowersyjny, bowiem jak to „tylko” zgodny z oczekiwaniami występ jak Felix Gall zajął świetne 5. miejsce w klasyfikacji generalnej? Z jednej strony fakt, mamy coś na duży plus, z drugiej jednak francuska grupa ostatnimi czasy była najlepszą ze swojego kraju, a tu kończy bez etapowego skalpu czy też walki o którąś z klasyfikacji pobocznych – szczególnie spodziewałem się, że to właśnie kolarze Decathlonu mogą zapolować na trykot górala. Francuska drużyna pokazała dużo dojrzałości, dowiozła swojego lidera tak wysoko, jak tylko się dało, ale chyba po prostu tego trzeba od niej oczekiwać.
- INEOS Grenadiers – chciałoby się napisać „jak wyżej”, ale sytuacja jest niby podobna, a zupełnie odwrotna. Brytyjska formacja przyjechała bowiem z nastawieniem na walkę w klasyfikacji generalnej z Carlosem Rodríguezem, a ten finalnie nie dotarł do mety. Idealnym zastępcą okazał się jednak być Thymen Arensman, który wyścig kończy z 2 wygranymi etapami, które bez wątpienia rozliczają występ INEOS Grenadiers. Szkoda tylko, że mający swój wkład w historię Tour de France Geraint Thomas tak anonimowo pożegnał się z Wielką Pętlą…
- Lidl-Trek – ale jak to? 2 wygrane etapy i zielona koszulka i zaledwie „występ zgodny z oczekiwaniami”? Otóż tak – amerykański zespół przyjechał na Tour de France z bardzo jasno zarysowanym celem i po prostu go spełnił. Będąc 3. drużyną rankingu UCI nie można schodzić poniżej pewnego poziomu, a za ten uważam to, że z wyścigu pokroju Tour de France wyjeżdża się po prostu z jakimiś skalpami. Zabrakło mi w tym wszystkim jednak wyniku w klasyfikacji generalnej, więc stawiam Lidl-Trek właśnie w tym miejscu. Jeśli uważacie inaczej to sekcja komentarzy jest do Waszej dyspozycji!
- Red Bull – BORA – hansgrohe – i tu sytuacja jak wyżej – od niemieckiej ekipy także oczekiwałem naprawdę sporo, bowiem przyjechała na start z będącym w genialnej formie Florianem Lipowitzem oraz odgrażającym się od lat Primožem Rogličem. Efekt? Ten pierwszy kończy na najniższym stopniu podium i z białą koszulką, drugi zaś jest 8. i traci ponad 25 minut do zwycięzcy. To naprawdę dobry wyścig, ale zabrakło mi w tym wygranej etapowej bądź chociaż tego by być jej blisko – raz na 2. miejscu uplasował się Jordi Meeus, który skorzystał na dużej kraksie, która miała miejsce w Valence.
- Soudal Quick-Step – teoretycznie belgijski zespół przyjechał z 3. kolarzem zeszłorocznej edycji, a zatem poprzeczka wisiała naprawdę wysoko. Tylko czy tegoroczna forma Remco Evenepoela, którego przygotowania zostały mocno zaburzone przez grudniowy wypadek, pozwalała na wiarę, że ten powtórzy tamten wynik? Moim zdaniem nie do końca. Owszem, do dobrej oceny zabrakło miejsca w czołówce klasyfikacji generalnej, ale z drugiej strony mówimy tu o zespole, który wygrał aż 4 etapy! 2 zgarnął Tim Merlier, czasówkę dołożył Remco Evenepoel, a królem Mont Ventoux został Valentin Paret-Peintre. To nadal naprawdę fajny wynik, zatem jestem daleki od mówienia o rozczarowaniu.
- Team Jayco AlUla – fatalna postawa Dylana Groenewegena czy dopiero 11. lokata Bena O’Connora w klasyfikacji generalnej mogłyby sprawić, że byłbym rozczarowany postawą australijskiej formacji, ale jej występ bez wątpienia ratuje triumf na 18. etapie oraz aktywna postawa poszczególnych kolarzy. Wiadomo – nie był to występ marzeń, ale moim zdaniem takie minimum oczekiwań zostało zrealizowane.
Występ poniżej oczekiwań:
- XDS Astana Team – kazachska grupa chyba nieco stała się ofiarą własnego sukcesu. Po kilku miesiącach nieustających sukcesów poprzeczka dla tej grupy została bowiem podniesiona całkiem wysoko i tym razem nie udało się do niej doskoczyć. Patrząc na chłodno to ciężko byłoby spodziewać się, że ten skład wygra któryś z etapów czy powalczy w klasyfikacji generalnej, a jednak po fantastycznym Giro d’Italia po prostu ponownie liczyłem na to, że zostanę pozytywnie zaskoczony. Cóż, nic z tych rzeczy, choć warto zapamiętać takie momenty jak 2. lokata Davide Balleriniego na Polach Elizejskich.
- Bahrain – Victorious – na początek poszukajmy plusów i tu mogę starym żartem powiedzieć, że widzę 2 – jeden jest na akumulatorze w wozie technicznym, a drugim była postawa Lenny’ego Martineza. Młody Francuz spróbował powalczyć o koszulkę najlepszego górala i według danych serwisu ProCyclingStats to właśnie on spędził przed peletonem najwięcej kilometrów spośród wszystkich uczestników 112. edycji Tour de France. Na tym jednak pozytywy się kończą, a zatem przejdźmy do wad. Podstawowa? Zabójcza nieskuteczność. Lenny Martinez, Phil Bauhaus, Santiago Buitrago, Matej Mohorič… To nie są kolarze, których dorobkiem powinno być 7 lokat w czołowej „10” pojedynczych etapów przy jednoczesnym braku walki o generalkę. Coś wyraźnie poszło tu nie tak.
- Movistar Team – niby ostatnim co można zarzucić hiszpańskiej drużynie jest niewidoczność, ale cóż po tym gdy właściwym słowem staje się „nieskuteczność”? Zaledwie 3 miejsca w czołowej „10” etapów ze startu wspólnego bardzo dobitnie pokazują, że za chęciami nie poszło niestety ani szczęście, ani jakość. Wycofanie się Enrica Masa, który i tak miał od dłuższego czasu ogromne straty, było tylko wisienką na torcie nieudanego występu.
- Lotto – spośród wszystkich uczestników 112. edycji Tour de France to Lotto jest obecnie najniżej w rankingu UCI – zajmuje obecnie 24. miejsce przegrywając nawet z Q36.5 Pro Cycling Team czy Team TotalEnergies. Niestety podczas Wielkiej Pętli dostaliśmy jasny dowód dlaczego właśnie tak jest. Belgijski zespół był dość niewidoczny i nie pomogły przebudzenia Arnauda De Lie – nie stawiam Lotto w hierarchii niżej tylko dlatego, że po prostu oczekiwania były bardzo niskie.
- Groupama – FDJ – gdyby ktoś mi po 4. etapie powiedział, że będę na koniec krytykował Groupamę to chyba bym się mocno popukał w czoło. Początek wyścigu w wykonaniu francuskiej grupy był bowiem bardzo dobry, a postawienie na Romaina Grégoire’a sprawdziło się – Francuz był 4. w Boulogne-sur-Mer i 5. w Rouen. Niestety potem 22-latek mocno zgasł i winna była temu m.in. choroba, a wraz z nim zniknęła cała ekipa. Pamiętam dni gdy komentatorzy wyliczali nieliczne ekipy, których brakuje w kilkudziesięcioosobowych odjazdach i padała tam nazwa właśnie Groupama-FDJ. Wystarczy napisać, że na etapach 5-21 tylko 5-krotnie kolarzom francuskiej grupy udało się uplasować w czołowej „10” odcinka, a i najwyżej były to 5. lokaty.
- Intermarché – Wanty – walka o tytuł najgorszej drużyny 112. edycji Tour de France była zacięta, ale finalnie na moje podium w kategorii rozczarowań wskakuje właśnie belgijski zespół. Czy oczekiwania były wysokie? Niby nie, bowiem można było się spodziewać, że Biniam Girmay nie powtórzy zeszłorocznego występu, ale jednak takiej pasywności reszty składu naprawdę nie sposób nie skrytykować. Zresztą sam Erytrejczyk kończy z zaledwie trzema etapami ukończonymi w czołowej „10” i to cały dorobek tej formacji. Słabo, oj słabo.
- Israel – Premier Tech – a oto i dowód na to, że system obligatoryjnych dzikich kart nie działa. Tegoroczne Tour de France pokazało bowiem dobitnie, że ci, którym na zaproszeniu zależało pojechali aktywnie, ciekawie i z sukcesami, zaś ci, którzy pojawili się na starcie „z przydziału” nijak na niego nie zasłużyli. Nie dość, że obecność Israel – Premier Tech powoduje liczne protesty na trasie (aktywiści propalestyńscy stanowili niemałą część osób odpowiedzialnych za wszelakie incydenty) to jeszcze na tym kończy się aktywność tej ekipy – niby było kilka odjazdów, ale finalny efekt to zaledwie 4 miejsca w czołowej „10” etapów oraz brak walki w którejkolwiek z klasyfikacji – czy to generalnej, czy pobocznych. Dramat.
- Cofidis – i oto dotarliśmy na dno. Francuski zespół pojechał absolutnie obrzydliwe Tour de France przed własną publicznością. Brak aktywności był tak ogromny, poza ucieczką Benjamina Thomasa z 1. etapu zakończoną kraksą na górskiej premii i koszulką górala na 1 dzień nie pamiętam Cofidisu z niczego i nie ma co się dziwić – w czołowej „10” etapów kolarze francuskiej drużyny pojawili się zaledwie dwukrotnie. Konkretnie Bryan Coquard był 7. w Laval oraz Dylan Teuns zajął 10. miejsce na zneutralizowanym etapie z metą w Paryżu. Koniec. A, zapomniałbym – kraksa z udziałem Bryana Coquarda wyeliminowała z wyścigu Jaspera Philipsena. Czyli jednak widoczni. 😉









Cóż za nierzetelność i ignorancja, nie wspomnieć, że kolary cofidisu w spektakularny sposób złamał palca!
A tak poważnie to 90% zgody. Biorąc pod uwagę sytuację ekipy jednak Arkee plasowałbym wyżej.
No i mam problem z oceną ineosu, na 1 etapie wypadł im Ganna, ale anonimowość Thomasa czy brak rozwoju Rodrigueza na duży minus. Niby zespołowo próbowali działać w ucieczce, ale gdyby nie Arensman to byłoby bardzo krucho, najlepsze lata tej ekipy już minęły – ale tak to jest w sporcie.
A i w kontekście cofidisu jeszcze, ciekawe gdzie pojedzie Aniołkowski w najbliższym czasie, tdp? (tu są 1 no maks 2 etapy dla sprinterów), vuelta? Gorzej by nie wypadł na tdf. a jego pozycja obecnie jest dla mnie mocno niezrozumiała.
Czekam na tabelkę rankingową.
W artykuł wkradł się też mały błąd, bo Healy jechał na 2 etapach w żółtej koszulce, a że zdobył ją przed dniem przerwy to miał ją 3 dni , a nie jeden 🙂
Do poprawki : „Nim jeszcze przejdziemy do omówienia każdej drużyny warto krótko spojrzeć statystycznie na to co za nami podczas 112. edycji Giro d’Italia”
Bardzo fachowo. Jeśli chodzi o zespół Cofidis słowo „obrzydliwe ” jest idealnie dobrane.
Żal było patrzeć na jazdę cofidisu…
Dla mnie Quick Step poniżej oczekiwan, jakby nie patrzeć mieli walczyć o generalkę. No i Visma ok wynik końcowy sie broni, ale jako drużyna popełniali mnóstwo błędów i dali sie ogrywać. Pomocnicy zawiedli ewidentnie.
Zgadzam się z rankingiem może trochę bym podniósł Red Bull borę bo jednak 3 miejsce to 3 miejsce a roglic też utrzymał pierwszą 10 owszem zabrakło etapu ale jednak . Dal bym ich te 2 pozycje wyżej.
Healy to objawienie tego TdF. Rowniez myslalem, ze EF bez Carapaza, poprostu przejda obok wyscigu, a jednak sie mylilem! Uno X rowniez mega plus. Z minusow najwiekszy wg mnie Lotto. Szczerze to dopiero z tego podsumowania uswiadomilem sobie, że oni tam jechali…