fot. UAE Team Emirates - XRG / Sprint Cycling Agency

Tadej Pogačar po raz 4. w swojej karierze sięgnął po triumf w Tour de France! Słoweniec przez pełne 3 tygodnie zdawał się całkowicie kontrolować wydarzenia na trasie, ale jak sam przyznawał wyścig mocno go wykończył. Oto co na gorąco mówił zwycięzca 112. edycji Wielkiej Pętli.

Tegoroczne Tour de France dobiegło końca, a powoli opadający kurz po kolarskiej batalii zmył obficie padający w Paryżu deszcz. Po raz 4. w karierze po triumf w klasyfikacji generalnej tego wyścigu sięgnął Tadej Pogačar, którego tym samym już „tylko” 1 wygrana dzieli od znajdujących się w historycznych tabelach 5-krotnych zwycięzców Wielkiej Pętli, czyli Bernarda Hinaulta, Eddy’iego Merckxa, Jacquesa Anquetila i Miguela Induráina. Nim jednak przyjdzie czas na myślenie o przyszłości trzeba wypocząć, a Tadej Pogačar nie krył, że 112. edycja Tour de France niesamowicie go wymęczyła.

Cieszę się, że prowadziłem w klasyfikacji generalnej z dużą przewagą, bo szczerze mówiąc byłem bardzo zmęczony w ostatnim tygodniu. Nie chcę teraz mówić o tym czy coś poszło nie tak, że aż tak mnie ten Tour wykończył, ponieważ zależy mi przede wszystkim na tym, aby cieszyć się żółtą koszulką z moją drużyną

— mówił na powyścigowej konferencji prasowej Tadej Pogačar, którego zapytano czy w związku z tym nie obawia się wypalenia.

Jestem w takim momencie kariery, że mogę być zadowolony z tego, co osiągnąłem, nawet jeśli doświadczę wypalenia. Mam tego świadomość, że wielu sportowców doświadcza wypalenia. Psychicznego lub fizycznego. Dużo trenujemy, a kolarze czasem są zbyt przeciążeni treningami i startami. Wszyscy chcą więcej i lepiej. Czasami zawodnicy męczą się zbyt szybko w trakcie sezonu, a nadal trzeba dalej się ścigać. Tkwisz w tym cyklu, tęskniąc za wakacjami w październiku, a potem zaczynasz wszystko od nowa w grudniu. Tak, wypalenie też mi się zdarza. Pytacie wręcz czy to był mój ostatni Tour? Nigdy nic nie wiadomo

— tajemniczo, aczkolwiek z uśmiechem mówił zwycięzca 112. edycji Tour de France.

Mistrz świata został też zapytany o swoją relację z Jonasem Vingegaardem. O 5 lat to właśnie Słoweniec i Duńczyk zajmują pierwsze dwie lokaty w Wielkiej Pętli tworząc duet, który kiedyś może być wspominany niczym walka takich legend jak np. Fausto Coppi i Gino Bartali.

Podczas Dauphiné Jonas był, jak by to ująć, bardziej otwarty niż teraz. Rozmawialiśmy wówczas całkiem sporo o różnych rzeczach. Na Tourze nie było na to miejsca, ale uwielbiam go i ściganie się z nim. Dzisiaj, podczas tej luźnej części etapu, można powiedzieć parady, rozmawialiśmy ponownie o tym, jak fantastyczne było ostatnie 5 edycji. Wzajemnie się motywujemy. Zauważyliśmy też jak bardzo wszystko się zmieniło w ciągu ostatnich 5 lat. Tą rywalizacją podnieśliśmy sobie wzajemnie poziom i kolejny raz daliśmy z siebie wszystko, aby pokonać się nawzajem. Muszę przyznać, że walka z Jonasem była zacięta, ale po wszystkim okazałem mu szacunek i pogratulowałem mu wyścigu

— kontynuował Tadej Pogačar.

Słoweniec, choć dużo mówił o bólu i zmęczeniu, znalazł w sobie jeszcze pokłady energii na walkę na ulicach Paryża. Jak sam jednak przyznał spora była w tym zasługa organizatorów, którzy neutralizując czas na mokrych brukach sprawili, że kolarz UAE Team Emirates – XRG mógł przestać myśleć o bezpiecznym dowiezieniu koszulki do linii mety i pozwolić sobie na odrobinę nonszalancji.

Tak naprawdę nie miałem dziś siły, żeby się zmotywować do wyścigu. Cieszyłem się z neutralizacji czasu. Dzięki temu jazda na czele była bardziej komfortowa. Potrzebne były tylko dobre nogi. Starałem się, ale Wout był niesamowicie silny. To był piękny wyścig. Piękno było zresztą nie tylko dziś, ale przez całe 3 tygodnie. Brakuje mi słów by opisać to, że wygrałem już cztery Toury i że sześć razy z rzędu stanąłem na podium. Ten, w szczególności, jest naprawdę wspaniały. Jestem dumny, że wróciłem tutaj w żółtej koszulce. Kluczowe było to, jak jechaliśmy jako zespół. Mieliśmy dobrą atmosferę i ducha walki. Chcieliśmy walczyć od 1. dnia. Po 5. etapie, który kończył się na Mûr de Bretagne, wiedziałem, że mam dobre nogi, co powinno wystarczyć do walki o zwycięstwo. Walczyliśmy dalej każdego dnia. W 2. tygodniu ważne było, abym zbudował dużą przewagę, abym mógł wejść w 3. tydzień z większym komfortem

— podsumowywał wszystko zwycięzca klasyfikacji generalnej.

Tadej Pogačar pozwolił też sobie na kilka ciepłych słów dla organizatorów oraz zwrócenie uwagi, że wyścig odbył się niemal bez przykrych incydentów, a za to przyciągał na trasę masę widzów, w tym wielu młodych fanów. 26-latek jest zbudowany tym jak widzi dzieci zainteresowane tą dyscypliną.

Chciałbym również podziękować organizatorom za zorganizowanie tego fantastycznego wydarzenia, dzięki któremu możemy ze sobą konkurować, a ludzie mogą to oglądać i cieszyć się tym. Wszystkim kolarzom, którzy ukończyli Tour okazuje wielki szacunek. To był zdecydowanie jeden z najtrudniejszych wyścigów, w jakich kiedykolwiek brałem udział. Cóż więcej mogę powiedzieć? Może tu jeszcze wrócę [śmiech]. Dziękuję wszystkim począwszy od mojej rodziny, przez mój zespół i przyjaciół, każdemu, kto choć trochę mnie wspierał. Wszyscy kibice też byli fantastyczni. Prawie nie zauważyłem nienawiści czy konfliktów przy trasie podczas wszystkich etapów. To było piękne. Na wszystkich podjazdach widziałem mnóstwo dzieci dopingujących wszystkich, nie tylko wybranego, jednego kolarza. To było niesamowite doświadczenie

— kontynuował Tadej Pogačar.

Co dalej z kolarzem UAE Team Emirates – XRG? Według wstępnego kalendarza powinna go teraz czekać Vuelta a España, a następnie Mistrzostwa Świata w Kigali i Il Lombardia. Z drugiej jednak strony plotki takich serwisów jak AS donoszą, że Słoweniec zrezygnował już z udziału w hiszpańskiej trzytygodniówce. A gdzie jest prawda?

Teraz przyszedł czas świętować. Chcę spędzić kilka spokojnych dni w domu w tym tygodniu, a dopiero po pierwszych treningach przyjdzie czas na jakieś decyzje co do przyszłości. Póki co mam nadzieję, że pogoda będzie lepsza niż dziś w Paryżu

— krótko skwitował plotki Tadej Pogačar.


Wszystko o 112. edycji Tour de France:
Poprzedni artykułFlamme Rouge #13: Wcale nie wieczne Pola Elizejskie
Następny artykułWout van Aert: „To coś wyjątkowego móc ponownie wygrać na Polach Elizejskich”
Jakub Jarosz
Niegdyś zapalony biegacz, dziś sędzia siatkówki z Pomorza, przy okazji aktywnie grający w jednej z trójmiejskich drużyn. Fan kolarskich statystyk i egzotycznych wyścigów. Marzeniem związane z tą dyscypliną był wyjazd na Mistrzostwa Świata do Rwandy w 2025 roku. Po jego spełnieniu póki co szukam kolejnego, ale bez wątpienia chciałbym z kolarstwem zwiedzić świat.
guest
4 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze
Ricky
Ricky

Jak to… a podobno jechał na 70% i zastraszony przez peleton (pewnie przez burakowatych Włochów) bał się zwyciężać ;-).

yar
yar

Absolutnie nie powinien jechać Vuelty. Jego kalendarze startów akceptuje idiota

Adam
Adam

Pytanie , czy jest chory na astme?.

Led_2008
Led_2008

Zgadzam się, żadnej vuelty. Odpowiedni odpoczynek i zaatakować monument Paris- Roubax. To byłby dopiero szpas.