Fot.: Le Tour de France / A.S.O / Aurélien Vialatte

Thymen Arensman wygrał 19. etap 112. edycji Tour de France. Holender na ostatnich kilometrach tracił swoją przewagę, jednak udało mu się dojechać tuż przed finiszującymi za nim Jonasem Vingegaardem i Tadejem Pogačarem. Dla Arensmana to drugie zwycięstwo w tej Wielkiej Pętli. 

W związku z ogniskiem zakaźnym grudkowego zapalenia skóry u bydła w stadzie zlokalizowanym w okolicach Col des Saisies, organizatorzy musieli przeplanować trasę 19 etapu Tour de France. Zamiast planowanych prawie 130 kilometrów, na kolarzy czekało dziś 95 kilometrów i 3300 metrów przewyższenia. Zawodnicy musieli zmierzyć się trzema, zamiast zaplanowanymi wcześniej czterema, podjazdami: Col du Pré, Cormet de Roselend i La Plagne. Ta krótka trasa zapowiadała nam spore emocje. Nie było czasu i miejsca na rozgrywki taktyczne. Liczyliśmy na ostrą walkę od samego początku.

Jonas Vingegaard (Team Visma | Lease a Bike) zapowiadał, że wciąż nie składa rękawic i spróbuje podjąć walkę z Tadejem Pogačarem (UAE Team Emirates), a skrócona trasa dzisiejszego etapu pozwalała wierzyć, że jeśli Duńczyk chce jeszcze zaatakować, powinien to zrobić jak najszybciej. To właśnie wśród dwóch pierwszych zawodników klasyfikacji generalnej upatrywaliśmy głównego faworyta do zwycięstwa dzisiejszego etapu. Jako kandydatów do zwycięstwa wymieniano również trójkę walczącą o ostatnie miejsce na podium – Floriana Lipowitza i Primož Roglič (Red Bull – BORA – hansgrohe) i Oscara Onleya (Team Picnic PostNL).

Tuż po starcie ostrym dowodzenie w peletonie objęła drużyna Lidl – Trek. Amerykański team bardzo chciał uniknąć ucieczki przed, ulokowaną na 12. kilometrze po starcie, premią lotną, na której Jonathan Milan, lider klasyfikacji punktowej, chciał jeszcze powiększyć swoją przewagę i praktycznie zapewnić sobie zdobycie zielonej koszulki. Peleton zaakceptował takie rozwiązanie i pogodził się z tym, że walka o ewentualną ucieczkę dnia, rozpocznie się dopiero premii, którą zgodnie z oczekiwaniami, powiększając swój dorobek o 20 punktów, wygrał Włoch z Lidl – Trek.

Za walczącymi o punkty sprinterami przyczaił się Jonas Abrahamsen (Uno X-Mobility), który od razu podjął próbę ucieczki. Akcja nie przyniosła jednak skutku, gdyż Norweg został doścignięty jeszcze przed początkiem pierwszego podjazdu. Natomiast chwilę po jego rozpoczęciu zawiązała się kolejna akcja, w której odjechało kilkunastu kolarzy. Jednak równie szybko grupa ta porwała się po ataku Primoža Rogliča, na którego kole usiedli Michael Storer (Tudor Procycling Team), Einer Rubio (Movistar Team), Bruno Armirail (Decathlon AG2R La Mondiale Team), Victor Campenaerts (Team Visma | Lease a Bike), Tobias Foss (INEOS Grenadiers) i wciąż walczący o koszulkę w grochy, Lenny Martinez (Bahrain – Victorious). Po chwili Słoweniec przyspieszył jeszcze raz, zostawiając z tyłu kilku przeciwników. Za 5. w klasyfikacji generalnej Rogličem,  utrzymali się Martinez i Rubio. Troszkę wolniej jechał zawodnik Decathlonu, jednak po chwili doszedł on do uciekającej trójki.

Zmobilizowany Słoweniec, któremu na pewno po głowie chodziło wyścigowe podium, nadawał mocne tempo, które ostatecznie wytrzymał tylko kolarz drużyny z Bahrainu, który nawet wychodził czasami na zmiany. Zdeterminowany by dojechać do czołowej dwójki był triumfator z Mount Ventoux – Valentin Paret – Peintre (Soudal Quick – Step), który był w kilkunastoosobowej grupie atakującej u podnóża Col du Pré. Francuz podjeżdzał pod wzniesienie w swoim tempie i kilometr przed szczytem, dojechał do jadących na czele wyścigu. 20 punktów na górskiej premii zdobył Lenny Martinez, który wirtualnie wyprzedził drugiego w klasyfikacji górskiej Jonasa Vingegaarda. Około pół minuty starty miała grupa Fossa, Campenaertsa, Rubio i Armiraila. Mocne tempo w peletonie dyktowała drużyna z Emiratów, głównie za sprawą Tima Wellensa, który utrzymywał przewagę ucieczki poniżej minuty. Około 8 minut za peletonem jechało sprinterskie grupetto.

Na początku drugiego dzisiejszego podjazdu, na którym zlokalizowana była premia drugiej kategorii, nieco za peletonem zostało kilku kolarzy, w której znaleźli się przede wszystkim siódmy w generalce Kevin Vaquelin (Arkea B&B Hotels) i atakujący pierwszą dziesiątkę   (Team TotalEnergies). Tę sytuację postanowiła wykorzystać drużyna Uno X-Mobility, która za sprawą Andreasa Leknessunda, chciała narzucić mocne tempo i odjeżdzać zwłaszcza od zawodnika Arkea, który miał nieco ponad dwie minuty przewagi w generalce nad liderem norweskiej drużyny, Tobiasem Johannessenem. To z kolei sprawiło, że zaczęła maleć przewaga ucieczki, w której również doczekaliśmy się reakcji. Przyspieszył zwycięzca z Mount Ventoux, jego tempo utrzymał Roglič, jednak jeszcze przed premią górską na czoło ponownie dojechał Martinez, który zdobył kolejne 5 punktów do klasyfikacji.

45 sekund po trójce uciekinierów linię premii przeciął peleton. Grupa Vaquelina traciła do nich już minutę. Kolarze pomknęli w długi zjazd, a z nieba zaczęły spadać pierwsze krople.  Delikatny deszcz nie przestraszył Paret – Peintre’a, który szybko pomknął w dół. Po chwili dogonił go jednak czterokrotny zwycięzca Vuleta a Espana, który dociągnął również Martineza. Jednak po chwili Słoweniec jeszcze dokręcił i zostawił za sobą towarzyszy ucieczki. Roglič szybko zwiększał nad nimi przewagę. Równie mocno jechał Wellens i niedługo przed peletonem jechał już tylko kolarz drużyny Red Bulla.

Warunki zrobiły się trudniejsze. Deszcz rozpadał się już nie na żarty, drogi były całkiem mokre, jednak mistrz Belgii w dalszym ciągu nadawał wysokie tempo, dzięki czemu peleton doścignął Roglič na około 20 kilometrów do mety. Tuż przed finałowym podjazdem wyścig rozpoczął się na nowo.

Chwilę po rozpoczęciu wspinaczki kontrolowanie tempa przejął kolejny zawodnik UAE Team Emirates – XRG, Jhonatan Narváez, który swoim tempem porwał peleton. Wtedy na czoło wyszła, pracująca dla Felixa Galla, drużyna Decathlon AG2R La Mondiale, która chciała odrabiać straty do zostającego za peletonem, zmęczonego Rogliča, do którego Austriak tracił przed dzisiejszym etapem 2 minuty i 47 sekund.

Po zakończonej pracy swoich pomocników, na czele peletonu jechał Felix Gall, który jednak nie zdecydował się na atak. Swojej szansy spróbował Thymen Arensman (INEOS Grenadiers). Pechowo dla Holendra, kilka sekund później zaatakował lider wyścigu, za którym jak cień podążył Vingegaard. Reszta porwanego peletonu została z tyłu. Arensman próbował jeszcze kontratakować duet liderów i w końcu, przy którejś próbie, zawodnik INEOS odjechał od dwójki bardziej utytułowanych kolegów.

Jonas Vingegaard nie przejawiał zbyt dużego zainteresowania wygraniem dzisiejszego etapu i wobec braku zmian dawanych przez Duńczyka, mistrz świata zwolnił i dał się dogonić pięcioosobowej grupie, w której jechali Oscar Onley, Felix Gall, Tobias Johannessen, Ben Healy (EF Education Easy-Post) i właściciel białej koszulki – Florian Lipowitz (Red Bull – BORA – hansgrohe). Do mety pozostawało jeszcze ponad 10 kilometrów, a przewaga jadącego na czele Arensmana wynosiła około pół minuty.

Przez jakiś czas tempo w grupie liderów liderów nadawał Felix Gall, jednak gdy przewaga tej grupy nad Rogličem wzrosła do 5 i pół minuty, Austriak zjechał na koniec, a na czele grupy „pościgowej” jechał sam lider wyścigu, który nie chciał za wszelką cenę ścigać Arensmana. Po chwili jednak Słoweniec przyspieszył, a tempo wytrzymali jedynie drugi, trzeci i czwarty zawodnik klasyfikacji generalnej.

Na 4 kilometry przed metą przewaga uciekiniera zaczęła maleć. Nie wiązało się to jednak z jakiś mocniejszym atakiem z grupy lidera, a było po prostu skutkiem zmęczenia Holendra, który widocznie tracił siły. Tempo było jednak bardzo mocne, gdyż nie wytrzymał go Oscar Onley. Wówczas mocniej przykręcił Florian Lipowitz, który chciał powiększyć swoją przewagę nad Szkotem i umocnić się na podium wyścigu.

Przewaga Arensmana malała, jednak wobec braku mocniejszego, zdecydowanego przyspieszenia ze strony grupy liderów, Holender minął linię mety tuż przed Jonasem Vingegaardem i Tadejem Pogačarem.

Słoweniec ma przed dwoma ostatnimi etapami 4 minuty i 24 sekundy przewagi nad zawodnikiem Vismy. Na trzecim miejscu umocnił się Florian Lipowitz. O jedną pozycję awansował Felix Gall, o dwie Tobias Johannessen. Ryzyko nie opłaciło się Primožowi Rogličowi, który sporo stracił i spadł z piątego na ósme miejsce. O jedno miejsce spadł w generalce faworyt gospodarzy – Kevin Vaquelin.

Results powered by FirstCycling.com

 


Wszystko o 112. edycji Tour de France:
Poprzedni artykułWatersley Ladies Challenge 2025: Maria Okrucińska 2. na otwarcie
Następny artykułTour de France 2025: Klasyfikacja generalna po 19. etapie
Artur Goławski
Kiedyś szef ligi hiszpańskiej i wydawca na iGol.pl oraz regionalny wysłannik Kuriera Lubelskiego. Dziś zakręcony na punkcie kolarstwa (nie tylko tego na szosie). Miłośnik gotowania, NBA i języków romańskich. Prowadzę małe domowe zoo, składające się dwóch psów i trzech kotów.
guest
21 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze
Majkel Wantyrnałt. (oficjalny hejter uae)
Majkel Wantyrnałt. (oficjalny hejter uae)

Znowu nie ma o czym pisać, utrzymują typa na 30 sekund i nie potrafią go dogonić przez cały podjazd, chociaż mogliby to zrobić na ostatnich 500 metrach. Śmieszne jest sztuczne budowanie emocji przez stronniczych komentatorów, z których jeden po raz kolejny był bliski klimaksu.
Jutro musi wygrać Quinn Hettfield, bo nic innego się nie liczy, no chyba że wyciągnie najkrótszą słomkę…

Kokospoko
Kokospoko

Jonas odrobil 2 sekundy! Jeszcze 133 etapy i w takim tempie bedzie pierwszy! Wspaniala taktyka Vismy i Jonasa. Wspaniala. Czapki z glow. Ani rubla, ani cnoty. Etap przegrany, tour przegrany.

A Pogacar myslami juz w domu. Zmeczony chlop na maksa.

WyGienty
WyGienty

Absolutnie kompromitujący występ Jonasza. Wstyd. Hańba. Żenada. Rybak niech kończy karierę i wróci do patroszenia łososi. Dobrze że Tadeusz nie dociągnął go do wygrania ego etapu i brawa dla Arinsmana za ogolenie tego.

PKJK
PKJK

Nie kumam.

Albert
Albert

W końcu Jonas pokonał Tadka na podjeździe !! Brawo Jumbo!

Ronin
Ronin

Mega słaby 3 tydzień Pogacara. Dyrektorzy chyba widzą jak jest i na Vuelte go nie wypuszcza.

Wirgil
Wirgil

Najbardziej emocjonujący moment dnia, to chwila, gdy jakiś baran o mało co nie przewrócił Pogacara za metą.

Andrzej
Andrzej

Moim zdaniem Vingegaard pokazał dzisiaj brak serducha do walki. Nie zaatakować, żeby zgubić Tadeja i nadrobić czas rozumiem, bo to się chyba nie mogło udać, ale tak frajersko oddać zwycięstwo etapowe to coś, czego zrozumieć nie mogę. Dziwię się, bo wygrany etap chociaż w pewnym stopniu by powodował, że możnaby nie uznać tego wyścigu za kompletnie przegrany. A jeszcze dodatkowo byłby to znak, że Jonas może pokonać Tadeja. Ale pokonać to znaczy wygrać z nim etap, a nie przyjechać przed nim na 2-giej pozycji.

A Pogacar też dziwnie jak na siebie. Oddane etap na Ventoux, teraz kolejne dwa etapy bez ataku. Zwłaszcza dzisiaj to wyglądało dziwnie, bo Wellens sam skasowal odjazd i sytuacja wyjściowa była naprawdę dobra do kolejnego triumfu. Wydaje mi się, że Słoweniec ma już trochę dość. Można powiedzieć, że oszczędza się na Vueltę, choć ja myślę, że formą trochę spadła w porównaniu do pierwszych dwóch tygodni.

Lipowicz zdecydowanie numer 3 w tym wyścigu, a całe emocje związane z tym, że mógłby go Onley wyprzedzić to pochodna dziwnej strategii RB Bory. Dzisiaj zresztą to samo zrobili z Roglicem, który wypruł się z sił jadąc w małej grupce 30-60 sekund przed peletonem. I to był chyba ostatni raz, kiedy miał szansę być liderem na Tour.

Bardzo mocny Decathlon dzisiaj i zasłużony awans Galla do czołowej 5.

Ogólnie nudne dwa etapy z perspektywy walki o generalkę. Kto się na to nastawiał, ten na pewno czuje niedosyt. Myślę, że jeżeli chodzi o emocje to Giro zostawiło ten Tour daleko z tyłu.

Marcin
Marcin

Zastraszony Tadej oddał 4 etapy. Gdyby chciał, Vingegaard miałby 10-15 minut straty. Ale ok, pojechał Tour na 70% możliwości. Na Vuelcie zdeklasuje rywali w pierwszym tygodniu potem wrzuci na luz. I to samo na MŚ i na Lombardii. Mega nudny to był wyścig, zero emocji.

Kuba
Kuba

Wygląda jakby obaj mieli już dość tego Touru. Pomocnicy też wykończeni. Visma poszła na wyniszczenie od samego początku i wszyscy jadą teraz na ostatnich oparach. W zeszłym roku UAE miało trzech kolarzy w top 10 a Visma dwóch. W tym roku tylko Tadej i Jonas.

Ricky
Ricky

Zachowanie Janusza może trochę dziwić ale w sumie co miał zrobić? Jakby zaatakował, to Tadeusz by mu usiadł na kole i wyprzedził pewnie na mecie (chyba nikt nie ma złudzeń, że by mu oddał zwycięstwo). Z drugiej strony w końcu i tak nie wygrał żaden…

MaciekSatan
MaciekSatan

Tego oddawania zwyciestw,to nie kupuję…
To tak jakby lata temu Manx Man miał zwalniać 100m do kreski bo on się już nawygrywał. Bzdura. Etap to prestiż,a przede wszystkim kasa i podziękowanie dla pomocników w dolinach i pocztkach podjazdów.
Te ostatnie etapy górskie, to dziwadło na skalę ostatnich lat.

Ricky
Ricky

MaciekSatan masz rację ale ja przecież nie napisałem, że Pogaczar powinien byl tak zrobić 😉 Tylko rozumiem Jonasza trochę, że nie zaatakował po to, by mu Tadek na mecie wyskoczył zza koła. Chociaż sądzę, że przede wszystkim nie miał już siły, co było już widać wczoraj na ostatnim podjedzie i cały etap dziś.

Michał
Michał

Pogacar jest zmeczony. Ale madrze jedzie na spokojnie aby sie nie zajechac na reszte sezonu.
To czy wygra z przewaga 4 czy 10min to nikt za rok nie bedzie pamietal. Liczy sie wygrana w GC.
I Jonas wie od kilku dni, ze nie wygra. Mozna jedynie liczyc na jakis cud typu mocny wypadek Tadeja. Bo w normalnej walce Visma nie daje rady. UAE nadspodziewanie mocne, nawet mimo wypadku Almeidy.
Jonas dzisiaj totalnie położył etap. Według mnie obawiał się, że jeśli będzie walczył to i tak przegra na linii mety. Wiec wolał odpuścić. A Pogi chyba też mocy duzo nie czuł bo jakby miał pełnię sił to by poszedł sam i się nie martwił czy Jonasa wiezie na plecach czy nie.
Duże brawa dla Lipowitza, ze dzis dał radę. Ja miałem obawy czy dzis nie padnie. Padł za to Roglic. No cóż, momenty mial ale finalnie słaby występ. Lipowicz jest liderem i tyle. Roglic co mial wygrać to już wygrał i nic wielkiego już nie osiagnie.

Kuba
Kuba

Część opinii jest taka, że Tadej oszczędza się już z myślą o Vuelcie. Z drugiej strony pojawiają się głosy zupełnie przeciwne – że go ten Tour faktycznie wymęczył i Vueltę sobie odpuści. Ciekawe co wtedy zrobiłby Jonas, który też myślami jest już chyba na porządnym urlopie w domu.

Kamil
Kamil

Bardzo prawdopodobne że ledwo już jechali, nie ma z czego Jonas dołożyć bo by go ewentualnie za moment odcięło definitywnie a wiemy ile to może minut kosztować, więc jadą jak jadą. Holender świeższy od nich, więc dał radę się utrzymać.
Pogi wygrywa źle, Pogi „odpuszcza” źle. Nie dogodzisz.

No ja!
No ja!

Michał masz rację. Też tak myślę. Dodatkowo Pogacar mi wygląda na lekko chorego/przeziebionego. Widać że nie jest w pełni sił albo bardzo zmęczony.

Adam
Adam

Jonas już kiedyś wygrał. W tym roku juz wie, że tylko wypadek Pogacara go uratuje. I mimo wszystko nie zaryzykował. A nie ma wiele do stracenia, drugie miejsce dla niego, to żadne pocieszenie. Nie mówiąc o tym ryzyko spadku też było niewielkie. Totalnie niezrozumiała, zachowawcza jazda na kole jakby bronił pozycji.

Don
Don

Do Marcin
Podstaw sobie Rafał Majka w miejsce Tadej Pogacar i wtedy odpowiedz sobie czy ten wyścig byłby nudny.

Arnaund
Arnaund

Uroczy są ci wyznawcy Pogacara.
Pewnie, moim zdaniem jechał na 50% i jakby tylko chciał, bo mógł mieć co najmniej godzinę przewagi na Jonasem xD

Anna K
Anna K

na razie większe emocje wywołuje u mnie Tour de France kobiet 😀 mamy świetną zawodniczkę, oby Niezgoda powtórzyła swój ostatni sukces, jak na razie jest dobrze