Choć w swoim dorobku na szosie ma już kilkanaście medali imprez mistrzowskich to Filipowi Maciejukowi cały czas mało – w niedzielę powalczył o kolejny krążek, tym razem w wyścigu ze startu wspólnego elity mężczyzn w ramach Mistrzostw Polski w kolarstwie szosowym – Dobczyce 2025. Skończyło się 4. miejscem, po którym 25-latek miał uczucie niemałego niedosytu.
Filip Maciejuk przyjechał na tegoroczne Mistrzostwa Polski jako obrońca tytułu w jeździe indywidualnej na czas i powiedzieć, że utrzymał koszulkę to byłoby mało, bowiem nie oddawałoby stylu, w jakim tego dokonał. Wtedy w naszej rozmowie 25-latek zapowiadał, że po krótkim odpoczynku zobaczymy go w walce w niedzielnym wyścigu ze startu wspólnego i rzeczywiście tak było. Ostatecznie zawodnik Red Bull – BORA – hansgrohe zajął w tej rywalizacji 4. miejsce – czy to najgorsza lokata dla sportowca?
Na pewno najgorsza… 4. miejsce. Co mogę powiedzieć? Ciężka trasa, trochę nie pode mnie, ale starałem się dać z siebie wszystko i pojechać jak najlepszy wyścig. Od drugiej rundy miałem skurcze i myślałem, że skończy się o wiele gorzej, ale przełamałem je i puściły, ale to nadal nie było to – gdy zaatakował Rafał i Paweł to musiałem jechać swoje. Przez skurcze zostało mi pokonywać kolejne kilometry swoim rytmem
— opowiadał na gorąco Filip Maciejuk.

Filip Maciejuk i swój rytm to było ogólnie połączenie, które oglądaliśmy przez całą długość wyścigu. 25-latek nie pojechał bowiem bezpośrednio za Rafałem Majka gdy ten atakował na 2. rundzie w Zegartowicach, ale przeskoczył do niego później – choć komentujący w sieci wyścig fani nie spodziewali się, że ktokolwiek będzie jeszcze w stanie dogonić późniejszego mistrza. Ba, Filip Maciejuk podjął nawet z Rafałem Majką dobrą współpracę, za to ten drugi później mu dziękował słowami „zrobił nieziemską robotę”.

Zostałem z tyłu przez skurcze, gdyby nie one to byłbym w stanie walczyć o medal. Może nie o złoto, ale o medal na pewno
— tłumaczył przyczyny pozostania z tyłu Filip Maciejuk, którego dopytałem o to czy gdy jechał na 4. miejscu to myślał jeszcze o walce o dogonienie duetu z Mazowsze Serce Polski – Pawła Bernasa i Mateusza Gajdulewicza.
Oczywiście, że cały czas starałem się dojechać do kolarzy Mazowsza, ale też nie wiedziałem co się działo z tyłu. Do końca wierzyłem, ale jechałem na oparach, walczyłem sam ze sobą. No niestety, 4. miejsce jest najgorsze, ale taki jest sport
— dodał kolarz Red Bull – BORA – hansgrohe.
4. miejsce na mającej ponad 4 tysiące metrów przewyższenia trasie w Dobczycach, 2. lokata na niemal płaskich szosach wokół Ostrołęki – Filip Maciejuk w ostatnich edycjach Mistrzostw Polski udowodnił, że nie ma takiego terenu, w którym nie włączyłby się do walki o medale. A jaka byłaby wymarzona trasa dla 25-latka by sięgnąć po tytuł w rywalizacji ze startu wspólnego?
Jeśli noga podaje to jestem w stanie powalczyć. Wiadomo, że Mistrzostwa Polski rządzą się swoimi prawami, a worldtourowe kolarstwo jest nieco inne, ale ja jeśli mam nogę to jestem w stanie powalczyć i myślę, że jeszcze wrócę na niejedne mistrzostwa i postaram się zdobyć koszulkę. Wymarzona trasa? Myślę, że troszkę mniej przewyższenia niż mieliśmy tutaj, takie 2,5 – 3 tysiące metrów byłoby fajne. Jakby jeszcze były jakieś brukowane podjazdy to było to dla mnie, ale w Polsce nie mamy takich, więc trzeba brać to co jest
— zakończył Filip Maciejuk, którego z wozu technicznego i na trasie wyścigu wspomagał przez niedzielny wyścig niejeden członek sztabu Red Bull – BORA – hansgrohe, czyli zespołu, który wciąż ma w swoich szeregach niejednego Polaka.

W sercu wydarzeń, pod Hotelem Dobczyce, rozmawiał Jakub Jarosz.
Wszystko o Mistrzostwach Polski w kolarstwie szosowym – Dobczyce 2025:
- Relacja z czasówki orlików
- Relacja z czasówki elity kobiet i orliczek
- Relacja z czasówki elity mężczyzn
- Relacja z wyścigu ze startu wspólnego orlików
- Relacja z wyścigu ze startu wspólnego elity kobiet i orliczek
- Relacja z wyścigu ze startu wspólnego elity mężczyzn
- Wszystkie artykuły









