fot. Arena Pruszków

Igrzyska olimpijskie w Paryżu w wykonaniu Mateusza Rudyka już teraz można zaliczyć do udanych. Po kilku ciężkich pojedynkach z najlepszymi sprinterami świata, Polak uplasował się na 5. pozycji. O sukcesie Mateusza Rudyka, specyfice olimpijskich zawodów i pracy, którą wykonał od nieudanych igrzysk w Tokio, porozmawialiśmy z Igorem Krymskim, trenerem polskich sprinterów.

Mateusz Rudyk od lat współpracuje z trenerem Igorem Krymskim, wraz z którym osiągał największe sukcesy, w tym medale mistrzostw świata i Europy. Dla polskiego duetu to drugie igrzyska olimpijskie – pierwsze nie zakończyły się powodzeniem. W Tokio Mateusz Rudyk zakończył rywalizację w swojej koronnej konkurencji, sprincie, na repasażach po pierwszej rundzie. Tym razem miało być inaczej i jest, choć nie obyło się bez problemów w przygotowaniach.

– Przygotowania, a szczególnie końcówka, były schrzanione przez różne sytuacje i ten mental w samej końcówce, gdzie był najważniejszy, nie był najlepszy. Wszystko powinno przebiegać spokojnie, zupełnie inaczej, ale przez kilka niefajnych sytuacji wszystko się popsuło i sporo straciliśmy z tych trzech lat przygotowań. Wiedzieliśmy, że nogi są, ale nie było tego błysku i wahaliśmy się, w jaki sposób podejść do tego startu. Stwierdziliśmy, że rozbijemy to głową i spokojem i rzeczywiście w porównaniu do tego, co Mateusz prezentował w Tokio, to jest zupełnie inny poziom mentalności, bo nogi były zbliżone

– mówił nam Igor Krymski na welodromie w Saint-Quentin-en-Yvelines.

W kwalifikacjach Mateusz Rudyk ustanowił nowy rekord Polski, jednak dało to „dopiero” 11. miejsce. Z tego powodu w kolejnych rundach musiał liczyć się z trudnym rozstawieniem. Bezpośrednia rywalizacja poszła mu jednak bardzo dobrze, a po wygranym, trzyosobowym repasażu z Mikhailem Yakovlevem i Mohdem Azizulhasnim Awangiem awansował do ćwierćfinału. Tam trafił na wielokrotnego mistrza świata i multimedalistę olimpijskiego, Harrie’ego Lavreysena.

– Jestem zadowolony, w ostatnim biegu taktycznie Mateusz zrobił wszystko, co miał zrobić. Nie było tam niczego, co mógłby poprawić. Mamy top8, jutro wydaje się bieg nie do przejścia, bo od razu dostajemy rekordzistę świata, dlatego na pewno będzie trudno, ale mamy troszkę czasu do 18 na regenerację i na pewno podejmiemy rękawicę. Patrzymy też na keirin, tam jest troszkę większa loteryjność i na pewno będzie łatwiej o wyższe miejsce niż top8, tak że ja też z olbrzymią niecierpliwością i młodzieńczą ekscytacją patrzę na ostatnie dni keirinu

– powiedział Igor Krymski.

– Nie analizowałem zbyt mocno, ale nie przypominam sobie takiego wyniku w sprincie na igrzyskach olimpijskich. Przez ostatnie kilkanaście lat nie było takiego wyniku, więc to jest coś dużego. Olbrzymie gratulacje dla tego chłopaka i czapki z głów

– powiedział trener reprezentacji Polski i Mateusza Rudyka. Ostatni raz Polak na piątej pozycji w sprincie uplasował się w Tokio, jednak nie w 2020, a w 1964 roku. Reprezentantem, który tego dokonał, był Zbysław Zając.

Walka z rekordzistą

Jedyny Biało-Czerwony w męskim sprincie wielokrotnie w swojej karierze mierzył się z Harrie’emLavreysenem, jednak w rywalizacji do dwóch zwycięstw jeszcze nie udało mu się z nim zwyciężyć. Warto jednak podkreślić, że od 2019 roku w imprezach mistrzowskich nikt nie pokonał dominującego Holendra. W Saint-Quentin-en-Yvelines pobił on rekord świata na 200 metrów ze startu lotnego, uzyskując czas 9,088 s.

– Same prędkości, które oni rozwijali w kwalifikacjach to już jest duża różnica, bo to jest przeszło 0,3 sekundy. To jest olbrzymia różnica prędkości. Na kartce nie ma argumentu na tego gościa, ale Yakovlev to zbliżony poziom, a jednak uległ w jednym z repasaży. Lavreysen to jest kompletny zawodnik i ciężko go w jakiś sposób zaskoczyć, jeśli jest się wolniejszym na papierze, ale będziemy próbować. Jesteśmy przygotowani, mamy świeży umysł i wiarę

– dodał Igor Krymski.

W pojedynku ćwierćfinałowym Mateusz Rudyk uległ mistrzowi świata, ale pozostawił po sobie dobre wrażenie, które nie zatarło się w rywalizacji o 5. pozycję. Tam również zaprezentował się ze świetnej strony, jednak na metę wpadł jako trzeci. Został jednak nieczysto zablokowany przez Japończyka Kaiyę Otę, który został relegowany. Taki sam los spotkał też Hamisha Turnbulla i w konsekwencji Mateusz Rudyk uplasował się na znakomitym, 5. miejscu.

Wracając jednak do niezwykłych prędkości osiąganych przez ścisłą, światową czołówkę – rekord globu chwilę przed Lavreysenem poprawił inny z zawodników, z którym mierzył się Mateusz Rudyk – Matthew Richardson. Nie był to jednak wyjątek – wcześniej na podparyskim welodromie padały rekordy w sprincie drużynowym oraz drużynowym wyścigu na dochodzenie na 4 kilometry. Zapytaliśmy trenera polskiej kadry sprinterów o przyczynę tak szybkiej jazdy.

– Ta wysoka ściana w wirażu jest jedną z wyższych na świecie. Do tego temperatura, która tu panuje, bo organizatorzy dbają o to, żeby było gorąco. Codziennie jest powyżej 30 stopni i to wszystko wpływa na to, że powietrze jest rzadsze. Ciśnienie jest co prawda wysokie i ta gęstość atmosfery może nie jest tak wybitna, jakby zakładali, ale jest dobra wilgotność, wysoka temperatura i to sprzyja rekordom. Tor jest gładki, zachowane są odpowiednie proporcje wiraży do prostych i bardzo fajnie się steruje. My bardzo lubimy ten tor, bo jest łatwy i myślę, że jakbyśmy każdego tutaj spytali, to też by tak odpowiedział

– tłumaczył, dodając, że w kolarstwie torowym cały czas trwa wyścig technologiczny, a najbogatsze reprezentacje wykorzystują swoje budżety, by zdobywać przewagę nad rywalami nawet w najmniejszych detalach.

– To są igrzyska olimpijskie. Tutaj zawsze największe nacje wyciągają coś ekstra. Sprzęt jest kosmiczny, wyciągają rzeczy, które do tej pory nie były pokazywane. Jest taka szara strefa akcesoriów, których nie trzeba rejestrować, a można w ten sposób poprawić ten performance samego roweru. Ja sobie chodzę i robię zdjęcia, bo jestem w cudzysłowie „świrem” względem nowości technologicznych. Naprawdę jest mnóstwo nowych rzeczy, jeszcze więcej niż w Tokio. Te pieniądze są tak pompowane w te bogate kraje, że aż się robi przykro. Są też jakieś niewypały, ale rzadko się to zdarza. Na przykład sprinterzy zaczęli stosować koła pod oponkę i jeżdżą na takich samych kołach, jak średni dystans od pewnego czasu. Nie stosują wcale wysokich ciśnień, bo w granicach 8,5-9 barów to i tak jest dość dużo, ale nie biją 12-14, jak w szytkach. Są to duże balony. Do tego korby, kierownice, większe blaty z większym rozstawem śrub, nowe ramy, które też pokazali na chwilę, zrobili zdjęcia i schowali do igrzysk

– wyjaśniał Igor Krymski.

Przemiana Mateusza Rudyka

Zajmując 5. miejsce w sprincie indywidualnym, Mateusz Rudyk osiągnął duży sukces. Przed nim – jak wspominał Igor Krymski – jeszcze zmagania w keirinie, ale już teraz są to dla Polaka o wiele bardziej udane igrzyska niż te w Tokio.

– Odpuściliśmy sobie trochę presję na wynik. Udział w igrzyskach olimpijskich jako sportowiec to jest coś niesamowitego i trzeba z tego czerpać. Nawet dziś rozmawialiśmy, że z tych startów w igrzyskach w Tokio on niewiele pamięta, gdyby nie materiały wideo. Był tak zestresowany. Tutaj jest tak świadomy, ma flow, schodzi z biegu i jest w stanie powiedzieć mi coś, czego ja nie widziałem. W Tokio schowałby głowę, machnąłby ręką i tyle. To jest bardzo ważna sfera, która u nas niestety jest często zaniedbywana

 – zakończył Igor Krymski.

Mateusz Rudyk już jutro stanie na starcie pierwszej rundy keirinu, który będzie jego drugą i zarazem ostatnią konkurencją w igrzyskach olimpijskich w Paryżu. Polak pojedzie w piątym biegu raz z takimi zawodnikami, jak Nicholas Paul czy Sam Daikin, z którym mierzył się w sprincie. Pierwsza runda keirinu rozpocznie się tuż przed godziną 17.20.

Z welodromu w Saint-Quentin-en-Yvelines dla Naszosie.pl, Kacper Krawczyk

Poprzedni artykułParyż 2024: Siostry Daria i Wiktoria Pikulik na 7. miejscu w madisonie
Następny artykułParyż 2024: Polki zakończyły zmagania w sprincie. Kolejne złoto Harrie’ego Lavreysena!
Kacper Krawczyk
Szukam ciekawych historii w wyścigach, które większość uważa za nieciekawe.
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze