fot. UCI

Zarówno kobiety, jak i mężczyźni rywalizowali dziś w sprincie indywidualnym na torze w Saint-Quentin-en-Yvelines. Panowie ścigali się o medale, natomiast panie rozgrywały pierwsze rundy. Niestety nie przebrnęły przez nie Marlena Karwacka i Nikola Sibiak, które zakończyły tym samym udział w igrzyskach olimpijskich.

Piątkowe zmagania na torze kolarskim w ramach igrzysk olimpijskich w Paryżu były podzielone na dwie sesje. W pierwszej z nich oglądaliśmy między innymi początek rywalizacji sprinterek, którą zainaugurowały kwalifikacje. Podczas kilku dni ścigania na wypolerowanych deskach welodromu na południowym-zachodzie stolicy Francji zdążyliśmy się już przyzwyczaić do regularnego bicia rekordów globu.

Nie inaczej było tym razem. Wystarczy napisać, że osiągnięcie dotychczasowego rekordu świata wystarczyłoby dopiero na piątą pozycję. W kwalifikacjach na 200 metrów ze startu wspólnego najlepiej spisała się Lea Sophie Friedrich z reprezentacji Niemiec, zmotywowana po wczorajszym niepowodzeniu w keirinie. Wielokrotna medalistka mistrzostw świata uzyskała wynik 10,029 sekundy i wyprzedziła Emmę Finucane oraz Ellesse Andrews, triumfatorkę keirinu.

Marlena Karwacka zakwalifikowała się z 23. czasem — 10,758 s — a Nikola Sibiak uplasowała się dwie pozycje dalej. To miejsce nie dawało jednak prawa startu w 1/32 finału. Tam szybsza z Polek zmierzyła się ze wspomnianą już Emmą Finucane, która okazała się od niej lepsza. W biegu repasażowym Marlena Karwacka zajęła drugą pozycję, ulegając Francuzce Taky Marie Divine Kouame, zagrzewanej do walki przez francuskich fanów. Tym samym biało-czerwone sprinterki, które uplasowały się na 7. pozycji w sprincie drużynowym, zakończyły rywalizację w igrzyskach olimpijskich.

Dziś rozegrano także finałowe biegi sprintu mężczyzn, do których zakwalifikowali się Harrie Lavreysen, Jack Carlin (pierwsza para) Matthew Richardson oraz Jeffrey Hoogland (druga para). Oba pojedynki rozstrzygnęły się w dwóch biegach, padając łupem faworyzowanych zawodników — Lavreysena i Richardsona. W finale po raz kolejny triumfował Harrie Lavreysen, zdobywając czwarty złoty medal olimpijski w karierze. Australijczyk postawił dominującemu Holendrowi trudne warunki, jednak nie znalazł na niego sposobu i musiał zadowolić się srebrnym medalem.

− Byłem niepokonany przez ostatnie lata, a jeśli ktoś znajdował na mnie sposób, to był to Matthew. Gdy zobaczyłem, że awansował do finału, spodziewałem się, że nie będzie łatwo. W kwalifikacjach mieliśmy bardzo podobne wyniki. Jego przyspieszenie jest bardzo dobre. Chciałem postawić na dłuższe finisze, żeby utrudnić mu zadanie

— mówił Lavreysen, dodając, że najprawdopodobniej dziś był jego najlepszy dzień na rowerze w życiu.

Mając na swoim koncie liczne złote medale igrzysk olimpijskich, mistrzostw świata i Europy, Holender może czuć się zawodnikiem spełnionym. Do skompletowania wszystkich sukcesów w konkurencjach sprinterskich brakuje mu jednak jednego − złotego medalu w keirinie. W Tokio był rzecz jasna głównym faworytem, ale ze względu na specyfikę konkurencji musiał zadowolić się brązem. Złoto wywalczył odpuszczony przez resztę stawki Jason Kenny, a na 2. miejscu finiszował Malezyjczyk Mohd Azizulhasni Awang.

Harrie Lavreysen po dzisiejszym sukcesie przyznał, że na razie nie zaprząta sobie głowy weekendowymi zmaganiami.

− Nie myślę za bardzo o keirinie. Najpierw chcę nacieszyć się tym medalem, jutro odpocząć i przejść przez pierwsze rundy. Zobaczymy, jak wszystko potoczy się w niedzielę

− dodał.

Podobnie jak trzy lata temu w Tokio, brązowy medal w sprincie indywidualnym wywalczył Brytyjczyk Jack Carlin. Przypominamy również, że 5. miejsce w tej konkurencji zajął Mateusz Rudyk.

Z welodromu w Saint-Quentin-en-Yvelines dla Naszosie.pl, Kacper Krawczyk

Poprzedni artykułIgor Krymski o przygotowaniach Mateusza Rudyka: „Odpuściliśmy sobie presję na wynik”
Następny artykułPróba sił – zapowiedź Donostia San Sebastián Klasikoa 2024
Kacper Krawczyk
Szukam ciekawych historii w wyścigach, które większość uważa za nieciekawe.
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze