Przed kilkoma laty Iuri Leitao przebojem wdarł się do czołówki torowych średniodystansowców. Jego kariera nabrała tempa, a kolejne medale przybywały na jego koncie jak grzyby po deszczu. Krążka igrzysk olimpijskich jeszcze nie miał, ale zmieniło się to po wczorajszym omnium. W finałowej konkurencji Portugalczyk pokazał prawdziwego ducha olimpijskiego, czekając na wracającego po upadku Benjamina Thomas.
Sport kocha wielkie rywalizacje, a do takiej z pewnością należał wczorajszy pojedynek Benjamina Thomas i Iuriego Leitao. Mimo że do finałowej konkurencji torowego omnium nie przystąpili na pierwszych dwóch pozycjach, byli jednymi z faworytów do zwycięstwa − w wyścigu punktowym nie zawiedli.
Aktywna jazda obydwu zawodników rozgrzała kibiców, szczególnie, że większość z nich wspierała Benjamina Thomas. Wydawało się, że Francuz ma wszystko pod kontrolą, jednak sytuacja zmieniła się nieco ponad 20 okrążeń przed metą, gdy zaliczył upadek. Wbrew obawom kibiców zgromadzonych na welodromie w Saint-Quentin-en-Yvelines, kontynuował ściganie, jednak musiał wrócić do głównej grupy.
Nie był w stanie wziąć udziału w trzecim od końca sprincie, ale tego samego nie zrobił również jego największy rywal − Iuri Leitao.
− Sprawdziłem, czy wszystko jest z nim w porządku i że możemy walczyć o złoto. Miał pecha. Byłoby nie fair, gdyby przegrał w taki sposób złoto. Chciałem upewnić się, że było z nim wszystko w porządku. Poczułem ulgę, gdy okazało się, że nic mu nie jest i mogliśmy kontynuować naszą walkę. To było właściwe zachowanie
− mówił po zakończeniu zmagań Portugalczyk.
Jego postawa podkreśla ducha olimpijskiego, którego tak często mogliśmy zaobserwować w igrzyskach w Paryżu. Ostatecznie zmotywowany Francuz sięgnął po zwycięstwo, ale na mecie obaj kolarze płakali ze szczęścia.
− Ciężko było w to uwierzyć. Omnium było tak długie i trudne, a rywale tak mocni. Po przejechaniu mety widziałem, że tego dokonałem. To niezwykłe, wręcz niewyobrażalne
− powiedział Iuri Leitao.
Być może omnium potoczyłoby się inaczej, gdyby nie kontrowersyjna neutralizacja w wyścigu eliminacyjnym. Po relegacji Fernando Gavirii, sędziowie wznowili rywalizację, jednak większość zawodników nie słyszała dzwonka sygnalizującego okrążenie eliminacyjne. Wśród nich był Iuri Leitao, który wjechał na metę na ostatniej pozycji i odpadł z wyścigu na szóstej pozycji.
Co ciekawe, w powyścigowym wywiadzie Portugalczyk przyznał, że zmagania w trzeciej konkurencji przejechał ze złamanym kołem.
− Nie powiem, że to nie był mój błąd, ale ja i inni nie słyszeliśmy dzwonka. Po czymś takim nie można jednak już nic zrobić — trzeba skupić się na kolejnym wyścigu. Thomas był silniejszy i nic więcej nie dało się zrobić
− mówił szczęśliwy Portugalczyk, który liczy na to, że jego medal − pierwszy w historii portugalskiego kolarstwa torowego − będzie stanowił inspirację dla młodszych zawodników.
− Mamy utalentowanych zawodników i mam nadzieję, że będę dla nich inspiracją, tak jak ja kiedyś miałem swoich idoli. Cieszę się, że mogłem wywalczyć ten medal dla Portugalii i być może zmotywowałem przyszłych mistrzów. To bez wątpienia moje największe osiągnięcie, ale wciąż mamy wiele do zrobienia
− dodał Iuri Leitao, którego jutro czeka jeszcze start w madisonie. Kto wie, być może już wtedy zdobędzie swój drugi olimpijski medal?
Z welodromu w Saint-Quentin-en-Yvelines dla Naszosie.pl, Kacper Krawczyk









jednak szosa > torowe pomysly