fot. UCI

Tydzień temu przemawiając do dziennikarzy w Grand Palais Remco Evenepoel mówił, że liczy na dużą imprezę po wyścigu ze startu wspólnego, podczas której wraz z bliskimi będą celebrowali dwa złote medale w kolarstwie szosowym na igrzyskach olimpijskich. Jego życzenie się spełniło, choć w zasadzie można powiedzieć, że sam zamienił się w dżina i spełnił swoją prośbę.

Konferencja prasowa po indywidualnej jeździe na czas w Paryżu zaczęła się od motywu jedzenia − w roli głównej był Wout van Aert, który po wywalczeniu brązowego medalu zajadał się makaronem. Pierwsze słowa Remco Evenepoela do dziennikarzy po zdominowaniu wyścigu ze startu wspólnego brzmiały natomiast: − Czy ma ktoś coś do jedzenia?

Po chwili w jego stronę poleciały trzy batoniki, za które świeżo upieczony, podwójny mistrz olimpijski mocno dziękował. Zastrzyk energii był mu bardzo potrzebny po tym, jak zostawił wszystkie siły na paryskich brukach i asfaltach. W swoim stylu, wykorzystując chwilę przestoju, Evenepoel wyrwał się do przodu, błyskawicznie wzmacniając kilkuosobową grupę.

Następnie swoim przyspieszeniem stopniowo odczepiał kolejnych zawodników, aż został z nim tylko Valentin Madouas. Francuz tylko teoretycznie miał przewagę swojej publiczności − przy trasie Evenepoelowi kibicowało tysiące belgijskich kibiców, którzy do Paryża mieli rzut beretem. Mistrz olimpijski w indywidualnej jeździe na czas, zmotywowany kolejnym już w swojej krótkiej karierze przejściem do historii, zgubił w końcu rywala i triumfował w kolejnym paryskim wyścigu.

− Prawdopodobnie to igrzyska, które będą najbliżej mojego kraju i domu. Przy drodze było wielu moich rodaków, rodzina, znajomi. Możliwość dzielenia tego momentu z nimi jest bardzo wyjątkowa. Nie mogłem o tym marzyć, szczególnie w takim pięknym miejscu, jak Paryż − to niewyobrażalne. Być może będzie to najlepszy miesiąc w mojej karierze

− mówił po zakończeniu rywalizacji Remco Evenepoel.

− Moment, w którym zaatakowałem, jest typowy dla mojego stylu jazdy. Gdy wyścig staje się ciężki i tempo nieco spada, wtedy przyspieszam. Mieliśmy 30-40 sekund do grupy za nami, Valentin był najsilniejszy z ucieczki i ciężko było go zgubić, ale pojechałem dzisiaj zgodnie z planem

− dodał.

Plan Remco Evenepoela i jego kolegów z reprezentacji został wykonany perfekcyjnie, ale mógł lec wraz z defektem, który przytrafił mu się ledwie 4 kilometry przed metą, gdy akurat przejeżdżał przez dobrze znany na całym świecie dziedziniec Luwru. Belg nie miał jednak czasu na oglądanie słynnych obrazów czy rzeźb − uciekały mu cenne sekundy, a wyścig nie był przecież jeszcze wygrany. Wszystko skończyło się ostatecznie na strachu. Jak przyznawał po zakończeniu rywalizacji, stres byłby mniejszy, gdyby znał aktualną przewagę nad drugim Valentinem Madouas.

− To był bardzo stresujący moment, szczególnie, że kilometr wcześniej motocykl jechał koło mnie i pokazał mi 25 sekund przewagi. Spodziewałem się, że Valentin i grupa za nim od razu mnie wyprzedzą, ale na szczęście była to błędna różnica. Miałem pecha, że uderzyłem tylnym kołem w kostkę brukową, przez co powietrze od razu uszło z opony. Wymiana poszła bardzo płynnie, a ostatecznie cała sytuacja dodała smaczku do mojego zwycięstwa

− opowiadał.

Zneutralizować holenderskie zagrożenie

Belgijska drużyna przystąpiła do dzisiejszego wyścigu ze startu wspólnego jako zdecydowani faworyci. W takiej sytuacji kolarze z kraju Eddy’ego Merckxa byli jednak stawiani wielokrotnie, a ich występy na imprezach mistrzowskich nierzadko kończyły się rozczarowaniem. By zdobyć drugie olimpijskie złoto w tych igrzyskach, Belgowie musieli rozprawić się z Mathieu van der Poelem.

− Nikt, ale to nikt na świecie nie jest w stanie wjechać na taki podjazd jak Montmartre szybciej od Mathieu van der Poela. To fenomenalny kolarz. Rozmawialiśmy o tym szczegółowo, a wtedy Wout powiedział: „Spróbuję, nie mam nic do stracenia. Jestem jedyną osobą z całej czwórki, która powinna w stanie za nim podążyć lub być blisko niego. Biorę za to odpowiedzialność”

− mówił za metą Sven Vanthourenhout, selekcjoner reprezentacji Belgii.

− Pojechaliśmy dzisiaj bardzo dobrze. Tiesj kontrolował wyścig, co było konieczne. Jasper cały czas był gotowy, by zabierać się w akcje, a Wout zrobił to, co do niego należało, czyli podążał za Mathieu. Później nadeszła moja chwila. Wykonaliśmy plan perfekcyjnie. Każdy z nas zasługuje na notę 11/10

− opisywał Remco Evenepoel, podwójny mistrz olimpijski z Paryża.

Trochę jak Michael Phelps

Swoim paryskim wyczynem, Remco Evenepoel zapisał się w historii jako pierwszy mężczyzna, który wygrał olimpijski wyścig ze startu wspólnego oraz indywidualną jazdę na czas. Niezwykłe osiągnięcie udokumentował zdjęciem na tle Wieży Eiffla z dwoma złotymi medalami na szyi − sam przyznaje, że obrazki z ostatnich metrów dzisiejszego wyścigu najprawdopodobniej będą najpiękniejsze w całej jego karierze, mimo że dodał, iż planuje ścigać się jeszcze przynajmniej przez 10 lat.

− Dzisiaj na wszelki wypadek moja żona zabrała medal z domu i na szczęście to zrobiła. Teraz mam wyjątkowe zdjęcie na Instagrama, więc muszę jej podziękować. Pamiętałem zdjęcie Michaela Phelpsa ze wszystkimi medalami na szyi i teraz czuję się trochę jak on

− mówił z uśmiechem na ustach Remco Evenepoel.

− Przekroczenie linii mety było czymś niesamowitym. Wiedziałem, że za moimi plecami znajduje się taka niewielka budowla i chciałem cieszyć się chwilą. Myślę, że zdjęcia z mety będą jednymi z najpiękniejszych w mojej karierze. Chciałem się po prostu tym cieszyć…

Z Paryża dla Naszosie.pl, Kacper Krawczyk

Poprzedni artykułKorespondencja z Paryża: „Ściana hałasu” przy Bazylice Sacre-Cœur
Następny artykułUkończenie wyścigu wyróżnieniem − Jambaljamts Sainbayar z Mongolii chce zainspirować rodaków
Kacper Krawczyk
Szukam ciekawych historii w wyścigach, które większość uważa za nieciekawe.
guest
3 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze
PAPSI
PAPSI

nic tylko pozazdrościć i gratulować Belgom takich kolarzy

Grzesiek
Grzesiek

Remco dojrzał, poprzestawiał w głowie pewne sprawy i są tego efekty.
Prawdę mówiąc nie wierzyłem że ugra coś w TdF a pojechał bardzo dobry wyścig, bez dnia kryzysu.
Dwa złota olimpijskie i przejście do historii.
Wielki szacunek. Zacząłem mu kibicować.
Razem z Tadkiem mają to coś, coś zawadiackiego, brak kalkulacji i chęć do podejmowania ryzyka.

Przy okazji, opinia dotyczącą transmisji.
Zgadzam się z kolegą który pisał o wtopie TVP. A co powiedzieć o Eurosporcie, Home of cycling, który zamiast kluczowych km w otwartym kanale pokazuje jakieś wstawki z siatkarzami. Jak zobaczyłem jakiegoś gościa, który mówił coś o swoim psie to ręce mi opadły. 25 minut bzdur.
Finiszu na współdzielonym ekranie też nie pokazali, a ten był epicki.Rozumiem mecz o medale, a graliśmy tylko w grupie, zresztą fatalnie.
Znając życie dziś powtórka z transmisją kobiet.

Majkel Wantyrnałt.
Majkel Wantyrnałt.

Cudowne dziecko dwóch p…