fot. Szymon Sikora / PKOl

Maison Polonaise − biało-czerwone miejsce na mapie olimpijskiego Paryża − powitało pierwszą polską medalistkę. Kilka godzin po zdobyciu medalu w kajakarstwie, Klaudia Zwolińska pojawiła się w Domu Polskim, gdzie świętowała swój sukces.

Otwarty w ubiegły piątek Dom Polski przyciąga w swoje progi wiele osób ze świata sportu oraz kibiców, chcących zasmakować polskiej kultury i, w bardziej dosłownym znaczeniu, kuchni. To przede wszystkim miejsce spotkań − bardzo łatwo natrafić tu na sportowców, szkoleniowców, dziennikarzy czy innych działaczy.

Atmosfera niedzielnego wieczoru w Maison Polonaise była szczególnie wyjątkowa za sprawą medalu wywalczonego przez Klaudię Zwolińską w kajakarstwie górskim. Zwyciężyła Jessica Fox, do której polka straciła niespełna 1,5 sekundy. Po wybuchu wielkiej radości w Domu Polskim, gdzie zawody można było śledzić na wielkim ekranie, zapowiedziano przyjazd medalistki.

Ze względu na rozmaite obowiązki po zakończeniu rywalizacji, przybycie Polki mocno się opóźniało. Nudy jednak nie było − kibicom i innym osobom zgromadzonym w Lasku Bulońskim czas umilała muzyka i rozmowy z pasjonatami sportu, a chętni sami mogli spróbować swoich sił w olimpijskich dyscyplinach − koszykówce i tenisie stołowym. Na seta zdołał skusić się nawet prezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego. Wynik niech pozostanie jednak tajemnicą.

− Mnóstwo ludzi, muzyka, telebimy, sielanka, jedzenie. To jest coś niesamowitego. Brakowało takiego miejsca i marzyliśmy o tym, żeby coś takiego stworzyć. Borykaliśmy się z wieloma trudnościami, ale udało nam się to zrobić i jestem z tego bardzo dumny. Bez ludzi, całego zespołu, nie byłoby tego miejsca. To coś wspaniałego i mam nadzieję, że pierwszy, historyczny Dom Polski będzie dobrze wspominany przez sportowców, ich rodziny, kibiców, dziennikarzy, bo to tak naprawdę nasze miejsce, wszystkich Polaków. Jesteśmy bardzo dużym narodem i powinniśmy pokazywać, jaką niesiemy dumę z tego, kim jesteśmy

− mówił w rozmowie z Naszosie.pl Radosław Piesiewicz, prezes PKOl.

− Byłem wręcz przekonany, że medal nadejdzie tak szybko. Bardzo wierzę w naszych sportowców, wierzyłem w Klaudię Zwolińską. Mamy fantastyczną grupę młodych i doświadczonych zawodników. Po prostu trzeba dać im coś, co się nazywa wiarą. Takim nastawieniem jesteśmy w stanie im bardzo mocno pomóc, a oni odwdzięczają się w rywalizacji, zdobywając te medale. Cieszę się, że już drugiego dnia igrzysk mamy zdobyty medal, tym bardziej, że to jest 299. medal letnich igrzysk, mam nadzieję na trzysetny

− dodał.

Równo o północy do Domu Polski przyjechała Klaudia Zwolińska, która mimo wyczerpującego dnia miała jeszcze sporo energii, by odwiedzić kibiców i dziennikarzy czekających na niej do późnych godzin nocnych. Kajakarka przyznała, że czuła się zainspirowana historią polskiego olimpizmu.

100 lat temu, również w Paryżu, Polacy po raz pierwszy wzięli udział w igrzyskach olimpijskich. Historyczny, pierwszy medal wywalczyła w Paryżu torowa czwórka, w składzie Franciszek Szymczyk, Jan Łazarski, Józef Lange i Tomasz Stankiewicz. Drużyna również stanęła wtedy na drugim stopniu podium, a oba wydarzenia dzieliło 100 lat i jeden dzień!

− Mam o dziwo dużo siły, jeszcze w ogóle nie zeszły ze mnie te emocje, tak że cieszę się, że mogę tu być. Dziękuję, że czekaliście − warto było tu przyjechać i się z wami zobaczyć. Jutro mam czas na odpoczynek. Czuję się niesamowicie. Byłam bardzo mocno zainspirowana przez Polski Komitet Olimpijski, gdyż dostałam wspaniałą książkę o pierwszych Olimpijczykach w Paryżu. Tak się składa, że wczoraj minęła rocznica 100 lat po zdobyciu pierwszego medalu. Jak to zobaczyłam, to pomyślałam, że ja teraz zaczynam starty, ta data jest wyjątkowa i już wtedy wiedziałam, że na pewno będę walczyć o medale. Po 24 latach w slalomie znowu przywozimy medal, jestem bardzo dumna i taka szczęśliwa, że nie wiem co powiedzieć

− mówiła Polka.

Miejmy nadzieję, że kolejne medale polskich sportowców nadejdą już wkrótce, również w kolarstwie.

Z Domu Polskiego dla Naszosie.pl, Kacper Krawczyk

Poprzedni artykułKorespondencja z Paryża: Złota pogoń Toma Pidcocka, frustracja gospodarzy! Krzysztof Łukasik 27. po kraksie
Następny artykułStanisław Aniołkowski i „powołanie last minute” [wypowiedź]
Kacper Krawczyk
Szukam ciekawych historii w wyścigach, które większość uważa za nieciekawe.
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze