fot. Team Visma | Lease a Bike

W tym sezonie Wouta van Aerta prześladuje jakiś pech. Na 11. etapie kolarz Team Visma | Lease a Bike zaliczył kolejny upadek. Na szczęście nie doznał złamań i planuje jechać dalej w wyścigu.

Do zderzenia doszło na ponad 45 kilometrów przed metą. Wout van Aert jechał na czele grupy lidera. Team Visma | Lease a Bike dyktował tempo przed najważniejszymi fragmentami etapu. Belg ze zbyt dużą prędkością wszedł w jeden z zakrętów. Wpadł na chodnik i upadł na szosę.

Van Aert po chwili podniósł się i spokojnie dojechał do mety ze stratą ponad 30 minut. Jonas Vingegaard już bez jego pomocy poradził sobie znakomicie i wygrał etap. Jego kolega z zespołu musiał udać się na prześwietlenie, które na szczęście nie wykazało złamań.

Miałem fatalny upadek, ale nic nie złamałem. Zrobiłem prześwietlenia, aby zobaczyć, czy nie stało się nic poważnego. Odczuwałem ból w ramieniu, szczególnie na zjazdach, ale mogłem jechać w miarę normalnie. Chcę spróbować jutro wystartować. Mam też inne urazy, ale to też musiałem sprawdzić

– przyznał van Aert w wywiadzie dla Sporzy.

W tym sezonie belgijski kolarz miał dłuższą przerwę od ścigania po kraksie na Dwars door Vlaanderen. Teraz chce jechać dalej, aby pomóc jeszcze Jonasowi Vingegaardowi i jeśli nadarzy się okazja, to powalczyć o swoje. Do tej pory na etapach zajął 3. i 4. miejsce. Do końca zostało jeszcze 10 etapów. A po Tour de France Wout van Aert celuje w medale na Igrzyskach Olimpijskich w Paryżu. 

Poprzedni artykułTadej Pogačar: „Myślę, że jesteśmy na podobnym poziomie”
Następny artykułWbrew prawdopodobieństwu – zapowiedź 12. etapu Tour de France 2024
guest
1 Komentarz
Najstarsze
Najnowsze
Mariusz
Mariusz

Moj ulubiony kolarz, choc sam nie wiem czemu