Z pewnością nie o takich dyskusjach marzyło środowisko Alpecin-Deceuninck po kolejnej wygranej Jaspera Philipsena. Coraz częściej bowiem podziw dla umiejętności sprinterskich Belga miesza się z publiczną debatą na temat czystości jego finiszy. Tym razem były nawet oficjalne protesty – takowe złożyły ekipy Astana Qazaqstan Team oraz Intermarché – Circus – Wanty.
Jasper Philipsen to prawdziwa sprinterska bestia podczas tegorocznego Tour de France. 25-latek wykorzystał wszystkie 3 szanse stając się prawdziwą gwiazdą 110. edycji Wielkiej Pętli i pewnym posiadaczem koszulki punktowej, którą najprawdopodobniej Belg z Alpecin-Deceuninck dowiezie już aż do Paryża.
Nie mógłbym być bardziej dumny z mojego zespołu. Pracowali świetnie. Bez nich nigdy nie byłbym w stanie osiągnąć tych trzech zwycięstw etapowych. Każdy zna swoją rolę. Soren Kragh Andersen genialnie nas wyprowadził, a potem wciąż miałem przed sobą Jonasa i Mathieu. Nie musiałem tracić energii aż do samego sprintu. To dla mnie wyścig marzeń. Mam nadzieję, że uda nam się uzyskać jeszcze kilka zwycięstw. Celem jest również przywiezienie zielonej koszulki do Paryża. Przed nami nadal dwa długie i trudne tygodnie
— mówił mediom Jasper Philipsen.
Równie pozytywnych słów nie usłyszymy za to z ust Marka Cavendisha. 38-letni Brytyjczyk jest z dnia na dzień coraz bliżej triumfu etapowego, a na finiszach jako jedyny w całej stawce niejednokrotnie przekraczał 70km/h. Wciąż jednak brakuje mu tej kropki nad i – wygranej. Więcej o walce o rekord przeczytają Państwo w felietonie na ten temat na naszym portalu, tymczasem oddajmy głos kolarzowi z Wyspy Man.
Jestem rozczarowany. Byłem na właściwej pozycji. To zasługa Ceesa, który genialnie przeprowadził mnie przez peleton. Może byłem trochę za daleko, ale przynajmniej miałem odpowiednie koło. Ruszyłem wcześniej niż chciałem, ale w sumie to w takim sam sposób jak w 2010 roku [kiedy Cavendish wygrał w Bordeaux – przyp. red.]. Kiedy zaczynałem sprint, spadł mi obrót na dwunasty. Musiałem więc usiąść, aby przestawić go ponownie na najcięższy. To oczywiście zaburza rytm. Więc tak, jestem tym rozczarowany. Będziemy jednak próbować dalej. Wciąż mamy rzeczy do poprawy. Myślę, że jestem w stanie pokonać Jaspera
— mówił na temat 7. etapu Mark Cavendish.
Brytyjczyk nie odniósł się w swojej wypowiedzi do tego, że jego drogę zajechał nieco Jasper Philipsen. Wiadomo jednak, że zespół 38-latka wniósł oficjalny protest do sędziów, który został oddalony. Bardziej poszkodowanym w tym zdarzeniu był bowiem Biniam Girmay, który już nie gryzł się w język. Jego ekipa, czyli Intermarché – Circus – Wanty, także bezskutecznie interweniowała u jury wyścigu.
Big movement from Philipsen. Girmay not happy. Another sprint and another talking point… pic.twitter.com/R7raL4NAuW
— Brian Smith ??? (@BriSmithy) July 7, 2023
To, co mnie dziś uszczęśliwiło, to to, że udało mi się pokazać, że jestem tutaj na Tour de France, aby wygrać etap. A jeszcze ważniejsze jest to, że bezpiecznie dojechałem do mety. W niebezpiecznych sprintach, takich jak dzisiejszy, ważne jest, aby wszyscy przestrzegali zasad i finiszowali w linii prostej. Naprawdę poczułem się zagrożony, kiedy uderzyłem stopą w barierki. Nadal czuję ból. To mogło skończyć się tragedią dla mnie i wszystkich kolarzy z tyłu. W każdym razie jestem dumny, że zająłem pierwsze podium w moim pierwszym Tour de France
— powiedział mediom Biniam Girmay.
Dziś przed zawodnikami trudny finisz w Limoges. Finałowa prosta to 700 metrów o średnim nachyleniu 4,3%. Ostatni raz gdy Wielka Pętla tam zawitała to wygrał Marcel Kittel. Czy i dziś sprinterzy powalczą o zwycięstwo?
Wszystko o Tour de France 2023:
- Zapowiedź całego wyścigu
- Lista startowa
- Plan transmisji telewizyjnych
- Przewodnik po klasyfikacjach pobocznych









