Drugi sprinterski finisz i drugie zwycięstwo Jaspera Philipsena. Jak na razie Belg nie ma sobie równych wśród najszybszych kolarzy na liście startowej.
181 kilometrów z Dax do Nogaro. Płaska trasa. Brak większych wzniesień. 1427 metrów przewyższenia. Tego typu etapy raczej nie zaskakują swoim przebiegiem – wszyscy spodziewają się po nich sprinterskiego finiszu. Nie brak kibiców, którzy włączają transmisję na ostatnie kilka/kilkanaście kilometrów, by delektować się starciem najszybszych zawodników w stawce.
Ci, którzy zdecydowali się na wcześniejsze rozpoczęcie oglądania również byli jednak w stanie logicznie uzasadnić swoją decyzję. Jeśli nie względami zawodowymi (jak autor tego tekstu), to choćby malowniczymi widokami Akwitanii i Oksytanii, z być może najbardziej charakterystycznym miejscem na trasie etapu – Notre Dame des Ciclistes na czele.
W przeszłości tej kolarskiej świątyni swoje koszulki przekazywało wielu kolarzy: Louison Bobet, Jacques Anguetil, Eddy Merckx, Bernard Hinault czy Raymond Poulidor – to tylko największe nazwiska spośród nich. Kto wie, być może w ślady dawnych mistrzów planowało pójść dziś kilku kolejnych zawodników, którzy, by nie obrazić powagi świętego miejsca, nie chcieli zbytnio przepocić planowanych podarków.
Powyższa teoria jest może nieco absurdalna, jednak faktem jest, że prędkości, które osiągali dziś kolarze, podobnie jak wczoraj, nie były zbyt wysokie, a z przodu nie działo się właściwie nic. Wprawdzie tuż po starcie kilku kolarzy próbowało ataków, ale po tym, jak ich wysiłki zostały spacyfikowane, na kolejnych śmiałków musieliśmy czekać blisko 100 kilometrów.
Benoit Cosnefroy (AG2R Citroen Team) i Anthony Delaplace (Arkea-Samsic), bo to oni stworzyli dziś ucieczkę dnia, oderwali się od peletonu dopiero na 85 kilometrów przed metą. I to nawet pomimo faktu, że grupa bynajmniej nie pędziła jak na złamanie karku – wręcz przeciwnie, w tamtym momencie jej średnia prędkość wynosiła około 38 km/h, a o tempie najlepiej chyba świadczy fakt, że przez moment na czele był Mark Cavendish. Być może najciekawszym wydarzeniem tamtej fazy etapu był… nietypowy sposób wspierania kolarzy przez jednego z kibiców:
???? ?? ??????
Pomysłowość tego kibica zasłużyła na oddzielny komentarz @TomaJaro i @BaranowskiDarek ?#TDF2023 #HomeOfCycling pic.twitter.com/z9y7cJFaI9
— Eurosport Polska (@Eurosport_PL) July 4, 2023
Później, po ataku dwójki Francuzów sytuacja na trasie nieco się ożywiła. Peleton w końcu przyspieszył i w końcu zaczął utrzymywać tempo przekraczające ponad 40 km/h. Tak czy siak nie było ono oszałamiające. Według najbardziej optymistycznego scenariusza, przewidywanego przez organizatorów, peleton miał pojawić się na mecie o godzinie 17:12, jednak dość szybko stało się jasne, że kolarzom ta sztuka się nie uda.
Gdy 17:12 faktycznie wybiła, główni aktorzy dzisiejszego spektaklu, znajdowali się dopiero 28 kilometrów przed Nogaro. Z kolei gdy zegar na ratuszu w Tuluzie – stolicy Oksytanii, wybił godzinę 17:34, co oznaczało, według harmonogramu ostatni gwizdek dla uczestników wyścigu, tym wciąż do przejechania pozostawało około 10 kilometrów.
Końcówka jednak kontrastowała z ultraspokojnym długo ciągnącym się wprowadzeniem do najważniejszych momentów etapu. Jeszcze przed torem, na którym kończył się etap peleton znacząco przyspieszył, a sytuacja na czele zmieniała się jak w kalejdoskopie. Jeszcze więcej chaosu pojawiło się po wjeździe na tor, gdzie właściwie co chwila dochodziło do mniejszych i większych kraks.
W pewnym momencie wydawało się, że zamieszanie może wykorzystać ktoś z faworytów drugiego szeregu – Laporte, zastępujący Van Aerta, który zgubił się gdzieś po drodze, walczący wytrwale o rekordowe zwycięstwo Cavendish czy niesłychanie regularny Mads Pedersen. Nic z tego jednak – w kluczowym momencie znakomite rozprowadzenie Mathieu van der Poela spowodowało, że błyskawicznie na najlepszej pozycji do zwycięstwa znalazł się Jasper Philipsen, który znów nie zmarnował pracy kolegów i sięgnął po drugi dziś triumf.
Wyniki 4. etapu Tour de France 2023:
Results powered by FirstCycling.com










Dopóki Philipsen będzie miał nowego Morkova przed sobą to będzie kosił etapy.
Świetnie napisana recenzja. 🙂