fot. Movistar Team / Sprint Cycling Agency

Alejandra Neira została mistrzynią świata juniorek w wyścigu ze startu wspólnego. Hiszpanka wygrała finisz z 5-osobowej grupy faworytek, a na podium wraz z nią stanęły Włoszka Matilde Rossignoli oraz Szwajcarka Anja Grossmann. Po bardzo ambitnej jeździe 4. miejsce zajęła najlepsza z Polek – Maria Okrucińska.

Finałem piątkowych zmagań w ramach Mistrzostw Świata w kolarstwie szosowym – Montréal 2026 był wyścig ze startu wspólnego juniorek. Na panie do lat 19 czekało dziś 80 kilometrów, a dystans ten wynikał z przejechania 6 rund ze startem i metą przy Parc Jeanne-Mance w Montréalu. Okrążenie mierzyło 13,4 kilometra o łącznym przewyższeniu 269 metrów, na które składało się kilka hopek, w tym przede wszystkim Côte Camillien-Houde (1,9 km; 7,1%), Côte de Polytechnique (780 m; 6%) oraz Pagnuelo (535 m; 7,5%). Pętlę tę kibice doskonale znali już wcześniej za sprawą worldtourowego Grand Prix Cycliste de Montréal oraz rozegranych wczoraj wyścigów ze startu wspólnego orliczek oraz juniorów, a także dzisiejszych zmagań orlików – tym razem jednak pokonywano ją z racji na wiek uczestniczek nieco mniej razy.

Punktualnie o 20:15 polskiego, a 14:15 miejscowego czasu grupa 101 kolarek do lat 19, w tym 4 reprezentantki Polski rozpoczęły swoje zmagania na dystansie nieco ponad 80 kilometrów. Główna grupa w komplecie nie przetrwała jednak za długo, a już pierwszy przejazd pod Côte Camillien-Houde (1,9 km; 7,1%) przyniósł ogromną selekcję. Na czele pracowały m.in. Hiszpanki, Brytyjki czy Czeszki, a po 1. z 6 okrążeń w głównej grupie pozostały tylko 52 spośród początkowych 101 juniorek. Nieznacznie, o 22 sekundy, odstawała niestety także pierwsza z Polek, konkretnie Kinga Słomka.

Podczas 2. pokonywania Côte Camillien-Houde los swojej klubowej koleżanki z MAT Atom Deweloper Wrocław podzieliła Agata Sekta, a był to efekt ponownego podkręcenia tempa przez Hiszpanki. U boku Marii Okrucińskiej cały czas jechała jeszcze Amelia Szymańska, czyli na co dzień jej klubowa koleżanka z UKS Copernicus Toruń CCC.

Wyścig juniorek mijał nam bez ataków, a po 2. rundzie w peletonie pozostawało 41 zawodniczek. Pierwsze przyspieszenie nastąpiło na dopiero 47 kilometrów przed metą, kiedy oderwała się Lise Revol (Francja). Po chwili dołączyła do niej jedna z Niemek, ale wysiłkiem Amelii Szymańskiej odjazd ten został dość szybko zneutralizowany. Trójkolorowe jednak nie odpuszczały i gdy tylko złapano jedną, momentalnie poprawiła Sidonie Vachet (Francja). Na półmetku wyścigu ta wypracowała sobie 16 sekund przewagi, a w pogoń ponownie włączyła się niezmordowana Amelia Szymańska – praca wychowanki UKS Cykliści Rypin dawała nadzieję na to, że Maria Okrucińska czuła się dziś bardzo dobrze.

Francuzkę dogoniono 37 kilometrów przed metą, a po kolejnym dłuższym przestoju impas przerwała skokiem Zara Sofía Lamprea (Kolumbia). Za nią ruszyła Sophia Wellmeier (USA), a następnie od głównej grupy oderwała się także Amelia Szymańska. Akcja biało-czerwonej zakończyła się w okolicach linii mety, gdzie na 2. rundy przed końcem Kolumbijka miała 10 sekund przewagi nad Amerykanką i 30 sekund nad 35-osobowym peletonem. Gdy jednak przyszedł pokonywany po raz przedostatni podjazd pod Côte Camillien-Houde, odjazd został złapany, a następnie zobaczyliśmy ogromną selekcję – na szczycie w 1. grupie pozostało już tylko 11 zawodniczek, w tym nasza Maria Okrucińska.

Czołówkę na 24 kilometry przed metą utworzyły Maria Okrucińska (Polska), Edda Bieberle i Leni Burger (Niemcy), Justine Baud i Thaïs Poirier (Francja), Alejandra Neira (Hiszpania), Anja Grossmann (Szwajcaria), Zoe Roche (Wielka Brytania), Matilde Rossignoli (Włochy), Mirthe Mons (Holandia) oraz Sophia Wellmeier (USA). Taki układ na czele nie utrzymywał się jednak zbyt długo – brakowało chętnych do współpracy, a tempo w czołówce wyraźnie spadło.

Na 19 kilometrów przed metą Polka weszła na czele w jeden z zakrętów na zjeździe, ale niestety popełniła tam błąd techniczny i uderzyła kolanem w barierkę po jego wewnętrznej stronie. Widać było wyraźnie, że 18-latce sprawiło to sporo bólu, ale ta zdołała utrzymać się na rowerze i pozostać w peletonie. W czasie, gdy Maria Okrucińska próbowała wrócić do siebie, atak przypuściła Nabyenka Valentina García (Meksyk).

Kolarka z Ameryki Północnej wjechała na ostatnią rundę z 14-sekundową przewaga, ale gdy zaczął się podjazd pod Côte Camillien-Houde, ta zmieniając przełożenie zrzuciła łańcuch i musiała się zatrzymać. Chwilę później zobaczyliśmy ataki faworytek, a na czele znalazły się tylko Alejandra Neira (Hiszpania) oraz siedzące na jej kole Maria Okrucińska (Polska), Justine Baud i Thaïs Poirier (Francja), Anja Grossmann (Szwajcaria), Mirthe Mons (Holandia) oraz Matilde Rossignoli (Włochy).

Jako pierwsze odpadły obie Francuzki, po chwili niestety ich los podzieliły niestety także Polka i Holenderka. Nasza mistrzyni świata w jeździe indywidualnej na czas nie poddawała się jednak i próbowała stracić jak najmniej, by móc wrócić po pokonaniu najtrudniejszego z podjazdów. Na szczycie biało-czerwona jadąca w duecie z zawodniczką z Holandii miała do uciekającej trójki około 20 sekund straty.

7,5 kilometra przed metą duet miał już tylko 10 sekund do czołówki, która wówczas jednak na powrót podkręciła tempo za sprawą ataku Anji Grossmann. Polka tymczasem powoli zaczęła zrywać z koła Holenderkę, aczkolwiek Mirthe Mons po pewnym kryzysie zdołała wrócić do Marii Okrucińskiej i ta wciąż wychodziła na zmiany.

Pogoń przyniosła skutek na niespełna 3 kilometry przed metą i ponownie mieliśmy 5 kolarek walczących o medale. W przedostatni zakręt jako pierwsza wjechała Polka, rywalki pozostały na jej kole także w ostatnim wirażu. Biało-czerwona nie narzucała jednak mocnego tempa i czekała na akcję konkurentek, a jako pierwsza próby nerwów nie wytrzymała Mirthe Mons. Następnie z 250 metrów ruszyła Maria Okrucińska, po której poprawiły rywalki. Niestety oznaczało to 4. miejsce dla Polki.

Alejandra Neira (Hiszpania) została mistrzynią świata, Matilde Rossignoli (Włochy) zdobyła srebrny medal, a Anja Grossmann (Szwajcaria) wywalczyła brązowy krążek. Maria Okrucińska (Polska) dziś musiała zadowolić się tytułem 4. juniorki świata. 33. miejsce zajęła Amelia Szymańska, jako 41. metę przecięła Agata Sekta, a 44. była Kinga Słomka.

Wyniki wyścigu ze startu wspólnego juniorek rozegranego w ramach Mistrzostw Świata w kolarstwie szosowym – Montréal 2026:


Wszystko o Mistrzostwach Świata w kolarstwie szosowym – Montréal 2026:
Poprzedni artykułMistrzostwa Świata 2027: Poznaliśmy program i oficjalne trasy
Następny artykułLouis Barré po udanej operacji nadgarstka z szansą na start w Il Lombardia 2026
Jakub Jarosz
Niegdyś zapalony biegacz, dziś sędzia siatkówki z Pomorza, przy okazji aktywnie grający w jednej z trójmiejskich drużyn. Fan kolarskich statystyk i egzotycznych wyścigów. Marzeniem związane z tą dyscypliną był wyjazd na Mistrzostwa Świata do Rwandy w 2025 roku. Po jego spełnieniu póki co szukam kolejnego, ale bez wątpienia chciałbym z kolarstwem zwiedzić świat.
guest
4 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze
Marcraft
Marcraft

Przegrała z trzema góralkami, ale wiadomo, że one we trójkę mogły się napędzać, a Okrucińska musiała gonić sama. Ale ona ma taką samą charakterystykę jak Remco, więc będzie tylko mocniejsza.

MaciekSatan
MaciekSatan

Ech.. Było blisko. Góra była ciut za stroma. Potem udało się dojść, ale 2km to mało na regenerację. Ostatecznie „najgorsze” miejsce dla zawodnika i kibica.
Jest złoto na czas i 4 miejsce że stary wspólnego. Oby dobrze się kariera potoczyła! 🙂

docteur m.
docteur m.

Czy redaktor mógłby przekazać Okrucińskiej, żeby nie słuchała się swojego idola kwiatkowskiego w kwestii taktyki? Najpierw na ostatnim zjeździe przedostatniej pętli uderzyła w barierkę nogą i ręką, bo wzorem idola chciała sprawdzić się tam przed „decydującą rozgrywką na ostatniej pętli”. To na pewno było bolesne, wybiło ją z rytmu i miało wpływ na końcowe miejsce. Potem na jakieś 8 km do mety już prawie dojechała na lekkim zjeździe do czołowej trójki, ale przestała pedałować i patrzyła się do tyłu, czy nie zjechać do resztki peletonu (który ostatecznie stracił 42 sekundy, więc się nie opłacało). Jadąca z nią Holenderka wychodziła na zmianę tylko sporadycznie, pewnie taktyka nie przewidywała takiego rozwiązania. Finalnie kiedy już doszła tuż po zjeździe i miała dużą prędkość, jej jedyną szansą było wykorzystanie tej prędkości i przybranie pozycji z jazdy na czas, żeby próbować zyskać choćby 50 metrów. Okrucińska nie zasłużyła tu na czwarte miejsce. Ona na początku wyścigu musiała hamować rower, bo miała taką prędkość, że wyszła na czoło peletonu. Ja rozumiem, że „najlepszy polski kolarz w historii” (którym obiektywnie nie jest) może pomagać w kwestii pokonywania czasówki, ale przy klasykach chciałbym, żeby trzymał się jak najdalej. To nie jest żadna złośliwość, po prostu widać tu potencjał i szkoda byłoby go marnować w taki sposób. Mam dobrą radę, żeby Okrucińska wzorowała się i podpatrywała choćby Evenepoela. Czy nawet Pogaczara albo van der Poela. Nie ma z góry wyznaczonego momentu, w którym rozstrzyga się wyścig. Wspomniana trójka potrafi wygrywać po ataku i samotnej jeździe nawet przez ponad 100 kilometrów. Po prostu nie widzę tutaj zbieżności między Okrucińską a nim. Raczej inny typ kolarki i kolarza (on w ogóle jeszcze coś pamięta z taktyki związanej z jazdą na swój własny wynik?). Tu widać, że czasówka to jest jej naturalne środowisko i powinna bazować na długim finiszu. Ta próba sprintu z pierwszego miejsca była próbą beznadziejną, z góry skazaną na niepowodzenie. Jej specjaliści od taktyki nie dali jej najmniejszych szans. Żeby zrobić różnicę i uwypuklić swoje walory z jazdy na czas, optymalny moment do ataku to najpóźniej przedostatnie okrążenie. Chodzi o to, że Neira zaatakowała od razu u podnóża ostatniego największego podjazdu na początku ostatniej pętli i Okrucińska od razu znalazła się w deficycie. Za Neirą pociągnęły dwie kolarki, najwyraźniej dobre w jeździe pod górę, i współpracując we trójkę wytworzyły de facto podium (które potem i tak się nie zmieniło mimo tego, że dojechały Polka i Holenderka). W alternatywnej wersji historii, Okrucińska atakuje na przedostatniej pętli, zyskuje choćby te 15 sekund z którymi zaczyna ostatni największy podjazd i optyka jazdy wygląda zupełnie inaczej. Ja naprawdę wierzę, że Okrucińska to jest ten sam poziom co wymieniona wyżej trójka. Ona po prostu nie zasługuje na to, żeby niwelować jej szanse w taki sposób i sprowadzać ją w trakcie wyścigów ze startu wspólnego do roli mocno deficytowej i niekomfortowej.

Kanapka
Kanapka

Ech szkoda ze troche taktycznie nie najlepiej pojechene, ale caloksztalt MS super, brawo