fot. UEC - Union Européenne de Cyclisme / Ivan Benedetto / Sprint Cycling Agency

20. miejscem w jeździe indywidualnej na czas juniorek rywalizację w ramach Mistrzostw Europy w kolarstwie szosowym – Lublana 2026 zwieńczyła Amelia Szymańska. Dla 18-latki był to ostatni start w tej kategorii wiekowej, zatem podsumowaliśmy nie tylko występ w Słowenii, ale i ostatnie 2 lata w wykonaniu naszej młodej kolarki.

O ile przy większości reprezentantów Polski biorących udział w Mistrzostwach Europy w kolarstwie szosowym – Lublana 2026 mogłem opisywać, iż ci w drodze do słoweńskiego czempionatu nabierali doświadczenia podczas regularnych zagranicznych startów, o tyle historia Amelii Szymańskiej jest nieco inna niż pozostałych. Wychowanka UKS Cykliści Rypin, a w ostatnim czasie zawodniczka UKS Copernicus Toruń CCC, jeszcze jako pierwszoroczna juniorka nie wzięła udziału w ani jednym wyścigu UCI poza Polską, a właściwie debiut w imprezie tej rangi miał miejsce dopiero w lipcu tego roku. Nie oznacza to jednak, że mówimy tu o anonimowej zawodniczce – Amelia Szymańska to aktualna wicemistrzyni Polski w wyścigu ze startu wspólnego, górska szosowa mistrzyni Polski, zwyciężczyni Ślężańskiego Mnicha i jeszcze długo by tak można wymieniać. Po prostu jej droga do obecnego miejsca była nieco inna niż u wielu rówieśników, choć jej efekty są nie mniej okazałe.

Po lipcowym Watersley Ladies Challenge (2.Ncup), które było dla 18-latki debiutem w zagranicznym wyścigu UCI, a podczas którego ta zajęła 13. miejsce na jednym z etapów, Mistrzostwa Świata w kolarstwie szosowym – Montréal 2026, w ramach których Amelia Szymańska była ostatnią pomocniczką Marii Okrucińskiej i która sama zajęła tam 32. lokatę w wyścigu ze startu wspólnego. Potem przyszły Mistrzostwa Europy w kolarstwie szosowym – Lublana 2026, w ramach których 18-latka była 34. w starcie wspólnym, zdobyła srebrny medal w drużynowej sztafecie oraz wszystko zwieńczyła 20. lokatą w indywidualnej jeździe na czas. Od podsumowania tego ostatniego występu rozpoczęła się nasza rozmowa.

Dziś jechało mi się dużo lepiej niż wczoraj [podczas drużynowej sztafety – przyp. red.], bo w drużynie to zupełnie nie był mój dzień. Podsumowując te mistrzostwa Europy nie czuję się jakoś całkowicie spełniona, ale dałam z siebie wszystko. Dziś właściwie nie patrzyłam na wynik, chciałam po prostu zostawić całą siebie na trasie, by to było źródłem zadowolenia z własnego występu

— mówiła Amelia Szymańska, której mimo pewnego niezadowolenia postanowiłem przypomnieć, że jednak wraca do domu z medalem, który jest pewnym ukoronowaniem naprawdę dobrego sezonu. Jak swój progres na przestrzeni kategorii juniorki oceniała 18-letnia zawodniczka UKS Copernicus Toruń CCC?

Właściwie to nie myślałam o tym, bo bardziej w głowie skupiam się na przyszłym sezonie i przygotowaniach do niego, już nie mogę się go doczekać… Ale tak, to był dobry czas, dzięki któremu mogę patrzeć w przyszłość. Marzenia? Ten pierwszy rok orliczki będzie ciężki, ale podchodzę do niego z możliwie lekką głową. Dalej chcę dawać z siebie wszystko i rozwijać się bez presji wyników

— kontynuowała reprezentantka Polski.

Liczne zwycięstwa, cała masa wysokich lokat nie tylko na naszym podwórku, ale i poza polskimi szosami – to wszystko nie byłoby możliwe bez ludzi, którzy pomagali Amelii Szymańskiej w jej rozwoju. Komu zatem biało-czerwona chciała podziękować za pomoc, jaką otrzymała na swojej dotychczasowej sportowej drodze?

Chciałabym podziękować reprezentacji Polski za te wszystkie wyjazdy i ich organizację. Dziękuję też dziewczynom oraz kolegom z kadry, a także trenerom, bez których ta atmosfera tu nie byłaby taka sama. Podziękowania należą się też dla UKS Copernicus Toruń za to, że przygotowali mnie do tego, jak i innych wyjazdów – to dzięki nim i treningom pod ich okiem mogłam pojechać to, co pojechałam. Jestem bardzo wdzięczna za te lata, nabywanie doświadczenia i to, że mogłam dzięki nim pokochać kolarstwo

— zakończyła Amelia Szymańska.

W Šenčur z naszą juniorką rozmawiał Jakub Jarosz.


Wszystko o Mistrzostwach Europy w kolarstwie szosowym – Lublana 2026:

Poprzedni artykułPrudhomme o pomyśle dwutygodniowych wielkich tourów: „Tour trwa trzy tygodnie”
Następny artykułMateusz Błaszak: „W życiu trzeba być ambitnym i celować jak najwyżej”
Jakub Jarosz
Niegdyś zapalony biegacz, dziś sędzia siatkówki z Pomorza, przy okazji aktywnie grający w jednej z trójmiejskich drużyn. Fan kolarskich statystyk i egzotycznych wyścigów. Marzeniem związane z tą dyscypliną był wyjazd na Mistrzostwa Świata do Rwandy w 2025 roku. Po jego spełnieniu póki co szukam kolejnego, ale bez wątpienia chciałbym z kolarstwem zwiedzić świat.
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze