Wtorek na Mistrzostwach Europy w kolarstwie szosowym – Lublana 2026 przywitał nas od razu wielkimi polskimi emocjami! Reprezentacja Polski wywalczyła srebrne medale w sztafecie drużynowej kategorii do lat 19, a autorami tego sukcesu były w żeńskiej części Agata Sekta, Kinga Słomka i Amelia Szymańska oraz nasi panowie Mikołaj Legieć, Igor Mitoraj i Mateusz Błaszak.

Przed rokiem historyczny, pierwszy medal w sztafecie drużynowej wywalczyła nasza juniorska reprezentacja podczas mistrzostw Europy rozgrywanych we Francji, ale brąz sprzed 12 miesięcy nie jest już naszym najlepszym wynikiem – dziś udało się go poprawić i mogliśmy świętować zdobycie przez naszych kadrowiczów w kategorii do lat 19 srebrnych krążków. Panowie na półmetku zameldowali się na 4. pozycji z niewielką stratą do rywali, panie tymczasem osiągnęły najlepszy rezultat swojej części zmagań i po fantastycznie przejechanym podjeździe oraz bardzo mocnym zjeździe wyprowadziły polski zespół na 2. pozycję. Miałem okazję przeżywać te wielkie emocje razem z naszą kadrą, a po wszystkim całej szóstce zadałem przede wszystkim jedno pytanie – o wrażenia związane z odebraniem srebra. Zacząłem od pań, a konkretnie na 1. ogień poszła Kinga Słomka.

Bardzo się cieszę, tym bardziej, że dla mnie to medal drugi rok z rzędu. Tym razem srebrny, więc jest jeszcze lepiej niż w zeszłym roku. Szkoda, że brakło trochę do złota, ale nadal bardzo się cieszę. Myślę, że jest z czego się cieszyć i to zdecydowanie!

— zaczęła Kinga Słomka, na co dzień kolarka MAT Atom Deweloper Wrocław, której zwróciłem uwagę, że ich żeńska część wykręciła najlepszy czas. Jak polskie juniorki zdołały to osiągnąć?

Nie wiem, nie wiem [śmiech]. Dałyśmy z siebie wszystko i to jest jakieś szaleństwo

— dodała przepełniona radością 18-latka, która linię mety przecięła wraz z Agatą Sektą. Oto co mówiła druga z kolarek MAT Atom Deweloper Wrocław.

Jest to niesamowite uczucie. Nie będę też ukrywać, że trochę spodziewaliśmy się tego i wiedzieliśmy, że stać nas na to podium, ale i tak teraz bardzo się cieszę i nie do końca mogę w to uwierzyć. Jak my zrobiłyśmy najlepszy czas? Szczerze? Nie mam pojęcia, tego akurat się nie spodziewałam, bo jednak Włochy miały bardzo mocną żeńską drużynę, ale dałyśmy z siebie wszystko i pokazałyśmy moc, udało nam się!

— powiedziała Agata Sekta.

Podczas żeńskiej części nad drugimi najszybszymi na niej Włochami zyskaliśmy 16 sekund, a warto podkreślić, że dla Italii w drużynie pojechały złota w wyścigu ze startu wspólnego Azzurra Ballan, 5. w tymże, tj. najlepsza w walce za plecami ucieczki Elisa Bianchi oraz wicemistrzyni świata Matilde Rossignoli. Tak gwiazdorski skład na pierwszych 8 kilometrach, w tym podjeździe pod Možjancę (2,1 km; 10,3%), stracił do nas aż minutę i 2 sekundy, a w początkowej fazie wsparciem dla swoich koleżanek była także Amelia Szymańska. Oddajmy zatem głos trzeciej ze srebrnych Polek.

Jestem bardzo zadowolona, to mój pierwszy medal mistrzostw Europy. To ogromne osiągnięcie i jestem bardzo dumna z całej naszej drużyny, z tego jak pojechaliśmy, to była świetna robota. Byleby więcej takich medali! Co zatem czuję przed jutrem? Ciężko powiedzieć, ale chyba mam teraz jeszcze bardziej lekką głowę i po prostu dam z siebie wszystko

— odpowiadała Amelia Szymańska, na co dzień kolarka UKS Copernicus Toruń CCC, którą zobaczymy jutro także w jeździe indywidualnej na czas. W tej wystąpią zresztą wszystkie 3 nasze medalistki, a także dwóch spośród medalistów. Dziś jednym z autorów medalowego przejazdu był Mikołaj Legieć.

Schodzę z medalem z podium mistrzostw Europy drugi raz w moim życiu, w dodatku jeszcze lepszym niż rok temu. Liczyłem dzisiaj na blachę, ale i tak bardzo się cieszę. To naprawdę fajne podsumowanie sezonu i za rok trzeba złoto zrobić [śmiech]

— powiedział Mikołaj Legieć, który niedługo po przecięciu linii mety wypomniał mi, że w zapowiedzi nie do końca wierzyłem w niego w kontekście podjazdu pod Možjancę (2,1 km; 10,3%). Cóż, biję się w pierś i publicznie przepraszam za moje zwątpienie – 18-latek nie tylko przetrwał tę wspinaczkę, ale i wprowadził nasz zespół na jej szczyt. Wraz z zawodnikiem, który łączy starty dla Cannibal B Victorious i UKS Copernicus Toruń CCC był tam Igor Mitoraj – na co dzień zawodnik WMKS Olsztyn oraz włoskiego Salus Ciclistica Seregno de Rosa.

Czuję się wyśmienicie, czekałem na ten medal bardzo długo i cieszę się, że udało nam się to osiągnąć. Jechało nam się od początku bardzo dobrze, uważam, że byliśmy bardzo zgraną drużyną i jestem bardzo zadowolony z tego, jak to ogólnie wyszło

— powiedział Igor Mitoraj, który jako jedyny z naszej szóstki nie będzie miał okazji zaprezentować się jutro podczas indywidualnej czasówki. 18-latek nie startował też zresztą ze wspólnego – dziś był jego jedyny występ. Czy te zaledwie 22 kilometry na mistrzostwach Europy były jednak takie, że można mówić o udanym spełnieniu swoich marzeń?

Tak, zdecydowanie tak. To był taki przejazd, z jakiego mogę być dumny!

— dodał Igor Mitoraj. My tymczasem przejdźmy do trzeciego z biało-czerwonych – w pierwszej fazie zmagań tempo w polskiej drużynie nadawał bowiem także Mateusz Błaszak, na co dzień zawodnik MKS Cyklo Korony Kielce / Świętokrzyskie Cycling Team.

Bardzo fajnie jest być tutaj z medalem na szyi. Dziękuję wszystkim kolegom i koleżankom z drużyny, bo jednak jakby nie oni, nie nasz wspólny wysiłek, to nie byłoby szansy na ten medal. Pojechali naprawdę świetnie i mogę być dumny z nich oraz tego, że miałem możliwość być tego częścią

— odpowiedział Mateusz Błaszak.

Wiem, że nie były to najdłuższe rozmowy, ale nie chciałem w żaden sposób faworyzować tu nikogo z całej szóstki, która wspólnie zapracowała na swoje srebrne medale, a jednocześnie oddać emocje, jakie towarzyszyły im dosłownie kilka minut po odebraniu swoich krążków. Z aż piątką będzie zresztą jeszcze okazja nieco dłużej pomówić zapewne jutro podczas jazdy indywidualnej na czas – juniorki zmagania rozpoczną już o 9:15, juniorzy zaś o 10:10. Ponownie na obie te kategorie czekają nieco ponad 22 kilometry o łącznym przewyższeniu 367 metrów ze startem i metą w Šenčur. Dziś pokazaliśmy wielką moc, czemu jutro miałoby być inaczej?

W Šenčur z naszymi medalistami rozmawiał Jakub Jarosz.


Wszystko o Mistrzostwach Europy w kolarstwie szosowym – Lublana 2026:

Poprzedni artykułLublana 2026: Srebro reprezentacji Polski w kategorii juniorów! Włosi zwycięscy
Następny artykułDwie znakomite juniorki w rozwojowej ekipie AG Insurance-Soudal Team
Jakub Jarosz
Niegdyś zapalony biegacz, dziś sędzia siatkówki z Pomorza, przy okazji aktywnie grający w jednej z trójmiejskich drużyn. Fan kolarskich statystyk i egzotycznych wyścigów. Marzeniem związane z tą dyscypliną był wyjazd na Mistrzostwa Świata do Rwandy w 2025 roku. Po jego spełnieniu póki co szukam kolejnego, ale bez wątpienia chciałbym z kolarstwem zwiedzić świat.
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze