Ależ on to zrobił! Jan Jackowiak wicemistrzem Europy w wyścigu ze startu wspólnego do lat 23! Reprezentant Polski po naprawdę świetnym wyścigu przeciął linię mety na 2. pozycji i mógł świętować kolejny krążek imprezy mistrzowskiej w swojej karierze.
Pierwszy rok w nowej kategorii wiekowej to dla Jana Jackowiaka istny rollercoaster. Naprawdę świetne wyścigi, takie jak 2 wygrane klasyki we Włoszech czy Tour de l’Avenir, gdzie 18-letni Polak był bliski wygrania królewskiego etapu i zajął 8. miejsce w klasyfikacji generalnej przeplatały się z takimi, gdzie brakowało szczęścia – kraksa wyeliminowała reprezentującego na co dzień Bahrain Victorious Development Team wychowanka UKS Copernicus Toruń CCC z Giro d’Italia Next Gen, inna odebrała mu szansę na walkę o pełną pulę podczas niedawnego światowego czempionatu. Teraz jednak nie ma co patrzeć w przeszłość, bo Jan Jackowiak został wicemistrzem Europy w wyścigu ze startu wspólnego orlików! Jakie to uczucie być srebrnym medalistą?
Drugi, nie? Tak jak czwarty, jedenasty, dwudziesty pierwszy… Trochę lepiej, ale podobnie, bo drugi to nie pierwszy
— zaskakująco zaczął Jan Jackowiak, którego momentalnie dopytałem, czy takie uczucie wynika z faktu, że Polak dogonił na trasie Héctora Álvareza, ale ostatecznie biało-czerwony puścił koło Hiszpana gdy ten zaatakował ponownie.
Myślę, że nigdy go nie puściłem, sam odjechał. Jakbym go trzymał, to bym go nie puścił, ale nie miałem z czego. Héctor jest naprawdę doświadczony w rozgrywaniu takich końcówek. Na etapie, gdy wszystko się rozgrywało, byliśmy na podobnym zmęczeniu, tylko to on był na 2. pozycji, nie chciał mi dać zmiany i poszedł wtedy, kiedy mu to najbardziej odpowiadało. Nie byłem w stanie go dojść, co pewnie było widać i jest drugie, nie?
— jasno powiedział nasz srebrny medalista.

Wróćmy jednak nieco bardziej do przebiegu wyścigu. Ten zaczął się dość nietypowo, albowiem mimo wielu skoków nie zawiązała się żadna istotniejsza ucieczka. Z czasem zaczęły się ataki, ale w gruncie rzeczy te przypuszczali nie zawodnicy z drugiego szeregu czy chcący się pokazać, a najwięksi faworyci. Z czasem na czele znalazł się wspominany Héctor Álvarez, do którego pod koniec ostatniego przejazdu przez Možjancę (2,1 km; 10,3%) dołączył Jan Jackowiak oraz towarzyszący mu Max Bock i Niels Driesen. To tam Polak zerwał Niemca i Belga, a chwilę później został skutecznie skontrowany przez Hiszpana, w efekcie czego ostatnie 10-12 kilometrów biało-czerwony przejechał już samotnie – z jednej strony próbując gonić złotego medalistę, z drugiej broniąc się przed goniącymi go rywalami. Czy to był przejazd, który można uznać za zgodny z takim wymarzonym scenariuszem?
Scenariuszy na ten wyścig było tyle, co osób na starcie. Myślę, że to była naprawdę dobra trasa dla Héctora i rozegrał ten wyścig niezwykle skutecznie. Ciężko mi było z nim rywalizować na trasie, gdzie trudno było go zdystansować, a z drugiej strony był też zdecydowanie najszybszy z faworytów. Mógł równie dobrze czekać do końcówki. Zresztą, miałem w pewnym momencie do niego 3 sekundy i to wystarczyło, że nie byłem w stanie go dojść – Héctor jeździ też świetne na czas. Wiedziałem, że jeśli go nie urwę na podjeździe, to moje szanse spadają i tak się stało
— odpowiedział Jan Jackowiak.
Podczas Mistrzostw Świata w kolarstwie szosowym – Montréal 2026 nasz reprezentant zajął 36. miejsce w wyścigu ze startu wspólnego, 37. lokatę podczas czasówki oraz był częścią ekipy, która uplasowała się na 8. pozycji podczas drużynowej sztafety. Czy zatem dla 18-latka było to coś w rodzaju udanego rewanżu za czempionat i zmagania sprzed tygodnia, które jednak nie poszły po jego myśli? Co właściwie stało się w Kanadzie, iż biało-czerwony musiał długo samotnie gonić peleton, przez co finalnie zabrakło mu nóg na walkę o medale?
Zdecydowanie jest to przyjemny moment mieć teraz medal. Co tam się stało? Nie chcę o tym za wiele rozmawiać, bo przyczyną tego, że leżałem, była zagrywka nie fair play ze strony jednego z zawodników. Gość mnie celowo przewrócił, ale… Mniejsza z tym. Spędziłem całą rundę goniąc, to mnie naprawdę dużo kosztowało. Do tego momentu, co było widać na transmisji, jechaliśmy naprawdę perfekcyjnie jako kadra. Byliśmy w Kanadzie gotowi na tę walkę, wjechaliśmy na 7. rundę i u podnóża podjazdu gość mnie przewrócił… Nie miał dwóch rąk na kierownicy, a jego intencje były dla mnie dosyć oczywiste, ale nie chciałbym, by to była wymówka. Tak się stało, że to była 1. pętla, gdzie faktycznie poszedł gaz, w kolumnie pojawił się baraż [oddzielenie aut technicznych od peletonu poprzez ich pozostawienie za odpadającymi kolarzami – przyp. red.] i spędziłem całą rundę bez nikogo – bez auta, skutera, drugiego zawodnika. To mnie dużo kosztowało i nie byłem zdolny do walki o to, co chciałem. Także wracając – cieszę się, że tu mogłem się zrewanżować, pokazać, że należę do czołówki i mam nadzieję, że już nigdy więcej nie zobaczę cienia zwątpienia w internecie, w komentarzach, bo naprawdę te sezony w kategorii orlika są dynamiczne, tu dużo się zmienia, jest wielu silnych chłopaków i ja daję z siebie wszystko przez 365 dni w roku, a jeden dzień nigdy nie będzie mnie definiował. Jeśli ktoś tak uważa, to ma naprawdę małą wiedzę
— obszernie wytłumaczył ten temat Jan Jackowiak.
Choć wywiad tego nigdy nie odda, to moja rozmowa z naszym medalistą trwała nieco dłużej niż widać to na piśmie – przerywały ją gratulacje czy wyjście na podium do reprezentacyjnej, pamiątkowej fotografii, do której zresztą miałem przyjemność użyczyć polskiej flagi. Rozmowy są bowiem tylko rozmowami, a realna radość w naszym obozie po sukcesie Jana Jackowiaka była naprawdę ogromna i nie ma co się dziwić. Już niedługo ukaże się także druga z rozmów z biało-czerwonymi, której bohaterem będzie Dawid Lewandowski – ostatni z pomocników naszego medalisty. My jednak wróćmy do 18-latka, któremu oddałem pole do podziękowań dla wszystkich, bez których nie byłoby tego sukcesu.
Przede wszystkim dziękuję mojej najbliższej rodzinie. Mam kadrę, mam drużynę, której jestem bardzo wdzięczny, ale moją drużyną numer 1 jest moja najbliższa rodzina i to oni są ze mną od zawsze, są ze mną na zawsze. Doceniam, że chłopaki zrobili dziś świetną robotę, jako kadra mamy tu naprawdę w porządku warunki, za co jestem bardzo wdzięczny, podobnie jak za wszystko co ludzie wokół dla mnie robią, za wszystkie szanse, wiarę we mnie, jaką mam. Także reasumując – dziękuję mojej ekipie, kadrze, ale przede wszystkim rodzinie, która jest dla mnie zawsze wsparciem i mam nadzieję, że wrócę po więcej za rok
— mówił srebrny medalista w wyścigu ze startu wspólnego orlików.
Jan Jackowiak ma przed sobą jeszcze jeden start w ramach Mistrzostw Europy w kolarstwie szosowym – Lublana 2026, a będzie nim środowa jazda indywidualna na czas. Czy jednak przed nią znajdzie się choć chwila na świętowanie, czy też jednak już teraz trzeba się w pełni skupić na tym kolejnym wyzwaniu?
Jeszcze we wtorek ścigam się z drużyną we Włoszech [śmiech]
— zakończył Jan Jackowiak.
Nos i zasłyszane poza wywiadem rozmowy podpowiadają mi jednak, że choć nie padło to do mikrofonu, to jednak znajdzie się i chwila na radość z osiągniętego dziś sukcesu. Do środy czy nawet rzeczonego wtorkowego startu we Włoszech jest bowiem jeszcze nieco czasu. Na europejskim czempionacie zresztą sezon 18-latka nie musi się zakończyć – w naszej rozmowie z końca sierpnia ten mówił, iż może się jeszcze wybrać do Japonii na Utsunomiya Japan Cup Road Race, który byłby dla młodego zawodnika okazją do debiutu w imprezie rangi UCI ProSeries – zmagania te odbędą się 18 października. O tym, czy faktycznie biało-czerwonego zobaczymy w tak odległej imprezie będzie zapewne okazja pomówić po czasówce, a dziś celebrujmy, bo jest co – Jan Jackowiak wicemistrzem Europy w wyścigu ze startu wspólnego do lat 23!
W Šenčur ze naszym wicemistrzem Europy rozmawiał Jakub Jarosz.
Wszystko o Mistrzostwach Europy w kolarstwie szosowym – Lublana 2026:
- Ogólna zapowiedź Mistrzostw Europy
- Relacja z wyścigu ze startu wspólnego orlików
- Skład reprezentacji Polski
- Najnowsze artykuły

![Justyna Czapla – wschodząca gwiazda z polskimi korzeniami [wywiad]](https://naszosie.pl/wp-content/uploads/2026/10/Justyna-Czapla-218x150.jpeg)







![Justyna Czapla – wschodząca gwiazda z polskimi korzeniami [wywiad]](https://naszosie.pl/wp-content/uploads/2026/10/Justyna-Czapla-324x160.jpeg)