Przypadający na ostatnią sobotę rozgrywania 113. edycji Wielkiej Pętli, królewski etap losów całego wyścigu niemal na pewno nie odwróci, ale przypieczętuje ostateczny kształt klasyfikacji górskiej, młodzieżowej i drużynowej. W dalszym ciągu jest się więc o co bić, a wyrastające ponad 2000 metrów nad poziomem morza ikoniczne przełęcze francuskich Alp staną się czymś więcej niż tylko majestatycznym tłem sportowych wydarzeń.
W ramach królewskiego etapu 113. edycji Tour de France pozostających w wyścigu 160 kolarzy zmierzy się z trasą liczącą 170,9 kilometra i ok. 5600 metrów przewyższenia, prowadzącą przez wysokie przełęcze departamentów Isère, Sabaudia i Alpy Wysokie.
Start w Bourg d’Oisans z metą w Alpe d’Huez sugeruje, że ten odcinek mógłby być czasówką, jednak nic bardziej mylnego. Po wyjeździe z miejscowości położonej u podnóża finałowego wzniesienia wczorajszego etapu, peleton zgodnie z ruchem wskazówek zegara pokona pętlę wokół masywu Grandes Rousses, mierząc się z czterema premiami górskimi – w tym trzema HC i dachem wyścigu na Galibier (2642 m, Souvenir Henri Desgrange).
Pierwsza wspinaczka dnia rozpocznie się po niespełna 10-kilometrowym przejeździe doliną Eau d’Olle, a będzie to Col de la Croix de Fer (24,0 km, śr. 5,2%) od strony zachodniej, czyli przez Col du Glandon. Wariant na papierze łatwiejszy, ale na alpejskie standardy bardzo nieregularny, co powinno przełożyć się na atrakcyjną walkę o udział w odjeździe dnia. Najtrudniejsza część podjazdu zaczyna się na 10. kilometrze, tuż po pierwszym wypłaszczeniu.
Po długim zjeździe z Croix de Fer uczestnicy przejadą rozległą doliną Maurienne, co często oznacza dłuższy moment przestoju. I tym razem właśnie ten fragment trasy będzie najdłuższym płaskim odcinkiem rozgrywanego w sobotę królewskiego etapu, jednak biorąc pod uwagę, że liczy on zaledwie 15 kilometrów, organizatorom Wielkiej Pętli należą się brawa.
Na wysokości miejscowości Saint-Michel-de-Maurienne trasa odbija na południe, w kierunku najdalej odsuniętej od cywilizacji przełęczy tej części Alp – Col du Galibier (17,7 km, śr. 6,9%). Zostanie ona pokonana w najbardziej klasycznym wariancie, przez Col du Télégraphe (11,9 km, śr. 7,1%), co łącznie przekłada się na blisko 30 kilometrów czystej wspinaczki z 5-kilometrowym zjazdem pomiędzy. Dystans i wysokość ponad 2600 metrów nad poziomem morza już same w sobie przekładają się na ogromny wysiłek, ale Galibier dodaje coś od siebie, zostawiając najtrudniejsze na finałowe 6 kilometrów – dziś przy potencjalnie dość silnych podmuchach wiatru w twarz. Poza aspektami związanymi z historią kolarstwa szosowego i wpływem na kształt aktualnych wydarzeń na trasie Tour de France, górne partie tej konkretnej przełęczy widziane z perspektywy helikoptera – rozległe i funkcjonujące poza rytmem narzuconym przez cywilizację – są jednym z najgłębszych doznań estetycznych oferowanych przez ten wyścig.
40-kilometrowy zjazd doliną Romanche domyka wytyczoną na sobotę pętlę i mógłby doprowadzić peleton z powrotem do samych stóp Alpe d’Huez, gdyby nie to, że organizatorzy imprezy postanowili poprowadzić trasę nieco inaczej. Finał etapu w postaci wspinaczki do znanej stacji narciarskiej „tylnymi drzwiami” oznacza, że pomiędzy zjazdem z Galibier a ostatnim wzniesieniem nie będzie ani chwili przestoju, a uczestnikom Wielkiej Pętli przyjdzie zasmakować czegoś spoza alpejskiego mainstreamu. Col de la Sarenne (12,8 km, śr. 7,3%) jest bardzo nieregularny w niższych partiach i regularnie stromy w tych wyższych, a skalę trudności w przypadku tej przełęczy winduje wąska i kręta szosa. Za premią trasa wiedzie przez płaskowyż, z klasyczną drogą na L’Alpe d’Huez łączy się 3,7 kilometra od mety (3,7 km, śr. 6,2%).
Oto, co na temat 20. etapu Tour de France 2026 napisaliśmy przed rozpoczęciem wyścigu:
Etap 20, 25 lipca: Le Bourg d’Oisans › Alpe d’Huez (170,9 km | 5624 m ↑)
Królewski etap 113. edycji Tour de France prowadzi z Bourg d’Oisans na L’Alpe d’Huez, jednak tym razem tylnymi drzwiami – przez Col de Sarenne (12,8 km, śr. 7,3%). W środku zaś mieści wszystko, co najlepszego ma do zaoferowania ta część francuskich Alp: Col de la Croix de Fer (24,0 km, śr. 5,2%), Col du Télégraphe (11,9 km, śr. 7,1%) i przyćmiewający całe to towarzystwo dach tej odsłony wyścigu – Col du Galibier (17,7 km, śr. 6,9%). Idealnie skomponowany mountain sandwich, który zamiast kalorii zawiera 5600 metrów przewyższenia.




Pogoda
Do 25 stopni Celsjusza w dolinach, choć realnie bliżej 20-22, wiążąc czas przejazdu peletonu z konkretnym miejscem. Na przełęczach ok. 15 stopni. Dla całego obszaru wydane zostało ostrzeżenie przed gwałtownymi burzami, ale główny front ma przejść już po rozegraniu etapu (po godz. 18:00).
Faworyci
Wyłączywszy wydarzenia o charakterze katastrofalnym, kwestia zwycięstwa w tegorocznym Tour de France jest rozstrzygnięta. Od dawna była. Walka o pozostałe klasyfikacje wyścigu jednak trwa, a próby rozdysponowania koszulek najlepszego młodzieżowca i górala imprezy najprawdopodobniej nadadzą kształt rozgrywanemu dziś królewskiemu etapowi.
Do wczoraj Tadejowi Pogačarowi (UAE Team Emirates-XRG) brakowało zwycięstwa na Alpe d’Huez w jego misji skompletowania całego kolarstwa szosowego. Dziś mógłby łatwo dołożyć drugie, od innej strony, żeby i tak absolutna dominacja była jeszcze pełniejsza, jednak wcale nie ma pewności, czy Słoweniec się tego podejmie. Na konferencji prasowej przebąkiwał coś o skoncentrowaniu się na wywalczeniu białej koszulki dla Isaaca Del Toro, a jeśli rzeczywiście tak wygląda plan na ten dzień, to mając świeżo w pamięci wydarzenia z Plateau de Solaison, być może byłoby rozsądniej wykonywać te manewry za plecami walczącej o etap ucieczki. Rozsądniej rzecz jasna nie oznacza, że zrobią to w taki właśnie sposób, bo poziom pewności siebie w drużynie ścigającej się pod flagą Zjednoczonych Emiratów Arabskich musi być obecnie pozagalaktyczny, a jak już zaznaczałam w trakcie rozgrywania wyścigu, pomimo całego naukowego podejścia do rywalizacji, Pogačar wiele decyzji w dalszym ciągu podejmuje jednoosobowo i „na czuja”. Na tak długim i ciężkim odcinku, równie dobrze może wspierać Meksykanina do momentu, aż dostatecznie uda im się zdystansować Paula Seixasa (Decathlon CMA CGM) i odjechać w dowolnym momencie na Sarenne, jeśli tylko układ pionków na planszy będzie temu sprzyjał. Tak czy inaczej, zwycięstwo zawodnika spoza odjazdu dnia, który nie byłby Pogačarem, wydaje się dziś bardzo mało prawdopodobne.
Na udziale w ucieczce najbardziej zależeć będzie walczącym o koszulkę w czerwone grochy Richardowi Carapazowi (EF Education-EasyPost) i Valentinowi Paret-Peintre’owi (Soudal Quick-Step). Przewaga pierwszego z wymienionych wydaje się wyraźna, i to nie tylko dlatego, że wczoraj Ekwadorczykowi tak długo udawało się utrzymać na kole lidera wyścigu na finałowym podjeździe. W swojej karierze Carapaz wielokrotnie rywalizował o miejsca na podium wielkich tourów, co zdecydowanie przemawia za jego zdolnością regeneracji i walki na tego typu odcinkach dzień po dniu.
Takie czy inne rozstrzygnięcie klasyfikacji górskiej nie determinuje kwestii etapowego zwycięstwa, nawet w wariancie zakładającym triumf harcownika, ponieważ walka na następujących po sobie premiach HC może słono kosztować w końcówce. Już teraz można jednak powiedzieć, że to nie był Tour de France dla kolarzy spoza pierwszego szeregu, i trudno przypuszczać, by nim się stał choćby na jeden dzień, dlatego najbardziej prawdopodobnymi kandydatami wydają się tacy zawodnicy jak Sepp Kuss, Matteo Jorgenson (Visma | Lease a Bike), Lenny Martinez (Bahrain-Victorious), Thymen Arensman (Netcompany INEOS), Tom Pidcock (Pinarello Q36.5), Tobias Halland Johannessen (Uno-X Mobility) czy Raul Garcia Pierna (Movistar). Warto zauważyć, że ten ostatni od tygodnia bierze udział w każdej ucieczce.
Harmonogram
Start honorowy: 11:20
Kilometr 0: 11:30
Prognozowany finisz: 16:11-16:50
Transmisja TV: 11:00-17:00 na antenie stacji Eurosport 1 i platformie HBO Max
Wszystko o 113. edycji Tour de France:
- Trasa wyścigu
- Podsumowanie 1. tygodnia
- Podsumowanie 2. tygodnia
- Oficjalna lista startowa
- Program transmisji telewizyjnych
- Wszystkie artykuły









