Demi Vollering (FDJ United-SUEZ) w pięknym stylu sięgnęła po końcowe zwycięstwo w tegorocznej edycji Giro d’Italia Women, zapewniając sobie triumf w tej imprezie dopiero na ostatnim odcinku, po heroicznej walce. Po zakończeniu zmagań Holenderka była z siebie bardzo dumna.
Przed rozpoczęciem włoskiej imprezy Demi Vollering uchodziła za wielką faworytkę do zwycięstwa w klasyfikacji generalnej, ale wspaniała czasówka w wykonaniu Anny van der Breggen (Team SD Worx-Protime) sprawiła, że to właśnie Van der Breggen była liderką Giro d’Italia Women po 8. odcinkach. Doświadczona zawodniczka miała blisko 50 sekund przewagi nad Vollering, a 3. miejsce w generalce zajmowała świetnie dysponowana Antonia Niedermaier (CANYON//SRAM).
Na ostatnim odcinku nie brakowało emocji. W pewnym momencie wirtualną liderką była nawet Niemka, która jechała w czołowej grupce, ale sprawy w swoje ręce postanowiła wziąć Vollering, która dojechała do tej grupki i sięgnęła po końcowe zwycięstwo we włoskim wyścigu. Zmęczona Van der Breggen nie tylko nie obroniła się przed swoją rodaczką, ale spadła również na 3. miejsce w końcowej klasyfikacji. Lepsza od niej była też Niedermaier, która finalnie straciła do Vollering 30 sekund. Demi skomentowała swój sukces na mecie, o czym donosi nam WielerFlits.
To naprawdę szalone. Nie potrafię teraz tego opisać. To surrealistyczne. Już wczoraj opracowaliśmy plan razem z Larsem Boomem i Lieselot Decroix. Żartobliwie mówili: przygotuj się na bardzo długi dzień i atak. Dziewczyny od razu powiedziały: wchodzimy w to! Od początku jechały naprawdę świetnie. Próbowały dołączyć do odjazdu, ale okazało się to niemożliwe. Następnie udało im się narzucić mocne tempo na pierwszym podjeździe. Lauren Dickson była dziś niesamowicie mocna, po prostu nie odpuszczała. Dziś chodziło tylko o jedno: mieć odwagę przegrać. To był prawdziwy klucz do sukcesu. Byłam gotowa zagrać wszystko albo nic, niezależnie od tego, czy zajmę drugie, czy też trzecie miejsce w klasyfikacji. Nie obchodziło mnie to. Udało mi się wywierać presję na Annie van der Breggen. Spróbowałam na ostatnim podjeździe. Naprawdę musiałam wtedy przejechać najlepszą jazdę na czas w życiu. Było jeszcze bardzo daleko do mety, ale zadziałało. Wciąż nie mogę w to uwierzyć. Odważyłam się marzyć o różowej koszulce dopiero wtedy, gdy przewaga wzrosła do 2 minut. Miałam wszędzie skurcze. Byłam na granicy wytrzymałości, ale na szczęście w grupce z przodu współpraca dobrze się układała. Świetnie sobie radziłam w finale. Myśl, że mogę zdobyć różową koszulkę, dodawała mi skrzydeł. Najpierw chcę się nacieszyć tym zwycięstwem. Czasem wygrywanie wyścigów wydaje się normalne, ale wcale tak nie jest
– powiedziała Demi Vollering.
Dzięki temu zwycięstwu reprezentantka Holandii ma już na swoim koncie triumfy w Tour de France Femmes (2023), hiszpańskiej Vuelcie (2024 i 2025) oraz Giro d’Italia Women (2026). Teraz Demi skupi się na starcie w Tour de France Femmes 2026 (od 1 sierpnia), gdzie również będzie wielką faworytką do końcowego zwycięstwa, ale powalczyć spróbuje z nią m.in. triumfatorka z 2024 roku – Kasia Niewiadoma (CANYON//SRAM).








