Wygląda na to, że Giro d’Italia może się na dobre zadomowić na Bałkanach oraz na północ od nich. W ostatnich latach Grande Partenza tego wyścigu gościła m.in. na Węgrzech i w Albanii, w tym roku gospodarzem jest Bułgaria, a za 3 lata peleton może zawitać do Rumunii. Tamtejsza federacja rozpoczęła starania, by stało się to faktem.
Prezes Rumuńskiej Federacji Kolarskiej, Cătălin Sprînceană, udzielił wywiadu dla rodzimego portalu ProSport, w którym zdradził, że trwają przymiarki do tego, by Giro d’Italia zawitało do kolejnego państwa, które dotychczas nie gościło nigdy żadnego z wielkich tourów. Jeśli działania Rumunów dojdą do skutku, to włoska trzytygodniówka rozpocznie się tam za 3 lata, tj. w 2029 roku.
Jesteśmy zainteresowani zaproszeniem Giro d’Italia do Rumunii. Mówimy o trzech standardowych etapach, by następnie miał miejsce dzień przerwy, podczas którego kolarze będą mogli polecieć do Włoch. Zamierzam zobowiązać się do osiągnięcia tego celu w 2029 roku. Właśnie na to zamierzam poświęcić swoją energię. Co do trasy to póki co jest jeden punkt zaczepienia – Bukareszt musi być częścią trasy, jeśli wyścig pojawi się w Rumunii. Nie chcę jednocześnie składać już teraz obietnic w obliczu kryzysu politycznego, który obecnie przeżywamy w kraju
— powiedział Cătălin Sprînceană, prezes Rumuńskiej Federacji Kolarskiej.
Można zatem zastanawiać się, czy prace nad zaproszeniem Giro d’Italia to bardziej faza marzeń, czy też jednak realne przygotowania, które na pewnym etapie będą po prostu wymagały politycznego zielonego światła. Nie od dziś wiadomo, że wielu polityków lubi ocieplać swój wizerunek w blasku reflektorów związanych z imprezami sportowymi, więc jeśli rumuńska federacja przygotuje gotowy projekt i namówi na niego organizatorów włoskiej trzytygodniówki, to finalizacja umów może nie być aż takim problemem.










Nie jestem zwolennikiem aby jakikolwiek tour zaczynał się poza granicami danego kraju. Wiadomo że tu chodzi tylko i wyłącznie o kasę no ale z punktu kibica jestem na „nie”
Wszystko można sprowadzić do pieniędzy, ale chodzi też m.in. o promocję – zarówno kraju gospodarza, jak i imprezy kolarskiej w innych państwach. O ile bowiem wyścigi można organizować wszędzie i te, przynajmniej teoretycznie, mają szansę na rozwój i awans do rangi ProSeries czy nawet World Tour, o tyle wielkie toury od dekad przypisane są do stałych, nietykalnych miejsc. By inni kibice mieli choć namiastkę wielkich emocji, organizuje się te 3 etapy w innych miejscach, a zwykle frekwencja przy trasie jest tam dużo większa, niż później na „normalnych” etapach.
Kiedy Polska 😅?