Ostatni akcent ardeńskiego tryptyku to trudna miłość, bo znacznie łatwiej jest być najpiękniejszym, najbardziej dramatycznym, nostalgicznym czy nawet najdłuższym, niż po prostu najstarszym.
Choć kolarstwu szosowemu udaje się być postępowym w dziedzinie rozwoju metod treningowych i sprzętu, w innych aspektach za wszelką cenę trzyma się tradycji, a ta starość nie zawsze wygląda twarzowo w anturażu kurczących się, postindustrialnych miast i sypiącego się tynku. Na szczęście La Doyenne to również pełne nieopowiedzianych historii gęste lasy, zróżnicowana lista startowa i przedsmak emocji związanych z rywalizacją na trasach wielkich tourów, a 112. edycja Liege-Bastogne-Liege dodaje do tego coś wyjątkowego: pojedynek Tadeja Pogačara z Remco Evenepoelem i Paulem Seixasem w terenie, który każdy z nich ma prawo uznawać za swój własny.
Gwiazdami ostatniego aktu tegorocznej odsłony ardeńskiego tryptyku będą Tadej Pogačar, Paul Seixas, Remco Evenepoel, Tom Pidcock i Mattias Skjelmose.
Przedostatni z największych wyścigów jednodniowych sezonu wyznacza specyficzny punkt w kalendarzu startów. Grubą linią oddziela on kampanię wiosennych klasyków od cieplejszych miesięcy, którym rytm nadają wielkie toury, a jednocześnie pozwala tym światom na moment się spotkać – często z rewelacyjnym efektem. Sprawia to, że chociaż Liège-Bastogne-Liège stanowi finałowy akt ardeńskiego tryptyku i zamyka ważną część sezonu, jego atmosfera, nawet pomimo piętna bardzo dojrzałego wieku, nie ma w sobie nic schyłkowego. Tym, przy zbliżonej charakterystyce trasy, wyraźnie różni się od Il Lombardii. Mimo że do napisania pozostaje ostatni rozdział, a trofea czekające na najlepszych w Liège należą do najcenniejszych w tym sporcie, wyczuwalne napięcie ma już związek z antycypacją tego, co ma nadejść w kolejnych tygodniach. Co prawda ostatnimi laty La Doyenne przestała być popularnym wyborem kolarzy celujących w klasyfikację generalną Giro d’Italia, ale kilku z nich zobaczymy na trasie 112. edycji wyścigu, a za główną oś zdarzeń i tak posłuży wyczekiwany pojedynek posiadających łącznie 5 tytułów w Staruszce Tadeja Pogacara i Remco Evenepoela z gwiazdą jutra – Paulem Seixasem.
Liège-Bastogne-Liège 2026: Trasa wyścigu mężczyzn
Po epoce brzydkich przedmieść, La Doyenne przeszła przed siedmioma laty długo oczekiwany lifting, którego najistotniejszym punktem było przeniesienie linii mety z powrotem do historycznego centrum Liège. Trasa 112. edycji wyścigu tylko w detalach różni się więc od tych, które w ciągu ostatnich sezonów doprowadziły do triumfów Primoza Rogliča, Tadeja Pogačara i Remco Evenepoela.
Zgodnie z ponad stuletnią tradycją, największy z wyścigów ardeńskiego tryptyku rozpocznie się i zakończy w Liège, a kluczowe z podjazdów umieszczonych na trasie liczącej 259,5 kilometra i ok. 4100 metrów przewyższenia znajdują się w jej drugiej części. Warto zaznaczyć, że w stosunku do ubiegłorocznej edycji wydłużony został odcinek prowadzący w kierunku Bastogne, a jego szerokie drogi dodatkowo uwypuklają to, jak zmienia się charakter rywalizacji po osiągnięciu symbolicznego “półmetka”.
Symbolicznego, ponieważ wbrew temu, co może sugerować nazwa, Bastogne wcale nie przypada w połowie trasy, ale zostanie odwiedzone przez peleton tuż przed 100. kilometrem, co poprzedzi pokonanie pierwszego z 11 kategoryzowanych wzniesień – Côte de Saint-Roch (1,0 km, śr. 10,2%). Pomiędzy nawrotem w najbardziej pagórkowatą częścią La Doyenne kolarze podjadą pod położony tuż za La Roche-en-Ardenne Col de la Haussire (3,9 km, śr. 7,2%), ale z większym nagromadzeniem przeszkód peleton zderzy się dopiero po minięciu Vielsalm, a więc ok. 90 kilometrów od mety wyścigu.
Tam na pierwszy ogień pójdą pokonywane w krótkiej sekwencji Côte de Wanne (2,9 km, śr. 4,6%), Côte de Stockeu (1,0 km, śr. 12,7%) i Côte de la Haute-Levee (3,0 km, śr. 6,4%), których główną rolą w przeszłości było doprowadzanie do nieuniknionej selekcji od tyłu. Najbardziej aktualny obraz kolarstwa szosowego pozwala sądzić, że równie dobrze mogą być one miejscem zadania serii ciosów o dość ostatecznym charakterze.
Następujący po nich 10-kilometrowy odcinek we właściwym momencie pozwala przegrupować siły, ponieważ kolejny podjazd to już nie Côte, ale niewyrośnięty Col – Col du Rosier (4,5 km, śr. 5,7%) konkretniej – czyli najdłuższe wzniesienie całego wyścigu. To również wyjątkowa gratka dla fanów Formuły 1, ponieważ położony jest on w pobliżu legendarnego toru Spa-Francorchamps, gdzie zawsze pada deszcz.
Ostatnimi dwoma ze strategicznie drugorzędnych podjazdów będą Col du Maquisard (2,5 km, śr. 5,3%)i Côte de Desnié (1,6 km, śr. 7,5%), ponieważ kolejny z nich, czyli Côte de la Redoute (1,9 km, śr. 8,9%), pozostaje największą ikoną Liège-Bastogne-Liège. Kiedyś było to miejsce ataków przesądzających o losach wielu edycji najstarszego z monumentów, dziś otwiera ono decydującą fazę rywalizacji głównie w wymiarze symbolicznym, podczas gdy jego rzeczywiste położenie na osi najważniejszych wydarzeń wyścigu może być różnorakie. 34 kilometry dzielące La Redoute od linii mety w Liège to dystans, który nie tylko nie przerazi kolarzy chcących uniknąć loteryjnego sprintu w samej końcówce, ale na tle akcji obserwowanych w większości rozegranych w ostatnich sezonach klasyków wypada zwyczajnie blado. Po osiągnięciu szczytu zawodników czeka natychmiastowa poprawka, ponieważ trasa wspina się dalej do Cornemont (1,8 km, śr. 4,0%).
Dalej pozostanie już „tylko” Côte des Forges (1,3 km; 7,8%), a jeśli nikt nie zechce wcześnie odsłonić kart, ostateczny kształt grupie liderów nada wspinaczka na stromy Côte de la Roche aux Faucons (1,3 km, śr. 11%), który pokonany zostanie 13 kilometrów od linii mety. Finałowe 13 kilometrów wyścigu zawiera jeszcze jedno, pozbawione kategorii wzniesienie (2,1 km, śr. 4,5%), po którym następuje 8-kilometrowy zjazd. Ostatnie 2 kilometry wyścigu są płaskie, meta zlokalizowana jest na szerokim bulwarze.
Pogoda
Ok. 13 stopni Celsjusza w czasie startu, do 16 stopni w najcieplejszym momencie dnia. Nikłe szanse wystąpienia opadów. Wiatr z kierunku północnego, a więc czołowy na odcinkach zawierających kluczowe podjazdy – w wyścigu mężczyzn zaledwie powiew (<4 km/h) bez wpływu na kształt końcówki, w finale rywalizacji kobiet potencjalnie silniejszy (>10 km/h).
Liège-Bastogne-Liège 2026: Faworyci wyścigu mężczyzn
W walce o zamykający kampanię wiosennych klasyków monument Tadej Pogacar (UAE Team Emirates-XRG) będzie miał przeciwko sobie silnie motywowanego żądzą pokonania go Remco Evenepoela (Red Bull-BORA-hansgrohe) i ogłaszanego jego następcą Paula Seixasa (Decathlon CMA CGM). Słoweniec pozostaje zdecydowanym faworytem, po raz pierwszy w tym sezonie rywalizując w terenie, który gra na jego korzyść, zamiast być naginanym do preferowanego przez niego scenariusza. Jednocześnie trasa Liege-Bastogne-Liege jest tym punktem na mapie, który jak dotąd najskuteczniej wykoleił karierę lidera UAE Team Emirates-XRG, a on sam ma tendencję do fetyszyzowania tego rodzaju blizn.
Nie jestem przekonana, czy w Tadeju Pogačarze (UAE Team Emirates-XRG) jako wybitnym kolarzu pozostaje coś jeszcze do odkrycia, ale do rzeczy, które ciągle nie przestają w nim fascynować, zdecydowanie należy jego osobista relacja z poszczególnymi wyścigami. To, że w jego narracji nie są one wyłącznie scenografią, ale kolejnym rywalem, którego trzeba pokonać. Być może najważniejszym. Prawdopodobnie dlatego wielkoskalową obsesją stał się Mediolan-San Remo, a w nieco mniejszym stopniu również Paryż-Roubaix, dokąd będzie wracał, póki nie dopnie swego. W tym sensie Liege-Bastogne-Liege, poza możliwością odhaczania kolejnych monumentów i ścigania następnych rekordów, oferuje niewiele dodatkowego boostu. Rywalizacja rozgrywa się w terenie utożsamianym z Pogačarem od początku jego zawodowej kariery, na długo zanim on sam – a później reszta świata – odkryliśmy, że kolarstwo wróciło do ery niemal bezgranicznej wszechstronności. Trasa jest na tyle długa i wymagająca pod kątem wspinaczki, że sprawdza się podstawowa strategia rozgrywania górskich etapów wielkich tourów. Trzeba oczywiście najpierw stanąć na starcie, a następnie pozostać na rowerze do końca wyścigu, ale kiedy oba warunki zostają spełnione, Słoweniec dotychczas wygrywał.
Czy zdoła to zmienić dwójka rywali w osobach Remco Evenepoela i Paula Seixasa? Odpowiedzi na tak zadane pytanie najprawdopodobniej brzmią “nie” i “nie teraz”, ale pojedynek sam w sobie ma większy ciężar gatunkowy od tych, w których widzieliśmy już lidera UAE Team Emirates-XRG w tym sezonie. Porażka na szutrach czy brukach nie jest w stanie podkopać pozycji Pogačara ani wpłynąć na to, jak odbiera go kolarski świat. Jest akceptowanym elementem tych scenerii, ale jednak pozaziemskiego pochodzenia. Ewentualna porażka na de facto górskiej trasie – nawet jeśli są to tylko Ardeny – to już zupełnie inna historia, bo jej echa w dalszym ciągu byłyby słyszalne na początku lipca, zarówno w mediach, jak i w głowie Słoweńca. Dzisiejszy Liege-Bastogne-Liege jest więc już pracą wykonywaną na poczet Tour de France, szczególnie w kontekście budowania morale całej ekipy, i można mieć pewność, że UAE Team Emirates-XRG skrupulatnie podejdzie do wykonania rozpisanego planu. Samemu Pogačarowi przyniesie pierwszą bardziej wymierną odpowiedź na pytanie, jaki dystans dzieli go w tej chwili od najbliższych oponentów, ale da też nieco więcej scenariuszowej wolności: w starciu z rywalami ze swojej bajki to on może wybierać, w jaki sposób chce wygrać wyścig. I być może wyjawi to jeszcze przed jego rozpoczęciem.
Lista zawodników, których Patrick Lefevere nie zdołał przekonać do skupienia się na klasykach być może nie jest długa, ale za to częściowo pokrywa się z listą zwycięzców Tour de Pologne. Anyway. Remco Evenepoel (Red Bull-BORA-hansgrohe) musiał przejść do innej drużyny z jasnym celem poskromienia Wielkiej Pętli, aby niespodziewanie odgrzany został temat jego potencjału do wygrywania największych wyścigów jednodniowych. Brzmi jak odkrywanie koła na nowo, ale nie każda droga wiedzie prosto do celu, a po tegorocznym Roubaix temat (kół) tak czy inaczej wart jest ponownego przemyślenia. Gdyby 26-letni Belg miał wyrysować sobie idealny wyścig, niewiele różniłby się on od Liege-Bastogne-Liege w jego obecnym kształcie, co potwierdzają jego dwa zwycięstwa w najstarszym z monumentów. Nie można mieć też uwag odnośnie formy prezentowanej w tej części sezonu. Problemem pozostaje Pogačar, który o ile nie jest słabszy niż wszystkim obecnie się wydaje (a gorszych dni w wyścigach jednodniowych raczej nie miewa), ma nad Evenepoelem wyraźną przewagę na kluczowych odcinkach trasy. Jedyną realistyczną scenariuszem jest utrzymanie koła Słoweńca i podjęcie próba pokonania go w sprincie, albo…
Posłużenie się Paulem Seixasem (Decathlon CMA CGM), który jest tak zdolny, jak wszyscy mówią, i niedługo będziecie nim tak samo znudzeni, jak obecnie Słoweńcem, ale nie zamierzam przedwcześnie psuć zabawy. Kluczowe w tej chwili jest to, że młodość wiąże się z naiwnością, która w sporcie zazwyczaj pcha do pięknych historii bez happy endu. W swoim pierwszym tegorocznym starciu z Pogačarem (Strade Bianche), 19-letni Francuz miał okazję się przekonać, że latanie zbyt blisko słońca pali żywym ogniem, ale w wielu kolejnych występach zaznaczyła się wyraźna tendencja, że preferuje on wyprzedzać ataki rywali, niż na nie odpowiadać. Jeśli dziś spróbuje tego samego, najprawdopodobniej tylko ucieszy tym Słoweńca, któremu w przeszłości brakowało kompanów w wielu ostatecznie zakończonych sukcesami solowych rajdach. Istnieje jednak szansa, że Seixas podpali się zbyt wcześnie, Pogačar swoim zwyczajem na to odpowie, a za ich plecami zbuduje się dobrze współpracująca grupka z Evenepoelem, która dojdzie ich na dojeździe do Liege. Taki scenariusz daje największe nadzieje na jakiekolwiek niespodzianki na podium imprezy.
Kto mógłby być taką niespodzianką? Mattias Skjelmose (Lidl-Trek) już to w przeszłości przećwiczył, w dodatku w bardzo zbliżonym miejscu i czasie, a do tego może pochwalić się bardzo przyzwoitą formą. Podobnie jak Mauro Schmid (Jayco AlUla), którego z 25-letnim Duńczykiem poza dyspozycją łączy to, że trudną w interpretacji mową ciała mieszają rywalom w głowach, dzięki temu skutecznie unikając pracy. Ewentualna obecność Toma Pidcocka (Pinarello Q36.5) na podium wyścigu tego kalibru zaskoczeniem nie będzie, natomiast jego forma od momentu powrotu po kraksie w Katalonii jest na tyle niestabilna, że trudno z góry przewidzieć, która wersja Brytyjczyka wylosuje się w tę niedzielę.
Z bardziej doświadczonych uczestników 112. edycji Liege-Bastogne-Liege, co najmniej solidni w tego rodzaju terenie bywają Romain Gregoire (Groupama-FDJ United), Benoit Cosnefroy (UAE Team Emirates-XRG), Giulio Ciccone (Lidl-Trek), Kevin Vauquelin (INEOS Grenadiers), Ben Tulett (Visma | Lease a Bike) Santiago Buitrago czy Pello Bilbao (obaj Bahrain-Victorious), podczas gdy występami w ostatnich tygodniach na włączenie ich nazwisk do tego grona zasłużyli Alex Baudin (EF Education-EasyPost), Emiel Verstrygne (Alpecin-Premier Tech) i Even Costiou (Groupama-FDJ United).
Liège-Bastogne-Liège kobiet 2026: Trasa
Trasa wyścigu kobiet to de facto Bastogne-Liège, co oznacza, że zawodniczek nie ominie żaden z kluczowych punktów męskiej odsłony tego monumentu – a nie jest to zasadą. W ramach 10. edycji Liège-Bastogne-Liège Femmes pokonanych zostanie 156 kilometrów, ok. 2600 metrów przewyższenia i 10 podjazdów: Col de la Haussire (3,9 km, śr. 7,2%), Côte de Wanne (2,9 km, śr. 4,6%), Côte de Stockeu (1,0 km, śr. 12,7%), Côte de la Haute-Levee (3,0 km, śr. 6,4%), Col du Rosier (4,5 km, śr. 5,7%), Col du Maquisard (2,5 km, śr. 5,3%), Côte de Desnié (1,6 km, śr. 7,5%), Côte de la Redoute (1,9 km, śr. 8,9%), Côte des Forges (1,3 km; 7,8%) i Côte de la Roche aux Faucons (1,3 km, śr. 11%).
Liège-Bastogne-Liège kobiet 2026: Faworytki
Za faworytkę wyścigu kobiet uznawana jest trzecia przed rokiem Demi Vollering (FDJ-United SUEZ), a wyniki osiągnięte przez nią w rozegranych już dwóch odsłonach ardeńskich klasyków wspierają taki scenariusz. Jednocześnie bezpośrednie rywalki, jak Puck Pieterse (Fenix-Premier Tech), Katarzyna Niewiadoma (CANYON//SRAM zondacrypto) czy Pauline Ferrand-Prevot (Visma | Lease a Bike) nie odstają od Holenderki tak mocno, jak miało to miejsce w okresach jej największej dominacji, a dobrze dysponowane zawodniczki drugiego szeregu nauczyły się już, że kolarstwo kobiece rządzi się swoimi prawami – z których podstawowym jest relatywna łatwość odizolowania liderek i wywołania taktycznego chaosu. Wykorzystać to mogą między innymi Paula Blasi, Karlijn Swinkels (obie UAE Team ADQ), Elise Chabbey (FDJ United-SUEZ) czy Niamh Fisher-Black (Lidl-Trek).
Harmonogram
Start wyścigu mężczyzn: 10:00, Prognozowany finisz wyścigu mężczyzn: ok. 16:20
Transmisja TV: HBO Max/ Eurosport od 12:10
Start wyścigu kobiet: 13:35, Prognozowany finisz wyścigu kobiet: ok. 17:00
Transmisja TV: HBO Max/ Eurosport od 16:40










Stawiam czapkę śliwek i worek ziemniaków na zwycięstwo Tadusza Pogaczara, a za nim będą Pol Siksas i Tomek Pitkok.
Ta zapowiedź powinna się ukazać 24 godziny wcześniej – nie rozumiem zapowiedzi publikowanej w czasie trwania wyścigu. Czy na MAX LBL jest od startu?