Tegoroczna edycja etapowego wyścigu Tour de Romandie odbędzie się w dniach 28 kwietnia – 3 maja, a na liście startowej ma się pojawić Tadej Pogačar (UAE Team Emirates – XRG). Mogłoby się wydawać, że wszystko układa się pięknie, ale organizatorzy tego wydarzenia ogłosili, iż zmagają się z poważnymi problemami finansowymi.
Nie da się ukryć, że Tour de Romandie to bardzo ważna etapówka w kolarskim kalendarzu. Wystarczy spojrzeć na to, jacy kolarze triumfowali tam w ostatnich latach. W sezonie 2025 zwycięzcą okazał się João Almeida (UAE Team Emirates – XRG), a wcześniej wygrywali tam m.in.: Cadel Evans, Chris Froome, Nairo Quintana, Richie Porte, Primož Roglič, Geraint Thomas, Adam Yates czy też Carlos Rodríguez. W tym sezonie po triumf ma ruszyć Tadej Pogačar.
Na całe szczęście tegoroczna edycja szwajcarskiego wyścigu nie jest zagrożona, ale nie wiadomo, jak to będzie wyglądało w przyszłości. Do tej pory organizatorzy mogli liczyć na solidne wsparcie finansowe ze strony Vaudoise Assurances oraz Le Maréchal, ale teraz rozpoczęły się intensywne poszukiwania nowego sponsora, i to głównego. W rozmowie z 20 Minutes opowiedział o tym dyrektor wyścigu – Richard Chassot.
Pokrycie deficytu będzie bardzo trudne [deficyt w rocznym budżecie ma sięgać 10% – przyp. red.]. Mówimy o znacznych budżetach… Wydrukowaliśmy już wszystko na ten rok… Pomyślcie o banerach, bramkach mety, o wszystkim, gdzie można umieścić reklamę. Jeśli ktoś nadal chce zostać głównym sponsorem tej edycji, jest to niemal niemożliwa misja, chyba że znajdziemy sponsora, który będzie zadowolony z widoczności i chce się przyczynić do utrzymania wyścigu [mowa tutaj o sponsorze, który znajdzie się na żółtej koszulce lidera Tour de Romandie – przyp. red.]
– mówi Chassot.
W dalszej części rozmowy dyrektor wyścigu opowiedział o tym, że organizatorzy są przygotowani na zorganizowanie maksymalnie jednej edycji bez głównego sponsora i nie stać ich na to, aby w przyszłości taka sytuacja się powtórzyła. Co prawda jakiś czas temu nawiązano współpracę z siecią supermarketów Lidl, ale nie jest to wystarczające. Potrzebny jest nowy sponsor, główny.
Tour de Romandie nie dysponuje niezbędnymi rezerwami, aby zorganizować 3 lub 4 edycje, czekając na potencjalnego sponsora. Mamy wystarczający budżet, aby zorganizować jedną edycję bez głównego sponsora. Nie chcemy obniżać standardów bezpieczeństwa i zakwaterowania, a do tego chcemy pozostać w World Tourze – w związku z tym każdy dzień kosztuje nas dużo pieniędzy. Kryzys związany z koronawirusem pochłonął część naszych rezerw i musimy znaleźć głównego sponsora. Bez niego nie możemy utrzymać stabilności finansowej. W kolarstwie jesteśmy narażeni na straty, ponieważ – w przeciwieństwie do wielu innych dyscyplin sportowych – nie możemy sprzedawać biletów
– zakończył dyrektor Tour de Romandie.
Co dalej ze szwajcarskim wyścigiem? Miejmy nadzieję, że organizatorzy szybko znajdą rozwiązanie swoich problemów i ta etapówka nie zniknie z kolarskiego kalendarza. Trudno byłoby to sobie wyobrazić… Patrząc jednak na obecne czasy, znalezienie odpowiedniego sponsora może być bardzo trudnym i czasochłonnym przedsięwzięciem.










Najpierw u Norwegów „Tour of Norway”, a teraz u Szwajcarów „Tour de Romandie”. A niby oba narody takie bogate, że wszyscy im zazdroszczą.
To, że ktoś jest bogaty nie oznacza, że automatycznie będzie chciał wydawać pieniądze na sport. Piłkarze w lidze norweskiej czy szwajcarskiej też słabo zarabiają na tle najbogatszych lig.