Mathieu van der Poel przyjechał na tegoroczne E3 Saxo Classic jako główny faworyt do zwycięstwa i faktycznie po nie sięgnął. Nie był to jednak tak pewny triumf jak w dwóch ostatnich edycjach, a Holender może nieco podziękować rywalom, że ci w końcówce oglądali się na siebie zamiast go dogonić, choć różnica w pewnym momencie była praktycznie zerowa.
Zgodnie z przewidywaniami 68. edycja E3 Saxo Classic okazała się być bardzo interesująca. Rywalizacja pomiędzy największymi gwiazdami rozpoczęła się na długo przed metą, a już na 69 kilometrów przed takową do akcji ruszył Mathieu van der Poel (Alpecin-Premier Tech), który oderwał się od peletonu wraz z Timem van Dijke (Red Bull – BORA – hansgrohe). Holender jednak nie czekał, gdy dogonił jedną z grup jadącą z przodu, tylko momentalnie z niej zaatakował, a na 42 kilometry przed końcem ten oderwał się od wszystkich i rozpoczął samotny rajd w stronę mety.
Wiedziałem, że dogonieni kolarze nie będą chcieli współpracować, więc i tak będę musiał pracować sam. Do tego było sporo jazdy pod wiatr, więc nie miałem na co czekać. Jednocześnie już wtedy czułem, że będzie ciężko. Na początku byłem jeszcze dość optymistycznie nastawiony, ale wiem, jak trudno jest pokonać tę drogę w kierunku Harelbeke samemu. Myślałem, że dam radę, ale opadłem z sił na 5 kilometrów przed metą. Ostatecznie udało mi się, ale kosztowało mnie to krew, pot i łzy
— mówił Mathieu van der Poel.
W końcówce Holender został praktycznie dogoniony przez goniącą grupę, w skład której wchodzili Florian Vermeersch (UAE Team Emirates-XRG), Per Strand Hagenes (Team Visma | Lease a Bike), Stan Dewulf (Decathlon CMA CGM Team) i Jonas Abrahamsen (Uno-X Mobility), ale gdy czwórka zbliżyła się do niego na zaledwie kilka sekund, zaczęło się tam czarowanie, które finalnie oznaczało oddanie zwycięstwa dla Mathieu van der Poela. Bez wątpienia każdy z nich może sobie teraz mocno pluć w brodę, zaś sam kolarz Alpecin-Premier Tech ma powody do świętowania.
W pewnym momencie nie miałem już zbyt wiele nadziei, ale po prostu jechałem dalej z maksymalną mocą. Dobry kilometr przed metą myślałem, że po mnie. Wiedziałem, że i tak nie dam rady sprintować, więc po prostu jechałem na siedząco tak mocno, jak to możliwe. Wystarczyło. Czy to jedno z moich najciężej wywalczonych zwycięstw? Tak, zdecydowanie. To właśnie ono najbardziej bolało. Bardzo się cieszę z wygranej, ale i tak kosztowało mnie to mnóstwo energii. Co oznacza to trzecie zwycięstwo tutaj? Dla mnie to jeden z najpiękniejszych wyścigów w roku. Naprawdę lubię tu jeździć i dlatego cieszę się, że znów mogę wygrać
— zakończył triumfator E3 Saxo Classic, czyli Mathieu van der Poel.
W programie kolarza Alpecin-Premier Tech znajdziemy teraz kolejne klasyki będące częścią cyklu UCI World Tour, a mianowicie In Flanders Fields – From Middelkerke to Wevelgem (29.03), Ronde van Vlaanderen (5.04) i Paryż-Roubaix (12.04). W dwóch ostatnich spośród wymienionych czekają na niego pojedynki z Tadejem Pogačarem.






