fot. Unibet Rose Rockets

Środowe Ronde van Brugge zakończyło się zwycięstwem Dylana Groenewegena. Dla Holendra to była pierwsza wygrana na poziomie UCI World Tour od prawie 2 lat, a dla jego ekipy stanowiła historyczny, premierowy sukces tej rangi. Nie może zatem dziwić wielka radość w obozie Unibet Rose Rockets.

Za nami 50. edycja Ronde van Brugge, czyli wyścigu znanego dotychczas m.in. jako Classic Brugge-De Panne. Zgodnie z przewidywaniami, pomimo zupełnie płaskiej trasy, zobaczyliśmy kawał naprawdę dobrego ścigania, a wąskie drogi i mocne podmuchy wiatru sprawiły, że stawka zaczęła się dzielić na bardzo wczesnym etapie rywalizacji i do samego końca ta była szalenie interesująca. Mimo pewnych kłopotów – m.in. defektu czy odpadnięcia podczas walki na rantach, po wygraną w Brugii sięgnął Dylan Groenewegen (Unibet Rose Rockets).

Zostanie podczas walki na wiatrach to była moja wina. Byłem trochę za daleko, nie spodziewałem się, że grupa się porwie. Stało się tak z powodu wypadku. Straciliśmy tam również Elmara [Reindersa – przyp. red.]. Miał problemy z kolanem. Na szczęście inni koledzy byli bardzo aktywni i szybko dociągnęli mnie do grupy. Musieli to zresztą robić 2 razy, bo po defekcie też otrzymałem z ich strony wielką pomoc

— opowiadał Dylan Groenewegen.

Dla Holendra to 3. zwycięstwo z rzędu – w zeszłym tygodniu jego łupem padły Bredene Koksijde Classic (1.Pro) i Grote prijs Jean-Pierre Monseré (1.1). Teraz jednak sukces jest zdecydowanie większy, bowiem mowa tu o klasyku będącym częścią cyklu UCI World Tour. Na tym poziomie 32-latek nie wygrywał od niemal 2 lat – ostatnim triumfem tej rangi był bowiem dla niego 6. etap Tour de France z 2024 roku. Dylan Groenewegen nie kryje zatem zadowolenia ze swojej obecnej formy.

To dla mnie bardzo dobry tydzień. Dziś warunki pogodowe były typowo holenderskie i belgijskie. Wyścig był trudny ze względu na wiatr, a pod koniec trochę padało. To był trudny finał, ale udało nam się zachować spokój. W końcówce byłem na dobrej pozycji, a Philipsen zaatakował bardzo wcześnie, więc musiałem po prostu jechać za nim i go wyprzedzić. Cieszę się, że osiągam te sukcesy z obecnym zespołem. Mamy mnóstwo frajdy z jazdy, zwłaszcza gdy wygrywamy. To dobra motywacja. Mamy dobrą mieszankę młodych i doświadczonych zawodników i to fantastycznie działa. Wzajemnie się mobilizujemy i wydobywamy z siebie to, co najlepsze. Jeździmy z wiarą w siebie wzajemnie, ale i mocą. Na ostatnich kilkuset metrach zostało nas jeszcze trzech, to bardzo imponujące. Młodsi chłopacy chcą korzystać z mojego doświadczenia. To przynosi efekty

— opowiadał z ekscytacją Dylan Groenewegen.

Progres, jaki zalicza w tym roku Unibet Rose Rockets, jest niezaprzeczalny. Triumf w 50. edycji Ronde van Brugge był dla francuskiej grupy pierwszym w historii sukcesem na poziomie UCI World Tour, ale patrząc na obecną dyspozycję kolarzy z tego zespołu, z pewnością nie ostatnim. Bycie na fali bez wątpienia napędza kolarzy, autentyczną wielką radość widać także w nagraniu z wozu technicznego, który udostępniła ekipa. I tylko w tym wszystkim żal, że organizatorzy Tour de France postawili na Caja Rural – Seguros RGA kosztem świetnie bawiącej się kolarstwem drużyny Unibet Rose Rockets…

Poprzedni artykułRonde Van Brugge 2026: Amaury Capiot złamał biodro w kraksie na finiszu wyścigu
Następny artykułSettimana Coppi e Bartali 2026: Filippo D’Aiuto sensacyjnym zwycięzcą
Jakub Jarosz
Niegdyś zapalony biegacz, dziś sędzia siatkówki z Pomorza, przy okazji aktywnie grający w jednej z trójmiejskich drużyn. Fan kolarskich statystyk i egzotycznych wyścigów. Marzeniem związane z tą dyscypliną był wyjazd na Mistrzostwa Świata do Rwandy w 2025 roku. Po jego spełnieniu póki co szukam kolejnego, ale bez wątpienia chciałbym z kolarstwem zwiedzić świat.
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze